Konkurs! Coś specjalnego dla miłośników psychologii i ornitologii
Na naszym Facebooku NASZAwtymGŁOWA ogłosiliśmy Konkurs ornitologiczny, w którym do wygrania są książki "Ornitologia terapeutyczna" oraz zeszyt ćwiczeń funkcji poznawczych "Analiza szczegółów i dostrzeganie całości" autorstwa dr Sławomira Murawca oraz prof. Piotra Tryjanowskiego. Jeśli interesujesz się psychologią a obserwowanie ptaków jest Twoim hobby to koniecznie zapoznaj się z tymi tytułami!
Co zrobić, aby wygrać książkę?
- Odwiedź nasz profil na Facebooku klik -> NASZAwtymGŁOWA
- W komentarzu:
Wstaw zdjęcie własnego karmnika, możesz oznaczyć miejscowość, w której zrobiono zdjęcie,
lub
Napisz listę gatunków ptaków, które zostały zaobserwowane podczas spaceru/w Twojej okolicy.
Jeśli chcesz powiadomić o tym konkursie znajomych, którzy też interesują się psychologią lub ornitologią, możesz ich oznaczyć w komentarzu lub udostępnić ten post w swojej relacji.
Mamy nadzieję, że lubisz już stronę NASZAwtymGŁOWA oraz ten post konkursowy 😉
Na komentarze czekamy do 15 kwietnia, następnie wybierzemy aż 2 osoby które otrzymają książkę oraz aż 10 osób które otrzymają zeszyt ćwiczeń! 🙂
Wyniki ogłosimy do 21 kwietnia w komentarzu pod postem konkursowym oraz na relacji FB.
Zachęcamy do opowiedzenia jak na samopoczucie wpłynął spacer lub obserwacja ptaków przy karmniku.
Biorąc udział w konkursie akceptujesz regulamin konkursu dostępny poniżej
Regulamin
Czas start!
Piramida potrzeb zdrowia psychicznego według analizy lek. Anny Duman
Aktualnej analizy potrzeb zdrowia psychicznego dokonała lek. Anny Duman
Piramida potrzeb to hierarchia, sekwencja potrzeb przedstawione od najbardziej podstawowych do potrzeb wyższego poziomu, które aktywizują się dopiero po zaspokojeniu niższych. Abraham Maslow, amerykański psycholog opisał schemat hierarchii potrzeb. Według niego źródłem motywacji do działania jest zaspokajanie potrzeb, ale by zaspokoić te z najwyższego stopnia najpierw trzeba zaspokoić te u podstawy. Maslow wyróżnił pięć rodzajów potrzeb. Podstawowymi potrzebami określił te fizjologiczne, następnie jest potrzeba bezpieczeństwa, kolejno potrzeba przynależności i miłości, uznania a na najwyższym stopniu umieścił potrzebę samorealizacji. Hierarchię potrzeb Maslowa wpisano w piramidę, dzięki czemu powstała piramida potrzeb. Zgodnie z czasem i zwiększającą się wiedzą medyczną piramida potrzeb ewoluowała. Obecnie ze względu na globalny charakter problemów związanych z zaburzeniami psychicznymi powstało określenie piramidy potrzeb zdrowia psychicznego. Aktualną piramidę potrzeb zdrowia przeanalizowała lek. Anna Duman:
Myślę, że w obecnych czasach podstawą piramidy jest „Poczucie bezpieczeństwa”. Uważam, że otwarcie możemy powiedzieć, że żyjemy w czasach lęku przed śmiercią. Lęk przed wirusem, lęk przed szczepionkami, lęk przed wojną, lęk przed utratą pracy czy ubóstwem, wszystko sprowadza się do lęku o życie nasze lub naszych bliskich. Bez jakiegokolwiek poczucia bezpieczeństwa nie jesteśmy w stanie efektywnie odpoczywać, spać ani nie mamy siły na aktywność fizyczną (która zresztą aktualnie wiąże się z ekspozycją na triggery w postaci wirusa i szczepienia). Poczucie bezpieczeństwa to pewien fundament, na którym możemy stawiać kolejne cegły naszego dobrostanu psychicznego bez zmartwień, że wszystko załamie się przy niewielkim wietrze.
Na drugim stopniu stawiam „Dbanie o swoje potrzeby”. Pod tym hasłem kryje się dosłownie wszystko, od potrzeb w toalecie, przez regularne, zbilansowane posiłki, po medytację, mindfulness, wyciszenie. Często mówimy sobie w rozmowach "miałem tyle roboty, że nawet nie miałem czasu się wysikać"- to proste "wysikać" kryje za sobą jedną z naszych najważniejszych potrzeb fizjologicznych, w ten sposób pozbywamy się toksyn, zapewniamy właściwą filtrację nerek, czyli dbamy po prostu o swoje zdrowie. Wstrzymując zapewnienie takiej potrzeby stwarzamy warunki do wzrostu napięcia w ciele, napinają się mięśnie zwieracze, mięśnie nóg, a potem mimowolnie napina się całe ciało i nasz umysł, czyli stajemy się drażliwi i nerwowi. Dbanie o swoje potrzeby to dbanie o swój dobrostan w zakresie najbardziej podstawowych potrzeb jakie każdy z nas ma oraz indywidualnych dla każdego, jak właśnie wyciszenie, medytacja itd.
Trzeci stopień to dla mnie „Zdrowe relacje”. Dlaczego wyżej niż „Dbanie o swoje potrzeby”? Z całą pewnością możemy to nazwać ”zdrowym egoizmem", gdzie najpierw dbamy o siebie, a dopiero potem o innych. Przyczyna jest prosta. Kiedy nie dbamy o siebie i jesteśmy wiecznie spięci, zdenerwowani, smutni, zmęczeni. Nie mamy wtedy szans stworzyć zdrowych i dobrych dla nas relacji, bo nie mamy na to siły, energii i przestrzeni. Jesteśmy też postrzegani przez pryzmat naszych niezaspokojonych potrzeb, zamiast przez pryzmat naszej osobowości.
Na czwartym stopniu jest „Higiena snu". Łatwo jest powiedzieć ”musisz się wyspać" czy ”śpij osiem godzin dziennie” ale trudniej to uczynić. Już od wielu lat jesteśmy w stałych związkach z naszymi smartfonami i mediami społecznościowymi. Sytuacja panująca od dwóch lat jeszcze bardziej to pogłębiła, bo albo szukamy nowych informacji, wiadomości z kraju i ze świata, albo uciekamy od nich jak najdalej w seriale, programy, gry, kontakty internetowe. Trzeba dużej determinacji i świadomości, żeby odłożyć ten telefon minimum na godzinę przed pójściem spać i nie zaglądać do niego zaraz po przebudzeniu. Kolejna sprawa to home office. Wiele osób rzuconych na pracę zdalną ze względów mieszkaniowych musi pracować w pokoju, w którym również śpi. Nie jest to dobre, ale jeśli nie mamy innego wyjścia to najważniejsze jest to, żeby chociaż nie pracować na łóżku, kanapie, na której śpimy, a chociaż na krześle obok. Strefa do spania powinna pozostać strefą do spania, dzięki temu, kiedy już wieczorem położymy się w łóżku nie mamy skojarzeń z pracą za dnia, jedzeniem, a jedynie z zasypianiem.
Na piątym stopniu „Odpoczynek na świeżym powietrzu". Wysiłek fizyczny może być dla niektórych osób ze względów zdrowotnych, zbyt dużym trudem. Możemy uprawiać sporty drużynowe, biegać, jeździć na rowerze, spacerować, ale również siedzieć na ławce. Każdy po swojemu i tak, jak pozwala mu stan zdrowia, ale każdy może korzystać z dobra, jakie daje nam przyroda. Oddech staje się wtedy inny, głębszy, nawet nieświadomie, dotleniany wtedy nasz umysł przeciążony stresującym dniem. W krajach skandynawskich lekarz może oficjalnie na recepcie wypisać "spacery na świeżym powietrzu; przebywanie z przyrodą". Obserwujemy naturę, rośliny, zwierzęta, ich zupełnie "bezrefleksyjne" życie, jakby żadnej pandemii i ryzyka wojny nie było. To w nas może budzić zwyczajny spokój. Kiedy już potrafimy zapewnić sobie wszystkie poprzednie piętra piramidy, taki spokój jest jak wisienka na torcie, wzmacnia nasze pozytywne przekonania i nawyki.
Szóste piętro to dla mnie „Humor i rozrywka”, bo każdy na nią zasługuje. Pozwala nam się oderwać od problemów dnia codziennego, spojrzeć na nie z większego dystansu, obśmiać sprawy, które sprawiały nam kiedyś problem. Przenoszenie się do świata wirtualnego czasem daje nam poczucie większej sprawczości, bezproblemowego życia. O ile robimy to zachowując rozsądek, nie ma w tym nic złego, nie możemy tylko pozwolić na to, aby to świat wirtualny zawładnął światem rzeczywistym, dlatego też jest to ostatni stopień, tak jak słodycze, które lubimy i sprawiają nam dużo radości, ale należy pamiętać, że stosowane w nadmiarze mają negatywny wpływ na nasze zdrowie.
Czym jest choroba afektywna sezonowa i jak się ją leczy? Wywiad z dr Natalią Olejnik, psychiatrą.
Skąd bierze się choroba afektywna sezonowa, czym się różni od depresji i jak leczy się to zaburzenie? Wszystkie kwestie związane z depresją sezonową wyjaśnia dr Natalia Olejnik, psychiatra.
Karolina Ołdak: Czym jest depresja sezonowa i jakie są przyczyny jej powstawania?
Natalia Olejnik: Choroba afektywna sezonowa (z ang. SAD, Seasonal Affective Disorder) jest w psychiatrii relatywnie nową jednostką chorobową. Pierwszy raz opisana w latach 80-tych przez amerykańskiego psychiatrę Normana Rosenthala. Zaburzenie to występuje w okresach jesienno-zimowych i trwa do początku wiosny, stąd też nazwa - zaburzenie sezonowe. Konkretna przyczyna depresji sezonowej pozostaje nieznana. Niektóre czynniki mogą mieć znaczenie: takie jak zegar biologiczny, na który negatywnie wpływa zmniejszony poziom światła słonecznego jesienią i zimą, indywidualną wrażliwością i reakcją na brak światła. Co ciekawe, zaburzenie sezonowe jest geograficznie zależną jednostką chorobową.
K.O.: Gdy brakuje nam słońca, światła i świat staje się ponury, ciemny i zimny, wtedy czujemy obniżenie nastroju i może pojawić się ta depresja?
N.O.: Tak, dlatego, że słońce od zawsze kierowało naszym zegarem biologicznym. Obecnie mamy mniej słonecznych dni, również więcej czasu spędzamy w domach. Naszemu organizmowi nie wystarczy światło komputerowe 😊 .
K.O.: Światło sztuczne nie zastąpi słonecznego i pomimo tego, że jest jasno, nie da nam to takiej energii, bo pod wpływem światła słonecznego nasz organizm wytwarza przecież witaminę D i podnosi się poziom serotoniny, inaczej zwanej hormonem szczęścia. A jakie są objawy tej depresji sezonowej, czy one się różnią od depresji, która nie występuje tylko w tym specyficznym czasie?
N.O.: Podobnie jak w przypadku innych rodzajów depresji, jeśli nie jest leczona, objawy mogą znaczniej się nasilać i prowadzić do trudności w funkcjonowaniu codziennym. Do głównych objawów należą: wycofanie społeczne, senność, podwyższony apetyt w szczególności na węglowodany, spadek nastroju i aktywności, trudności z koncentracją.
K.O.: Czyli to jest taka trochę hibernacja zimowa.
N.O.: Można tak powiedzieć 😊
K.O.: Kto zmaga się z tym zaburzeniem? Czy wszyscy ludzie są wrażliwi na ten brak światła, czy jest ktoś, kto jest mniej wrażliwy i tak samo działa w sezonie jesienno-zimowym jak w lato?
N.O.: Mówiąc o rozpoznaniu depresji sezonowej przede wszystkim musimy zebrać dokładny wywiad, ponieważ objawy zaburzenia afektywnego sezonowego powinny się powtarzać przynajmniej 2 lata. Niektóre czynniki mogą predysponować do rozwoju „zimowej depresji”, takie jak płeć żeńska, mieszkanie z dala od równika, niski poziom witaminy D, historia rodzinna - krewni z zaburzeniem afektywnym sezonowym lub inną formą depresji.
K.O.: To bardzo ciekawe, te wyniki są zastanawiające. Przejdźmy teraz do ważnego dla wielu pytania: czy depresję sezonową się leczy? Czy możemy na nią zadziałać farmakologicznie?
N.O.: Leczenie sezonowych zaburzeń afektywnych może obejmować fototerapię, psychoterapię i farmakoterapię. Leczeniem pierwszego wyboru jest fototerapia od samego początku jesieni. Fototerapia jest alternatywą do ekspozycji na naturalne poranne światło słoneczne. Skuteczność terapii światłem w leczeniu SAD może być związana z faktem, że terapia światłem rekompensuje utratę ekspozycji na światło słoneczne i resetuje wewnętrzny zegar organizmu. Zabieg polega na ustawieniu w odległości 50 cm na wysokości oczu lampy do fototerapii na minimum 20 minut codziennie w porannych godzinach.
Leczenie farmakologiczne lekami przeciwdepresyjnymi stosowane jest przez okres występowania objawów lub nawet ponad rok w celu prewencji nawrotu symptomów.
Jeżeli możemy sobie na to pozwolić, można podjąć bardziej radykalne działania, jak wyjazd na południe Europy w okresie jesienno-zimowym.
K.O.: Czy ta fototerapia jest powszechnie dostępna w Polsce, czy jednak dostęp do niej jest ograniczony?
N.O.: Jest dostępna. Na polskim rynku dostępne są lampy do fototerapii i można je zakupić lub wypożyczyć. Ceny bardzo się różnią, ale są osiągalne. Pacjenci korzystają z fototerapii w trakcie pracy przed komputerem, używają jej, kiedy np. czytają książkę.
K.O.: Czy są sposoby by zapobiec wystąpieniu tej depresji sezonowej? W sytuacji, gdy wiemy, że zbliża się sezon jesienno-zimowy, to czy wtedy możemy wcześniej zadziałać suplementami, czy jakimiś lekami zanim zrobi się ciemno i będziemy musieli zostać w kraju, bez możliwości, żeby wyjechać gdzieś na południe, czy możemy coś zrobić „przed”?
N.O.: Lepiej przygotować się do sezonu zimowego. Zaczynając od jesieni — zaplanować przyjemne aktywizujące zajęcia, wycieczki z przyjaciółmi, zostawić cały urlop na okres jesienno-zimowy.
Zważając na wspomnianą wcześniej rolę witaminy D, zaleca się od października do kwietnia jej suplementację oraz warto zadbać o obecność kwasów omega-3 w diecie.
Aby pomóc w prewencji SAD, jest kilka dodatkowych opcji, które warto rozważyć:
Utrzymywanie regularnego harmonogramu dnia, jedzenie w regularnych odstępach czasu, może pomóc uniknąć przejadania się, ponieważ wiele osób cierpiących na SAD stwierdza, że zimą przybierają na wadze nawet do 5-6 kg.
„Symulatory Świtu” – budziki, które zamiast budzić cię nagle sygnałem dźwiękowym lub głośną muzyką, wytwarzają światło, które stopniowo zwiększa intensywność, podobnie jak słońce.
K.O.: Pani Doktor bardzo dziękuję za tę rozmowę i ogromną dawkę wiedzy.
N.O.: Dziękuję również.
O traumie, PTSD i terapii EMDR - rozmowa z Katarzyną Tutko, psychologiem, psychotraumatologiem i terapeutką EMDR
Co to jest trauma, czym różni się od zespołu stresu pourazowego oraz czym jest terapia EMDR wyjaśnia Katarzyna Tutko, psycholog, psychotraumatolog i terapeutka EMDR.
Redakcja: Strachy, lęki, traumy, często używamy zamiennie tych wszystkich określeń, jednak z terapeutycznego punktu widzenia są pomiędzy nimi różnice, tak samo, jak są później różnice w traktowaniu i leczeniu ich. Czy dobrze uważam?
Katarzyna Tutko: Nie każda trauma wywoła zespół stresu pourazowego. Trauma to jest nagłe zdarzenie, które jest gwałtowne, nieprzewidywalne i konfrontuje nas ze śmiercią. Możemy też być obserwatorami zagrożenia życia i to też wtedy może być trauma, ale nie każda trauma przerodzi się w zespół stresu pourazowego, ponieważ każdy z nas ma takie wewnętrzne mechanizmy samozdrowienia. 80% osób bez ingerencji psychoterapeutycznej samemu dochodzi do zdrowia.
Red.: Trauma zawsze musi być związana ze śmiercią czy z poczuciem zagrożenia śmiercią?
K.T.: Trauma to tak: jest zagrożenie życia lub zdrowia lub integralności psychicznej i wtedy gwałt, nadużycia seksualne, też w dzieciństwie, wszelakie zaniedbania też są zagrożeniem integralności psychicznej człowieka.
Red.: Co to znaczy „integralność psychiczna człowieka”? Czy to jest nasze takie ogólne poczucie dobrostanu i akceptowanie siebie?
K.T.: Taka równowaga, spójność psychiczna.
Red.: Przestajemy się czuć dobrze sami z sobą?
K.T.: Czuć się sami z sobą i też nasze zaufanie do ludzi jest nadwerężone, dlatego też te traumy związane z innym człowiekiem są bardziej dotkliwe niż na przykład kataklizmy, które wywołała natura, nie człowiek.
Red.: Czym może taka trauma wywołana przez innego człowieka się wyrażać w naszym zachowaniu, czy w naszych reakcjach?
K.T.: Na pewno mamy wtedy trudności z przeżywaniem emocji związanych z regulowaniem ich, czyli pojawiają się na przykład impulsywne zachowania, złość, wybuchy agresji, tracimy zaufanie do tego, że świat jest bezpieczny a ludzie są dobrzy.
Red.: To jest rzeczywiście poważna rzecz, ale czy my mamy świadomość jako ludzie, po pierwsze: że czasami przechodzimy traumę, bo możemy być napadnięci na ulicy, bądź zwyzywani przez kogoś. Czy mamy świadomość, że trauma zagraża naszej równowadze i dobrostanowi i że powinniśmy szukać wtedy pomocy?
K.T.: Mam wrażenie, że społecznie mało się mówi o traumach, bo traumy najczęściej kojarzą nam się z wojną, żołnierzami, więc mało się o tym mówi, ale już coraz więcej. Nie każdy człowiek na początku wie, że ma zespół stresu pourazowego, który się objawia, że ponownie się przeżywa to doświadczenie traumatyczne, czyli pojawiają się koszmary senne, problemy z koncentracją. Nagle przechodzimy gdzieś i zobaczymy jakiegoś człowieka na ulicy, jakiś autobus i on jest bodźcem wyzwalającym, który nam przypomni o tym doświadczeniu traumatycznym. Często też się pojawiają myśli w naszej głowie mimowolnie, bez żadnej kontroli, które nam się kojarzą z tym doświadczeniem traumatycznym. Cały czas jesteśmy pobudzeni ponieważ poszukujemy tego zagrożenia i dopiero po jakimś czasie jak zauważamy, że to doświadczenie utrudnia nam funkcjonowanie codzienne, czyli mamy problemy, żeby pójść do pracy, skoncentrować się, wycofujemy się z relacji. Na początku myślimy, że to może być depresja, jakieś lęki i dopiero wtedy po jakimś czasie część osób sięga po pomoc. A zespół stresu pourazowego możemy zdiagnozować po miesiącu od wydarzenia trudnego, traumatycznego.
Red.: Czy trauma prowadzi do zespołu stresu pourazowego. Czy to jest jedno połączone z drugim? Czy taki zespół stresu pourazowego może wystąpić w innych sytuacjach?
K.T.: Każdy człowiek w życiu doświadczy, według badań, do dwóch bądź trzech wydarzeń, które mogą być potencjalnie traumatyczne. Traumatyczna może też być niespodziewana śmierć bliskiej osoby. Każdy z nas doświadczy traumy w życiu, ale nie u każdego człowieka ona się przerodzi w zespół stresu pourazowego.
Red.: Jakie są powody, że trauma przeradza się albo nie przeradza? To są te metody naszego organizmu samoleczenia się?
K.T.: To też, ale też u osób, które są bardziej lękowe, depresyjne, zespół stresu pourazowego pojawia się częściej. Bardzo ważne jest też wsparcie społeczne. Jeżeli po trudnym doświadczeniu ktoś się nami zaopiekuje, będziemy mogli opowiedzieć o tej sytuacji. W przypadku np. jakichś kataklizmów znajdziemy bezpieczne miejsce, opiekę medyczną to jesteśmy mniej narażeni na zespół stresu pourazowego. Do tego dochodzą też takie czynniki biologiczne jak temperament. Zdecydowanie osoby wysokolękowe, które łatwo reagują na bodźce są bardziej narażone. Więc tych przyczyn może być bardzo dużo.
Red.: Czy jest sens, czy w ogóle jest metoda, żeby mając świadomość, że ta osoba ma tendencję do tego żeby przeżywać bardziej traumę, co może prowadzić do syndromu stresu pourazowego. Czy możemy z wyprzedzeniem pewne cechy osobowości próbować wzmacniać, leczyć, żeby takie osoby aż tak bardzo nie przeżywały potencjalnych sytuacji trudnych, które napotkają na swojej drodze życiowej?
K.T.: Jako, że trauma jest wydarzeniem nagłym, niespodziewanym to nie możemy się na to przygotować.
Red.: Pytam się z punktu widzenia żołnierzy, bo często się kojarzy, że zespół stresu pourazowego dotyka żołnierzy, którzy gdzieś pojechali na misję i tam mieli do czynienia ze strasznym lękiem. Więc pytanie w kontekście żołnierskim czy jest możliwość takiego przepracowania niektórych rzeczy z żołnierzami zanim znajdą się w terenie potencjalnie niebezpiecznym, żeby ten stres był dla nich bardziej znoszony, ten lęk był bardziej do opanowania.
K.T.: W przypadku żołnierzy i innych zawodów, które są narażone na traumatyzację to najlepiej jest, też na przykładzie żołnierzy, po każdym jakimś trudnym wydarzeniu żeby jednak to przegadać z innymi osobami, czy nawet grupowo. Tylko u żołnierzy jest taki problem, że tam za bardzo nie ma czasu na emocje. Trzeba być twardym, silnym i być nastawionym na działanie. Podzielenie się z innymi też pokazuje, że nie tylko ja to przeżywam, inni też to przeżywają czyli to jest normalna reakcja na taką niecodzienną sytuację, więc to na pewno może chronić. Wsparcie społeczne chroni przed traumatyzacją i innymi problemami związanymi ze zdrowiem psychicznym, ale myślę że trudno jest się przygotować na traumę.
Red.: Jasne. A czy jest różnica między strachem, lękiem, traumą?
K.T.: Strach najczęściej jest uzasadniony, czyli boimy się faktycznego zagrożenia. Lęk ma takie podłoże bardziej emocjonalne, że nie ma zagrożenia, ale my i tak się boimy. Jeśli chodzi o traumę to na tyle to jest gwałtowne, nieprzewidywalne, że wtedy za bardzo nie wiemy jak zareagować, jak się zachować ponieważ nie mamy tych skryptów.
Red.: Nie mamy pewnych rozwiązań w głowie, nie wiemy jak się zachować, tak?
K.T.: Tak. Jest żałoba, przechodzimy proces żałoby to mniej więcej wiemy, że jest pogrzeb, jest pożegnanie, ktoś może płakać, że ludzie się ubierają na czarno, więc tutaj wiemy z czym to się je. Jak nagle dotyka nas jakiś kataklizm czy nadużycie seksualne to nasze ciało, nasz umysł za bardzo nie wie co z tym zrobić bo jest na tyle silny ładunek emocjonalny, że to nas po prostu odcina wtedy.
Red.: W takim razie, czy jesteśmy sobie w stanie poradzić i z traumą i z syndromem stresu pourazowego?
K.T.: Tak. Każdy człowiek jest w stanie sobie z tym poradzić mniej, lub bardziej. Natomiast na pewno takim ważnym czynnikiem chroniącym jest wsparcie społeczne, zadbanie o siebie, a także wyrzucenie z siebie tych emocji, żeby ich nie kumulować, nie tłumić. Wszelakie ćwiczenia relaksujące są pomocne i mogą być wsparciem psychoterapii, która w zespole stresu pourazowego jest najważniejsza.
Red.: A co to jest EMDR?
K.T.: Jest to odwrażliwianie i przetwarzanie za pomocą gałek ocznych. Jest to stosunkowo nowa metoda coraz częściej popularna w Polsce, która pozwala przejść przez ten cały proces traumatyczny. To wygląda w ten sposób, że klient w swojej głowie przetwarza najtrudniejszą sytuację i jednocześnie skupia się na swoim ciele, na swoich myślach i strefie poznawczej. W tym czasie ten klient/pacjent podąża wzrokiem za ręką terapeuty co pozwala stymulować obydwie półkule, lewą i prawą. Jeżeli one są równocześnie pobudzone to wtedy lewa półkula ma szansę przetworzyć emocje z prawej półkuli.
Red.: Dlaczego lewa półkula musi to przerobić?
K.T.: W trakcie doświadczenia traumatycznego jest to na tyle trudne, obciążające doświadczenie, że my się wyłączamy, odcinamy, więc ta lewa półkula nawet nie ma szansy przerobić poznawczo tego doświadczenia traumatycznego, więc ono jest takie zamrożone w pamięci, odseparowane od reszty doświadczeń naszych.
Red.: I to nie pozwala się leczyć, przerobić w umyśle?
K.T.: Na pewno jest to trudne w tym przypadku, że to jest odseparowane, jest przechowane w takiej formie lękotwórczej, nieobrobionej, więc jakby nasz umysł musi obrobić to, zobaczyć, włączyć w całą sieć pamięci, w swoją historię życiową i taka konfrontacja z tym pozwala nam spojrzeć trochę inaczej na siebie i na to doświadczenie. W pewnym sensie można powiedzieć, że dzięki EMDRowi czy innym metodom leczenia traumy zostawiamy tą przeszłość w przeszłości. Pamiętamy o wszystkim tym co się wydarzyło ale to już tak nie wpływa na nasze życie i funkcjonowanie codzienne.
Red.: Mówiliśmy o atakach złości, mówiliśmy o innych problemach, ale PTSD (zespół stresu pourazowego) w jaki sposób wpływa na życie nasze, naszych najbliższych?
K.T.: Z czasem osoby, które mają PTSD nieleczone, niezdiagnozowane wycofują się z kontaktów. Są po prostu nieobecne. Są te wybuchy złości, problemy z koncentracją.
Red.: A jak to znoszą najbliżsi? Czy też są w jakiś sposób narażeni?
K.T.: Na pewno przeżywają to w ten sposób, że mogą nie wiedzieć jak pomóc tej osobie, jak do niej trafić. To jest, mi się wydaje, najbardziej obciążające. Plus też, w związku mogą czuć się samotni, bo ci partnerzy, ojcowie, matki się po prostu oddalają, więc to wpływa na życie całej rodziny.
Red.: Terapia, która ma właśnie na celu ograniczenie tego wpływu tego wydarzenia traumatycznego z naszej przeszłości ma na celu zredukowanie czy wyeliminowanie tego typu zachowań i sytuacji.
K.T.: Na pewno w terapii traumy dążymy do obniżenia objawów. Nikomu nie możemy obiecać, że na 100% wszystko pójdzie dobrze, ale zazwyczaj ludzie wracają do równowagi psychicznej, tylko ważne jest żeby podjąć tą terapię w miarę wcześnie. Zespół stresu pourazowego oddziałuje na całe nasze życie i trudniej jest dokonać jakiejś korekty.
Red.: Czy trauma oddziaływuje tylko na naszą sferę psychiczną czy też na sferę cielesną?
K.T.: Trauma też się zamraża w ciele. Często osoby po nadużyciach seksualnych mają bóle lub uciski w okolicach miednicy. Jeżeli chodzi o inne osoby, które były jakoś zranione, czy był napad. Czasami mamy takie poczucie, że nas coś boli, lekarze za bardzo nie wiedzą co powiedzieć, bo wszystkie badania są ok. Więc wtedy wiemy, że przyczyną jest trauma, doświadczenie, jakieś stresy, lęki, które są niewyrażone, a jak nie wyrazimy emocji to one muszą znaleźć ujście i często znajdują ujście przez ciało.
Red.: Na co powinniśmy w takim razie zwrócić uwagę w naszym ciele, w tym w jaki sposób się czujemy żeby był to sygnał, że warto skontaktować się, umówić na wizytę z psychotraumatologiem?
K.T.: Na pewno, jeżeli mamy jakieś problemy zdrowotne, zrobimy badania i w tych badaniach nic nie wyjdzie to już jest taki sygnał dość oczywisty, że te nasze objawy mają podłoże emocjonalne. Warto też może prowadzić taki dzienniczek, gdzie widzimy, że mamy ból głowy w przypadku jakiegoś stresu, czy mamy ucisk w klatce piersiowej jeżeli nam się to wydarzenie traumatyczne przypomina, zbliża się rocznica śmierci czy tego trudnego wydarzenia.
Red.: Każdy z nas, Pani mówiła, jest przeciętnie dwa razy w życiu narażony na traumę. Czy zmiany cywilizacyjne, tempo życia, niepewność dnia podnosi ryzyko traumy czy raczej nas uodparnia?
K.T.: Badania mówią, że postęp cywilizacyjny jest bardzo szybki a nasz organizm po prostu jeszcze nie nadąża za tym. Ewolucja nie nadąża, więc ludzie są bardzo przebodźcowani i przeciążeni. Mi się wydaje, że to obniża bardziej naszą odporność psychiczną. Mamy bardzo dużo bodźców, mamy media społecznościowe, widzimy, że można żyć na różne sposoby, widzimy jak inni prowadzą szczęśliwe życie, przez to nam się wydaje, że nasze jest trochę mniej kolorowe. Jest też bardzo duża presja obecnie, nastawienie na karierę, żeby mieć dobrą pracę, wychowywać dzieci, do tego mieć pasję i jeszcze dobrze wyglądać, więc to wszystko, może nie sprawia, że jesteśmy bardziej narażeni na traumę ale na pewno obniża nasz komfort.
Red.: I obniża nasze poczucie wartości.
K.T.: Może obniżyć nasze poczucie własnej wartości.
Red.: Czyli za każdym razem, kiedy w przeszłości przeszliśmy jakieś tragiczne wydarzenie, może to być nie tylko wojna czy trzęsienie ziemi, ale i śmierć kogoś bliskiego, ważnego dla nas w rodzinie i jakiś atak na nas fizyczny czy cokolwiek i do tego odczuwamy jakiegoś rodzaju dziwne schorzenia, na które lekarze nie potrafią znaleźć recepty i nie wiedzą co nam dolega bo w wynikach jest ok oznacza to, że powinniśmy zgłosić się do psychotraumatologa i omówić z nim tę sytuację i też otwarcie powiedzieć o tym co nam się wydarzyło.
K.T.: Na pewno ważna jest psychoedukacja, żeby wiedzieć, że to co nas spotkało jest doświadczeniem traumatycznym i jeżeli po miesiącu nasze objawy lęku, apatii, tych koszmarów sennych się utrzymują to wtedy warto sięgnąć po pomoc ponieważ to może być zespół stresu pourazowego lub po prostu depresja czy zaburzenia lękowe i na pewno im szybciej sięgniemy po pomoc, tym komfort naszego życia będzie wyższy. Faktycznie, to jest bardzo trudne, mówienie o doświadczeniach traumatycznych, czy jeżeli chodzi o nadużycia seksualne, czy o wojny czy kataklizmy, dlatego też terapia EMDR jest na tyle dobrą metodą, że tam za bardzo nie musimy się wgłębiać w tę historię. Terapeuta musi wiedzieć co się dzieje z klientem. Niestety nie ma innej drogi, musimy się z tym zderzyć i przeżyć te emocje na nowo, zmienić myślenie o sobie, o tym doświadczeniu, żeby sobie z tym poradzić.
Red.: Czyli nikt za nas nie przeżyje i nie wyleczy stresu pourazowego, ale wiemy, że może nam pomóc, jeśli jest fachowcem.
K.T.: Dokładnie. To można też porównać do takiej metafory, że to klient jest kierowcą a terapeuta jest pilotem, po prostu mu towarzyszy w drodze do zdrowienia.
Red.: A proszę mi jeszcze powiedzieć: PTSD – po czym można go u siebie zauważyć?
K.T.: Zespół stresu pourazowego, żeby spełnić kryteria, które są 4: jest nadmierne pobudzenie, czyli ciągle jesteśmy tacy gotowi do walki, do ucieczki. Jest też unikanie, często może się objawiać w nadużywaniu alkoholu. Unikamy miejsc, sytuacji, ludzi, którzy nam się kojarzą z tą sytuacją. No i też jest ponowne przeżywanie, czyli mamy te koszmary, nagle nam się pojawiają w głowie obrazy z tego doświadczenia trudnego. No i też takim nowym kryterium, które zostało wprowadzone to są zmiany w myśleniu i nastroju, czyli jesteśmy obojętni, chłodni na bliskie nam osoby, nasze hobby, pracę, czyli po prostu wycofujemy się z życia. Już po tych czterech kryteriach możemy zdiagnozować zespół stresu pourazowego, ale nie trzeba wszystkich spełnić. Mogą też być niepełne objawy PTSD, czyli po prostu kilka kryteriów spełnimy, ale mi się też wydaje, że nie trzeba otrzymać diagnozy, żeby sięgnąć po pomoc.
Red.: Zdarzyło nam się, oczywiście nie z naszej woli ani winy przeżyć sytuację mocno traumatyczną, o których mówiliśmy. Mamy problemy z myślami, nie możemy zasnąć, kiedy zamykamy oczy widzimy tę sytuację za każdym razem na nowo i na nowo. Nasi współdomownicy mówią, że staliśmy się inni i trudni do zniesienia. Dodatkowo, nie wiadomo dlaczego boli nas w takim a nie innym miejscu, chociaż wyniki badań lekarskich mówią, że wszystko jest w porządku. Co w takiej sytuacji?
K.T.: Powinniśmy się zgłosić albo do psychotraumatologa, jeżeli mamy taką możliwość, chociaż obecnie większość specjalistów prowadzi konsultacje online także jest możliwość skorzystania de facto ze specjalistów z całej Polski. Jeżeli nie mamy możliwości kontaktu z psychotraumatologiem, to z psychologiem, psychoterapeutą no i też z psychiatrą w razie czego, bo czasami potrzebne są leki, żeby ustabilizować taką osobę, żeby ona mogła dojść do siebie i dzięki temu wtedy możemy zacząć pracę terapeutyczną.
Red.: Czy wtedy powinniśmy się wstydzić tego, że mamy PTSD?
K.T.: Ja powiem że nie, ale wiem, że to jest trudne do zrobienia ponieważ dużo jest jeszcze takiej stygmatyzacji w Polsce czy chorób psychicznych, czy nawet depresji, więc nie, nie powinniśmy się wstydzić ale rozumiem, że to może być bardzo trudne by się przed sobą przyznać i przed innymi osobami, że cierpimy na zespół stresu pourazowego, lub po prostu nasza kondycja psychiczna jest gorsza po trudnym doświadczeniu to jest ekstremalne dla człowieka.
Red.: Czyli podsumowując trudne, przykre i traumatyczne sytuacje zdarzają się każdemu z nas, czy każdemu z nas mogą się zdarzyć. Trudne i traumatyczne sytuacje mają nie tylko swój oddźwięk w naszych ranach fizycznych, różnego rodzaju bycie poturbowanym ale przede wszystkim jesteśmy poturbowanie wewnętrznie, emocjonalnie i umysłowo. Tak jak po takim przykładowym napadzie idziemy do lekarza, żeby opatrzeć zranioną rękę, lub nastawić zranioną nogę tak samo powinniśmy zgłosić się do specjalisty, żeby móc poradzić sobie z tymi emocjami, które kipią u nas w środku i z którymi nie potrafimy sobie poradzić a nie potrafimy sobie poradzić, dlatego że nigdy wcześniej nie musieliśmy sobie z nimi radzić.
K.T.: Na pewno po takim trudnym doświadczeniu warto jest porozmawiać z kimś bliskim, żeby wyrzucić z siebie te emocje, żeby tę historię opowiedzieć. Jeżeli zauważymy, że nasz stan po dwóch/trzech tygodniach, po miesiącu się nie poprawia to wtedy warto skonsultować się z psychologiem, pscyhotraumatologiem, żeby zadbać o siebie.
Red.: Nie bójmy się wizyt u specjalistów od psychiatrii, psychologii i nie bójmy się terapeutów. Najlepiej niczego się nie bójmy, natomiast jeżeli przeżyliśmy taki strach, lęk i traumę tym bardziej szukajmy pomocy u specjalistów. Bardzo dziękuję za rozmowę.
K.T.: Dziękuję bardzo.
Jaka jest recepta na szczęście? Rozmowa z Martą Kirszling, terapeutą interwencyjnym.
Weronika Trawczyńska: Dla każdego z nas definicja szczęścia jest czymś innym. Dla jednych może być to weekend spędzony z rodziną, dla innych spędzony w samotności, nad morzem, dla jeszcze innych może to być realizowanie swoich pasji i zainteresowań.
Bartosz Lewicki: Ale dowiedzmy się u specjalisty, u Pani Marty Kirszling – terapeuty interwencyjnego, czym tak naprawdę jest szczęście i czy jesteśmy w stanie je osiągnąć, a także czy warto tracić czas na poszukiwaniu szczęścia?
Marta Kirszling: Wyróżniamy takich sześć obszarów, gdzie możemy szukać pomocy w zakresie naszego zdrowia psychicznego czy też regulacji emocji. Pierwszym obszarem jesteśmy my sami, możemy czerpać z naszych zasobów, z naszych doświadczeń, z naszych przeżyć. Bywa, że w trudnych sytuacjach i momentach życiowych jak sobie przypomnimy ile rzeczy wcześniej żeśmy przeszli, ile żeśmy doświadczyli, jakie mamy sytuacje, które kiedyś były dla nas trudne a z którymi żeśmy sobie poradzili. Z tych doświadczeń możemy czerpać.
Druga taka grupa to są nasi bliscy, przyjaciele, rodzina. Bardzo ważne jest to, żeby budować te relacje społeczne bo dzięki nim także stabilizujemy sobie zdrowie emocjonalne swoje własne przede wszystkim. To jest grupa z której także możemy korzystać, mówiąc o trudnych sytuacjach, mówiąc o tym, że ktoś nam może pomóc, wesprzeć. Czasami zwykła rozmowa działa cuda.
Trzecią grupą są tak zwani interwenci kryzysowi. My w Polsce mamy trochę słabo z tym, ale coraz więcej placówek kształci już takie osoby i coraz więcej osób w ośrodkach pomocy społecznej czy różnych organizacjach non-profit zajmuje się takim obszarem. Pokrótce – interwent kryzysowy ma za zadanie zbadanie w jakim jesteśmy stanie emocjonalnym i odesłanie nas dalej.
Następną grupą są terapeuci kryzysowi. Ja się do takich zaliczam, ponieważ moim CORE jest kryzys. Jestem osobą, która wspiera ludzi w kryzysach. Terapeuta kryzysowy jest to osoba, która już pomaga przez ten kryzys przejść. Na ogół bardzo dobrze pomaga ustabilizować emocje, pomaga się z tym uporać.
Kolejną grupą są psychoterapeuci – to jest grupa dedykowana dla ludzi, którzy mają trudniejszy stan emocjonalny. Bardziej nie mogą sobie z nim poradzić, mają zaburzenia i to już jest praca na chorobach psychicznych. Mówimy tutaj o psychologii klinicznej, więc to jest grupa dedykowana.
Ostatnia grupa to lekarz psychiatra, który pomoże nam za pomocą farmakologii uporać się z trudnymi, ciężkimi stanami emocjonalnymi.
Więc mam taką klasyfikację i wydaje mi się, że ta klasyfikacja dla porządkowania pewnych działań i zakresu naszych różnych interwencji bardzo pomoże tutaj zrozumieć gdzie, w którym momencie do kogo można się zwrócić. Pamiętajmy, że na samym początku jesteśmy my sami i nasze własne zasoby.
BL: Dzięki temu, co Pani powiedziała przed chwilą wiemy do kogo się zwrócić, ale chyba najważniejszym tym elementem jest sam fakt, że muszę się zwrócić, w jakiej sytuacji, kiedy jest to sytuacja, z którą jeszcze jestem sobie w stanie sam poradzić, a kiedy powinienem już szukać pomocy od kogoś, kto jest specjalistą w tego typu problemach?
MK: Tutaj odpowiem branżowo: to zależy 😊 Sytuacje mamy w życiu różne. Proszę pamiętać i drodzy Państwo też pamiętajcie o tym, że każdy z nas jest bardzo unikalny, każdy z nas ma różny poziom wrażliwości, każdy z nas ma różne doświadczenia, każdy z nas ma różne przeżycia i różny poziom wytrzymałości na różne sytuacje. Co do zasady: jeżeli czujemy, że z czymś sobie nie radzimy, że powtarzają nam się jakieś natrętne myśli w głowie, że mamy obniżony nastrój, że ten nastrój zaczyna być coraz bardziej obniżony, w coraz bardziej dłuższym czasie, że są sytuacje z których nam jest ciężko wyjść, że nasze negatywne emocje odbijają się na relacjach z naszymi najbliższymi, że nasze negatywne emocje odbijają się na relacji naszej z samym sobą. To są takie momenty tak zwanego dochodzenia do ściany, lub jak kto woli doświadczenia własnego dna, żeby poszukać wsparcia. Bardzo zachęcam do tego, żeby być otwartym na to wsparcie ponieważ, każdy tryb poradniczy w Polsce jest spejoratyzowany, taki negatywny – już się musi coś strasznego dziać. To jest nieprawda. Czasami lepiej na początku czy w pierwszych fazach zareagować, zadziałać, poprosić kogoś o wsparcie – kogoś, kto nie jest zaangażowany emocjonalnie, by spojrzał na tę sytuację inaczej. Być może zadał nam ileś właściwych pytań, na które odpowiemy. Być może wskazał inną drogę. Być może pomógł nam popatrzeć szerzej, poszerzył naszą perspektywę widzenia danej sytuacji i wtedy możemy zareagować, niż pozwalać na to, żeby obniżony nastrój, ten negatywizm narastał w nas, powodował, że nasze relacje zostają w jakiś sposób nadszarpnięte. Przede wszystkim proszę pamiętać, że niskie samopoczucie emocjonalne, ono się wprost proporcjonalnie przekłada na samopoczucie fizyczne, więc my zaczynamy doświadczać różnego rodzaju bóli somatycznych.
BL: Na przykład co może być takim świadectwem w naszym odczuwaniu somatycznym, że coś nie tak dzieje się z naszymi emocjami, uczuciami, naszą głową.
MK: Klasyka gatunku – nasze ciało nam dużo mówi. Zaczynają nam drżeć ręce jak o czymś myślimy, zaczyna nas boleć brzuch, mamy coraz częstsze bóle głowy, nie możemy zasnąć. To są takie delikatne, łagodne objawy. Potem to, że nie możemy zasnąć może się stać przewlekłą bezsennością. Całe spektrum lękowe wchodzi w grę. Nerwice lękowe to w tej chwili plaga. Szacuje się, że prawie 90% społeczeństwa, łącznie z dziećmi, doświadcza stanów lękowych. W dalszej części przewlekły stres powoduje doświadczenia na głębszym poziomie. Może to być inspiracja do powstania nowotworów, wylewów, zawałów. Wszystkie choroby autoimmunologiczne, jakie mamy są powiązane w bezpośredni sposób ze stresem. Jeżeli mówimy o chorobach autoimmunologicznych u dzieci, to one mają wprost korelację ze stresem rodziców. Alergie na przykład.
BL: Alergie mogą być spowodowane sytuacją stresową?
MK: Absolutnie, oczywiście, że tak.
BL: Bardzo ciekawe. Szczerze mówiąc pierwszy raz się z tym spotykam. Bardzo dobrze, że rozmawiamy o tym, bo myślę, że nasi słuchacze też pierwszy raz słyszą, ale są na to badania tak?
MK: Tak, oczywiście, że są. Na przykład łuszczyca, która do niedawna była traktowana jako odmiana alergii jest chorobą stresu.
BL: Czyli powinniśmy równolegle do leczenia objawów danej choroby somatycznej, także zająć się jej przyczynami tkwiącymi w psychice?
MK: Dotknął Pan mego ulubionego tematu – człowiek jest całością. Do lekarza nie idzie albo „wątroba”, albo „skóra”, albo „nerki”. Do lekarza idziemy po prostu w całości i nie bez kozery mamy wyznacznik zdrowia jako stan równowagi pomiędzy zdrowiem psychicznym, fizycznym i emocjonalnym. Szczęśliwie mamy coraz więcej spojrzenia holistycznego na ludzi i coraz więcej lekarzy jest świadomych tego, że jeżeli coś się dzieje, pojawia się jakaś choroba i nie ma wprost skutku fizycznego to należy zajrzeć do emocji. Jeżeli my jesteśmy nieustannie poddawani jakiejś trudnej sytuacji życiowej blokujemy, trzymamy ją w sobie, ta sytuacja powoduje, że pojawiają się w nas negatywne emocje. Organizm próbuje sobie z tym jakoś radzić. Bardzo często są to właśnie wyrzuty na skórę, bóle migrenowe. Bardzo często są to też dolegliwości związane z układem pokarmowym, chociażby jak nie zdziagnozowane do tej pory i kontrowersyjne, choroba tak zwana nadwrażliwość jelit. Mówimy też, że jelita to nasz drugi mózg. Mamy to przebadane, że kosmki jelitowe przewodzą mikro- i makroelementy, że to jest bardzo ważne, żeby zachować higienę w jedzeniu. Także jest dużo obszarów. Jeżeli trafiamy na świadomego lekarza, świadomego terapeutę, który z czymś sobie nieradzi to wyśle na badania. Mnie się zdarza bardzo często odsyłać osoby zanim wchodzimy do pracy takiej trudniejszej, żeby zbadali tarczycę, poziom chlorków w organizmie. My jesteśmy całością i ta całość musi dobrze funkcjonować. Jesteśmy komplementarni we wszystkim, więc wszystkie aspekty naszego zdrowia są niezmiernie ważne.
BL: Nie ma w Polskim społeczeństwie czegoś takiego jak, nie mamy obawy i lęku a nawet się tym chwalimy, że byliśmy u chirurga, u lekarza innych specjalizacji somatycznych tak ciągle po pierwsze nie chwalimy się, a po drugie mamy obawy, że jeśli będziemy szukać pomocy psychologicznej, psychiatrycznej, psychoterapeutycznej to od razu zostaniemy zakwalifikowani jako ktoś niespełna rozumu, czubek, wariat. Ja teraz specjalnie używam takich obraźliwych stwierdzeń, bo ludzie tak o sobie myślą, czy boją się, że będą w ten sposób postrzegani i na przykład ich pozycja w rodzinie, czy pozycja w pracy na tym straci.
MK: Nie czytałam takich badań prawdę powiedziawszy, więc trudno jest mi powiedzieć. Natomiast fajne jest to, że pojawiają się akcje, które propagują zdrowie psychiczne już w znacznej mierze. Taką akcję mamy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją, gdzie uświadamiamy różne rzeczy. Są dni związane z autyzmem. Coraz więcej akcji i coraz więcej stowarzyszeń o tym mówi.
BL: My też powstaliśmy w tym celu, czyli projekt NASZAwtymGŁOWA, który ma przełamywać tabu, pokazywać i rozmawiać, że niczym strasznym jest rozmowa o swojej głowie i swoim zdrowiu psychicznym. Zgadzam się z Panią, że projektów jest dużo, ale czy nie jest ciągle za mało, albo czy ciągle nie jest tak, że patrzymy na nie: mnie to nie dotyczy, ja sobie zapalę papierosa, wypiję sobie wieczorem drinka i poczuję się lepiej.
MK: Tutaj jest kwestia edukacji, ale też dotknął Pan takiego tematu z którym bardzo często się borykamy i pewnego przekazu społecznego, który nam mówi, że „nie ma domu bez łomu” czy „wszystkie brudy pierzemy w domu”.
BL: „Na to mamy cztery ściany i sufit, żeby własne brudy prać we własnym domu” to cytat z Moralności Pani Dulskiej.
MK: W tym aspekcie mamy dość dużo do zrobienia. To wygląda tak, że bardzo dużym blokerem jest wstyd, przed tym, żeby się przyznać, że ja sobie nie radzę. Każdemu, kto trafia do mnie do gabinetu mówię, że wykazał się Pan/Pani wielką odwagą, że Pan tu przyszedł i mówi obcej osobie o swoich najintymniejszych rzeczach. Ja to zawsze powtarzam i to jest bardzo ważne i trzeba za to mocno doceniać ludzi – że postanowili zawalczyć o siebie, bo to nie jest oznaka słabości. To jest oznaka siły. Przeszłam również własną terapię i mam za sobą różne, trudne doświadczenia, w związku z tym dokładnie wiem jak się czują Ci ludzie. Ogólnie rzecz biorąc mamy zbyt mało systemowo wsparcia, które jest potrzebne. My jesteśmy w stosunku do Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych dość opóźnieni. Kiedyś oglądaliśmy filmy i był tam pan na kozetce, który mówił do drugiego pana to żeśmy śmiali się z tego. Przyszedł ten czas, kiedy nasze zdrowie psychiczne tutaj jest równie zagrożone, ponieważ po pierwsze: jesteśmy przebodźcowani. Zbyt dużo nasza głowa przyjmuje każdego dnia informacji, z którymi sobie nie radzi. Zaburzone są nasze procesy snu, związane z tym, że idziemy z telefonem, telewizorem spać. To jest plaga, dzieci mają telewizory i monitory w pokojach, my mamy w sypialniach. Nie dość, że telewizor, to jeszcze tablety i telefony, więc zaburzamy sobie proces snu a proces snu jest absolutnie ważny dla regeneracji całego organizmu.
Następnie: ciągle rosnące oczekiwania, że mamy być lepsi, szybsi, ładniejsi, chudsi, sprawniejsi, młodsi i tak dalej.
BL: A tak się nie da?
MK: Wie Pan, myślę, że generalnie w rozwoju człowieka piękne jest to, że on ma różne etapy. Piękne jest to, że można z tych etapów czerpać różne rzeczy, natomiast to co powiedziałam, przebodźcowanie, że mamy być super-hiper, fit, ładni, piękni bez zmarszczek i najlepiej to jakbyśmy się nałykali takich suplementów i to nam wszystko zapewni jest fałszywe. Media społecznościowe kreują obraz rzeczywistości, który nie istnieje a nasza głowa wierzy w to, co widzi. Tutaj posłużę się moim ulubionym przykładem, żeby Państwu zobrazować, dlaczego nasza głowa nie odróżnia fikcji od prawdy. Idziemy do kina na horror i się autentycznie boimy, chociaż to są tylko piksele na ekranie. Mamy takie sytuacje i z tym mierzymy się coraz częściej. To występuje, proszę mi wierzyć, coraz częściej u młodych ludzi ale także u ludzi dorosłych, bardzo dorosłych. Mamy całą masę uzależnień behawioralnych. Uzależnienia behawioralne to są takie, że na przykład nie możemy się odłączyć od naszego telefonu, musimy go cały czas sprawdzać, trzymać, dotykać.
BL: Czujemy lęk, jeżeli nie czujemy tego telefonu przy sobie.
MK: Tak, to jest jedno z uzależnień behawioralnych, także chcąc rozwinąć ten temat wchodzimy w ocean naprawdę wielu, wielu rzeczy. Edukacja – to po pierwsze. Po drugie – ograniczenie przebodźcowania. Po trzecie – mamy już momenty, kiedy przełamujemy tabu, chociażby te audycje tutaj i chociażby to, że coraz częściej pojawiają się jednak w strukturach telewizyjnych i internetowych te informacje o tym, żeby się wyciszać. Teraz bardzo modny jest mindfullness, który przyszedł do nas. Jestem bardzo zadowolona z tego, że coraz więcej ludzi medytuje, wycisza się, uprawia jogę, ale to jest wciąż niewielki odsetek w porównaniu z tym, jak ludzie reagują na różne zjawiska i jak ludzie reagują na swoje własne życie: przestali się cieszyć z tego, że są a ciągle są w jakimś stopniu oczekiwania, że muszą więcej, mocniej.
BL: A czy to nie jest spowodowane na przykład tym, że mamy większe oczekiwania i większe potrzeby? Kiedyś wystarczało nam, że rano wstawaliśmy, szliśmy do pracy, wracaliśmy do domu, był obiad, poczytało się gazetę, obejrzało się dziennik telewizyjny, kładło się spać i to było szczęście. Tak jak śpiewał Perfect - mały fiat, meblościanka w domu i już jesteśmy super. Natomiast teraz czekamy na coraz więcej, coraz więcej, coraz więcej. Pamiętam badania, które dotyczyły osób które wygrały duże sumy w różnych zakładach i ich ten poziom szczęścia po tym pierwszym piku wcale się nie podnosił, a co więcej, to ich szczęście spadało i to są często bardzo nieszczęśliwe osoby z dużymi problemami, które nie potrafiły utrzymać ani tych pieniędzy ani szczęścia. Czy to nie jest tak, że coraz bardziej świadomi tego, że mamy być szczęśliwi, fit czujemy pewnego rodzaju dysonans, albo tęsknotę, że nie jesteśmy tacy jakimi chcielibyśmy być albo jakimi chcielibyśmy żeby nas postrzegało otoczenie.
MK: Kopalnia tematów, którą Pan poruszył. Powiem w ramach ciekawostki jeśli chodzi o zarabianie pieniędzy, to ludzie dążą do zarabiania pieniędzy i progiem szczęśliwości jest 12tysięcy złotych miesięcznie. To zostało zbadane.
BL: Brutto czy netto?
MK: Chyba netto, nie pamiętam dokładnie tych badań i nie wiem, czy są one jeszcze aktualne, ale to właśnie tak wyglądało. Gdy osiągamy tą kwotę 12 tysięcy to w zasadzie każda kolejna już nas jakoś nie cieszy specjalnie, więc to jest taka ciekawostka. Natomiast czy my mamy czuć potrzebę? Potrzeby są kreowane przez bodźce, które wymieniłam wcześniej: media społecznościowe i telewizję. Człowiek nie ma potrzeby, dopóki ktoś mu nie powie, że ma mieć.
BL: Ma te podstawowe potrzeby.
MK: To one, potrzeby Maslowa się nie zmieniły, ale proszę zwrócić uwagę co się dzieje. Jedną z podstawowych potrzeb jest potrzeba bliskości według Maslowa, a my sobie ta bliskość robimy teraz z telefonem, tabletem, serialami na Netfliksie a w ogóle nie budujemy tej bliskości w relacjach międzyludzkich. Człowiek z natury jest istotą stadną i potrzebuje do takiego stabilnego życia mieć w swoim otoczeniu przynajmniej parę osób, taką grupę – swoje stado, bo ssaki żyją w stadzie. To jest pierwotna potrzeba, która jest kompletnie podświadoma, zresztą bardzo fajnie obrazuje tutaj publikacja, zachęcam wszystkich, „Od zwierząt do Bogów” książka, która pięknie pokazuje historię człowieka. Więc jak zaburzamy relację bliskości na rzecz relacji z telefonem no to super - mamy 150 lajków jest fajnie, ale w „realu” jak coś nam się dzieje to gdzie mamy te lajki?
BL: Jeszcze muszę dodać do tego, co Pani mówi, że to też nie powinien być byle zwykły telefon, tylko najnowszy, flagowy model z milionem funkcji, chociaż my z nich nie korzystamy, ale mamy świadomość, że mamy coś najlepszego, co nas pewnie trochę plasuje wyżej w porównaniu z innymi, czy tak nie jest?
MK: Nie wiem, trudno jest mi powiedzieć bo to jest indywidualna potrzeba każdego człowieka. Nie neguję, absolutnie, dóbr luksusowych i tego, że są osoby którym to w jakiś sposób jest potrzebne i mogą sobie na to pozwolić. Raczej skupiam się na przerzuceniu swoich stanów emocjonalnych nie na relacje z ludźmi a na relacje z urządzeniem. Kiedyś mieliśmy uzależnienia dosyć proste, jak na dzisiejsze czasy – albo ktoś brał narkotyki, albo pił alkohol. To były dwa prądy uzależnieniowe. No i papierosy, ale to jeszcze do niedawna, bo w Polsce to było akceptowalne że wszyscy palili, wychodziło się na papieroska w czasie przerwy 70 razy w ciągu dnia, ale to nie szkodzi. Nie traktowano tego jeszcze do nie dawna jako nałóg. Oczywiście to się zmieniło, bo to jest bardzo szkodliwa rzecz. Chciałam tutaj rozróżnić to, że problem w tym momencie jest taki i nawet nad tym problemem terapeuci nie bardzo nadążają, to znaczy publikacje i badania, że świat tak mocno przyspieszył i tych uzależnień robi się tak ogromnie dużo, że my nie jesteśmy w stanie nad tym wszystkim panować i tego wszystkiego wytrzymać i pracować, to jest inna kwestia. Druga kwestia jest taka, że sytuacje w której odcinamy komuś to uzależnienie, tę substancję (tu możemy tak powiedzieć o Tweeterze) oczywiście, że będzie powodowała stres i reakcje niepożądane. To jest jakby odciąć od razu narkomanowi narkotyki to ma reakcje odstawienne, które są dramatycznie trudne. Mówmy o takich rzeczach.
BL: Zbliżając się do końca tego odcinka chciałem poprosić o coś bardzo prostego i łatwego, mianowicie: jaka jest recepta na szczęście, według Pani?
MK: Nie ma recepty na szczęście. Ogólnie rzecz biorąc, dążymy do stanu rezyliencji, to jest taki piękny stan równowagi, gdzie jesteśmy dość zadowoleni ze swojego życia a to zadowolenie sprawia, że radzimy sobie dobrze z problemami, wyzwaniami a także z radościami i fajerwerkami w naszym życiu. Ta rezyliencja powoduje że, ogólnie odczuwamy zadowolenie. Szczęście, tak jak nieszczęście jest okresem przejściowym i ono bywa. Natomiast zadowolenie możemy sobie wypracować w bardzo długim okresie czasu.
BL: Czyli, szanowni Państwo, nie dążmy na siłę do szczęścia, dążmy do równowagi. Dziękuję bardzo za rozmowę.
MK: Dziękuję również.
Konkurs! Wygraj debiutancką książkę Anny Duman „Depresja. Jak pokonać śmiertelny smutek”
Na naszym Instagramie @naszawtymglowa ogłosiliśmy konkurs, w którym do wygrania są książki Anny Duman. Jeśli chcesz zgłębić temat zaburzeń depresyjnych to ten tytuł jest właśnie dla Ciebie!
Co zrobić, aby wygrać książkę?
- Odwiedź nasz profil na instagramie – www.instagram.com/naszawtymglowa
- Pod konkursowym postem napisz dlaczego chciał(a)byś wygrać tę książkę – może interesujesz się zdrowiem psychicznym albo ostatnio zaciekawił Cię temat zaburzeń depresyjnych?
- Na zgłoszenia czekamy do 05 listopada, następnie wybierzemy aż 3 osoby które otrzymają nagrodę! 🙂
- Wyniki ogłosimy na Instastory @naszawtymgłowa 08 listopada.
Biorąc udział w konkursie akceptujesz regulamin konkursu dostępny poniżej
Regulamin
Czas start!
#NASZAwtymGŁOWA patronem książki „Depresja. Jak pokonać śmiertelny smutek”
O depresji ostatnio mówi się coraz więcej. Według WHO zaburzenia depresyjne dotyczą ponad 350 mln osób na świecie. Statystyki wskazują, że w Polsce z depresją zmaga się ok 1,5 miliona Polaków! Mimo to zaburzenia depresyjne często spotykają się ze stygmatyzacją ze strony społeczeństwa. Dlatego dobrze, że temat ten coraz częściej pojawia się w przestrzeni publicznej.
#NASZAwtymGŁOWA by mówić o zdrowiu psychicznym w sposób rzetelny i przystępny dla każdego. Podejmujemy też tematy zaburzeń psychicznych, w tym depresji.
Dlatego też jesteśmy patronem tytułu „Depresja. Jak pokonać śmiertelny smutek” autorstwa lek. Anny Duman.
Ta książka to nie tylko rozprawa o objawach i leczeniu depresji, lecz także (a może przede wszystkim) praktyczny poradnik o tym, gdzie szukać pomocy, jak nie bać się wizyty u psychiatry, czego oczekiwać po terapii, jak mówić o swoich uczuciach i obawach, jak rozmawiać z osobami chorymi na depresję. Pomoże tym, którzy borykają się z tą chorobą lub próbują wesprzeć bliskiego, który na nią cierpi.
Polecamy lekturę tej książki!
Problem presji perfekcji wśród kobiet. Rozmowa z dr Sławomirem Murawcem
Weronika Trawczyńska: Panie doktorze, czy często spotyka się Pan z presją perfekcji wśród kobiet? Czy może Pan wyjaśnić czy ona dokładnie jest?
Dr Sławomir Murawiec: Presję perfekcji możemy również definiować w taki sposób – jeżeli spotyka nas przykra sytuacja, która wydarza się poza naszą kontrolą zaczynamy się za nią obwiniać. Dzieje się coś losowego, to się w życiu zdarza, czego najlepszym dowodem są różne nieoczekiwane zmiany wywołane pandemią COVID-19. Czasami nie możemy kontrolować wydarzeń, ale osoba o której tu mówimy może czuć się winna, że zawiodła. Jest to w pewnym sensie nielogiczne, bo przecież na wiele rzeczy w naszym życiu nie mamy wpływu, ale tak właśnie wygląda myślenie osób, które zmagają się z presją perfekcji. Aby lepiej zobrazować ten problem, podam przykład mojej pacjentki, która miała problemy z zajściem w ciążę. Pacjentka zaczęła obwiniać siebie, myśląc, że w głównej mierze zawodzi ona i jej ciało! Choć jak przekonywali lekarze przyczyny trudności są obiektywne, niezależne od niej. Skoro sobie coś zaplanowałam to tak ma być – a jak jest inaczej – jest to moja wina! U kobiety pojawiło się poczucie porażki, jej samoocena znacznie zmalała… I to jest właśnie presja perfekcji – ma być idealnie, ma być po mojemu, na pewno sobie ze wszystkim poradzę. A w momencie, w którym zaczynają pojawiać się losowe komplikacje, zaczyna rodzić się poczucie winy oraz wyrzuty sumienia.
W.T.: Jestem sobie w stanie wyobrazić, że ciągle odczuwana presja perfekcji nie pozostaje obojętna dla naszego zdrowia, zarówno fizycznego i psychicznego. Czy mam rację?
S.M.: Oczywiście - jesteśmy spięci, wciąż mamy „włączony” stan czuwania, wyłapywania wszystkich informacji, a to wszystko jest ogromnym wysiłkiem dla naszego organizmu. Związek pomiędzy ciałem a psychiką jest duży, dlatego będąc cały czas na wysokich obrotach, próbując poradzić sobie ze wszystkim samemu możemy zacząć doświadczać problemów związanych ze zdrowiem fizycznym. Nadciśnienie, bóle brzucha, głowy, a czasem nawet utrata przytomności! Ciągły stan napięcia, mobilizacji, stała aktywność zabiera nam bardzo dużo energii i z pewnością odbija swoje piętno na naszym zdrowiu.
W.T.: A jakie może być źródło presji perfekcji wśród kobiet? Skąd się bierze to, że my – kobiety – odrzucamy pomoc innych, wszystko chcemy zrobić same, po swojemu? Czy może mieć to swoje źródło w okresie dzieciństwa?
S.M.: Myślę, że można doszukiwać się źródła tego z okresu dzieciństwa. Kobieta, która chce robić wszystko po swojemu, perfekcyjnie, nie dopuszczając przy tym pomocy innych i nie dając sobie przyzwolenia na popełnianie błędów być może działała tak samo w przeszłości, stąd teraz, w dorosłości zachowuje się tak samo. A dlaczego musiała tak działać? Mogła na przykład zostać do tego zostać zmuszona, ponieważ nie otrzymywała wsparcia od rodziców i musiała radzić sobie sama. Być może w pewnym okresie życia była to jedyna możliwa, optymalna postawa aby przetrwać. Taka postawa jest też szczególnie zauważalna u kobiet, które musiały w dzieciństwie opiekować się swoimi rodzicami z różnych względów, pełniąc rolę dorosłych. Aczkolwiek, trzeba pamiętać, że nawet jako dzieci decydujemy się przyjmować takie, a nie inne postawy. Nasze rodzeństwo będące w tej samej sytuacji co my, może podejmować zupełnie inne decyzje, dlatego za takie zachowania perfekcyjne odpowiadają również nasze cechy indywidualne.
W.T.: Czy tego typu zachowania ze strony rodziców są bardzo krzywdzące?
S.M.: Nie powiedziałbym, że są to zachowania krzywdzące, unikałbym takiego nazewnictwa. To, że rodzice dużo pracują i mają mniej czasu dla swojego dziecka nie jest zamierzoną krzywdzącą postawą. Oczywiście, jest to pewnego rodzaju zaniedbanie potrzeb emocjonalnych dziecka, ale nie nazywałbym tego krzywdzeniem. Zwłaszcza w czasach przemian społecznych i trudności ekonomicznych rodzice mogą być bardzo zaangażowani w zapewnienie materialnego przetrwania. Krzywdzeniem może być stosowanie przemocy wobec swoich dzieci, zarówno psychicznej, jak i fizycznej. Ale to, że matka choruje na depresję i przez to ma mniej energii, aby poświęcić ją swojemu dziecku – to nie jest krzywdzenie.
W.T.: Panie doktorze, a czy niska samoocena, brak stabilnego poczucia własnej wartości idzie w parze z presją perfekcji i nie przyzwoleniem do popełniania błędów?
S.M.: Tak, oczywiście. Jeżeli „ogarniam”, daję sobie ze wszystkim radę, mogę zrobić wszystko sama, bez niczyjej pomocy, to myślę o sobie, że jestem wartościowa, atrakcyjna w oczach innych – poczucie wartości jest podtrzymywane. Problem polega na tym, że to poczucie wartości jest stabilne tylko wtedy, kiedy spełnione są powyższe warunki, czyli „dałam radę”. Natomiast, kiedy coś wymyka się spod naszej kontroli, wtedy poczucie własnej wartości znacząco się obniża. Myślimy sobie „jestem nic nie warta, znowu mi się nie udało.”
W.T.: W ramach naszej kampanii #wKobiecejGłowie, jakiś czas temu poruszaliśmy temat wpływu mediów społecznościowych na samoocenę Polek. Według naszych badań, aż 70% kobiet czuje się gorzej po obejrzeniu treści znajdujących się w social mediach. Jednak bardzo często zapominamy, że jest to tylko wykreowany wizerunek, który często jest jedynie urywkiem rzeczywistości. Widząc takie treści, zaczynamy się gorzej czuć, porównując się do innych i myśląc „czemu moje życie tak nie wygląda?”.
S.M.: To właśnie bardzo dobry przykład. Media społecznościowe kreują pewnego rodzaju kulturę. Skoro inni tak żyją, to przecież ja nie mogę być przeciętna, muszę dorównać innym. Pojawia się presja bycia idealną, perfekcyjną, która kreuje się przez pryzmat tego, co widzimy w mediach społecznościowych. Wytwarza się kult, który zaprzecza zwyczajnemu życiu, codzienności, niepowodzeniom. A przecież życie nie zawsze wygląda tak, jak obrazek na Instagramie czy Facebooku. W domu nie zawsze jest czysto, a dzieci nie zawsze są grzeczne. Dlatego musimy pamiętać, że większość treści, które widzimy w mediach społecznościowych to jest jedynie kreacja, pokazywanie pozytywnych aspektów naszej rzeczywistości. Warto o tym pamiętać i mieć dystans.
W.T.: Czyli jak rozumiem, tutaj bardzo dużą rolę pełni złapanie dystansu i świadomość problemu, prawda?
S.M.: Tak. Taki dystans może przychodzić z wiekiem. Druga opcja jest taka, że kiedy znamy dobrze osoby, których życie w mediach społecznościowych wydaje się być usłane różami, możemy sami się domyślić, że przecież ich rzeczywistość tak nie wygląda, a jest to jedynie kreacja, eksponowanie czegoś, co może być uznane za atrakcyjne w oczach innych.
W.T.: Jakie mogą być konsekwencje dla naszego zdrowia psychicznego, jeśli cały czas porównujemy się do innych czy próbujemy gonić za tym, co nie jest w zasięgu naszych możliwości?
S.M.: Prowadzi to oczywiście do obniżonego nastroju, ale jeżeli ten obniżony nastrój utrzymuje się długo, może to doprowadzić nawet do depresji. Ta ciągła presja perfekcji, porównywanie się do innych, próba złapania tego, co nie jest w zasięgu naszych możliwości stanowi naprawdę duży wysiłek dla naszego organizmu, zarówno na poziomie fizycznym i psychicznym. Dlatego, tak jak powiedziałem wcześniej, warto mieć do pewnych kwestii dystans. Bardzo często przychodzi to z czasem, można też wypracować to podczas terapii.
W.T.: Panie doktorze, czy często przychodzą do Pana pacjentki, które są w „pułapce” presji perfekcji, nie dając sobie przyzwolenia na popełnianie błędów?
S.M.: Tak, od czasu do czasu przychodzą do mnie takie pacjentki, są to najczęściej młode kobiety, które porównują się do koleżanek dochodząc do depresyjnej konkluzji pod tytułem „ja nigdy nie będę miała takiego życia”, dlatego się z niego wycofują, przestają się angażować. Jest to w jakimś sensie logiczne – skoro myślą, że im się i tak nie uda, to dlaczego mają się starać coś zmienić?
W.T.: Czy takim pacjentkom, oprócz farmakoterapii zaleca Pan również psychoterapię?
S.M.: Oczywiście, ponieważ ważne jest zlokalizowanie problemu, w czym może pomóc psychoterapeuta, dzięki rozmowie, czy innym technikom, które wykorzystuje w swojej pracy. Na przykład, wracając do dolegliwości bólowych, które odczuwamy w naszym ciele – tak jak wspomniałem, ból albo uczucie ucisku w klatce piersiowej nie zawsze oznacza tego, że mamy problem na tle fizycznym. Może być to objaw psychosomatyczny spowodowany tym, że czymś się stresujemy, coś nas smuci, boimy się czegoś. Albo czujemy się pod duża presja, obciążeniem. W momencie, w którym zastosujemy odpowiednio dobrane leki oraz psychoterapię, nasze dolegliwości bólowe mogą całkowicie ustąpić!
W.T.: Panie doktorze, na sam koniec chciałabym się zapytać o wpływ pandemii na zdrowie psychiczne. Czy w trakcie pandemii pojawiło się w Pana gabinecie więcej pacjentów/pacjentek? Czy uważa Pan, że pandemia faktycznie odbiła piętno na zdrowiu psychicznym?
S.M.: Tak, zdecydowanie pojawiało się więcej pacjentów i myślę, że miało to związek z pandemią koronawirusa, która była i wciąż pewnie dla niektórych jest źródłem stresu, lęku, niepewności przed tym, co się stanie jutro. Jednak jest to bardzo indywidualna kwestia, ponieważ są osoby, które nie miały problemu z tym, żeby w rozkwicie pandemii wychodzić z domu i spotykać się ze znajomymi, a są jednostki, które przez okres, w którym była największa liczba zachorowań izolowały się jak tylko mogły. Mówiąc o skrajnych postawach jedni zaprzeczają pandemii, inni są sparaliżowali lękiem.
W.T.: A czy myśli Pan, że w tym momencie, kiedy żyjemy już jakiś czas w pandemicznej rzeczywistości, ten strach, lęk są mniejsze?
S.M.: Najogólniej mówiąc tak, ale proszę pomyśleć o osobach, które boją się czwartej fali pandemii czy o wszystkich innych, którzy boją się, że zbankrutują czy stracą pracę. Można to uogólniać, ale myślę, że kwestie związane ze strachem czy lękiem zależą od wielu czynników indywidualnych.
W.T.: Panie doktorze, bardzo dziękuję za rozmowę!
S.M.: Dziękuję bardzo.
Wygraj debiutancką książkę Jagny Ambroziak „Garderoba”
Na naszym Instagramie @w_kobiecej_glowie ogłosiłyśmy właśnie konkurs, w którym do wygrania są książka Jagny Ambroziak – uwierzcie, jest fascynująca!
Co zrobić, aby wygrać książkę?
- Odwiedź nasz profil na instagramie – www.instagram.com/w_kobiecej_glowie
- Pod konkursowym postem napisz dlaczego to właśnie Ty powinieneś wygrać ten konkurs – tylko wyobraźnia Cię ogranicza 😊
- I tyle! Czekaj na wyniki, które ogłosimy 31 lipca 🙂
Regulamin konkursu znajdziecie tu:
Czas start!
Jak szukać szefa i znaleźć wymarzoną pracę? Rozmowa z Martą Kirszling – twórczynią projektu Szukam Szefa
Do jednego z rytuałów dorosłego życia na pewno należy zmiana pracy. Z pewnością każdy z nas pracy szukał, zmienił lub właśnie jest w trakcie poszukiwań. Okazuje się, że dobra praca to nie tylko miejsce, w którym zarabiamy pieniądze, ale także atmosfera i dobry szef. - mówi Bartosz Lewicki.
Weronika Trawczyńska: Tak. Myślę, że atmosferę w pracy buduje szef, który jest wsparciem i motywacją do rozwoju. Oprócz szefa atmosferę w firmie kreują również współpracownicy, na których zawsze można liczyć.
BL: Jak szukać i znaleźć dobrego szefa opowie nam specjalistka Marta Kirszling.
Marta Kirszling: Szukam Szefa powstał w mojej głowie kilka lat temu. Jego zadaniem było sprawdzać statystyki zmian na rynku pracy (ile osób szuka pracy, ile osób się zwalnia, ile firm odpowiada na CV). Tak się złożyło, że kilka lat temu w jakby pierwszej odsłonie projektu bardzo szybko zmieniłam pracę i nie miałam czasu żeby go prowadzić. Wrócił w czasie pandemii, kiedy zaobserwowałam strach, niepokój oraz lęk zarówno pracodawców jak i pracowników. Biznesy zostały uziemione, a rynek pracy zachwiał się i pomyślałam, że trzeba dać ludziom jakąś wartość. Przeszłam kilka zmian zawodowych, które wyszły mi bardzo dobrze bo bardzo lubię to co robię. Dysponuję taką wiedzą i doświadczeniem, którą mogę się podzielić - jak dobrze zmienić pracę i jak się do tego przygotować. Zbadałam otoczenie i rynek i nie znalazłam żadnej platformy, w której zawarte byłyby informacje z zakresu produktywnego poszukiwania pracy, podejścia psychologicznego: jak to zrobić, jak się przygotować do zmiany pracy? Nie znalazłam też miejsca, w którym można by zasięgnąć wiedzy o tym jak się przygotować do zmiany zawodu? Wraz z zespołem stworzyliśmy przestrzeń na Facebooku i Instagramie Szukam Szefa, która jest źródłem wiedzy, porad i różnych tematów nieodpłatnie. To jest moja misja, żeby pomagać ludziom i podpowiedzieć jak przeorganizować swoje życie zawodowe.
BL: Więc zacznijmy od tego - jak przeorganizować swoje życie zawodowe?
MK: Po pierwsze trzeba wiedzieć, że się chce. Czasami myślimy sobie, że nie lubimy swojej pracy, nie chcemy i nie możemy. Z drugiej strony mamy zobowiązania, kredyty a praca daje nam pewne wynagrodzenie. Musimy sobie uświadomić, czy rzeczywiście chcemy coś zmienić w swoim życiu zawodowym? Jeżeli chcemy zmienić swoje życie zawodowe, potrzebujemy na tą zmianę planu. Plan musi być konkretny i najlepiej żeby był też realny.
BL: Z czego powinien się ten plan składać?
MK: Po pierwsze, trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: co bym chętnie robił jakby mi za to płacili? Wyobraźnia w ogóle nie powinna nas powstrzymywać. Wypiszmy wszystkie rzeczy, które chętnie byśmy robili jakby nam za to płacili. Sytuacje mogą być różne, to może być czytanie książek, projektowanie materiałów wizualnych. Mamy tendencję do zatrzymywania się na etapie „nie, za to pewnie mi nie zapłacą”. Tymczasem jak zrobimy takie ćwiczenie zobaczymy wtedy nasze talenty, co nam sprawia radość, co nas motywuje. Wiemy już w którą stronę możemy iść, które rzeczy możemy „podnieść”, w jakich obszarach zawodowych możemy szukać takich miejsc gdzie można nasze talenty wykorzystać. Zrobiłam test Gallupa i u mnie talentem okazała się komunikacja, która teraz jest trzonem mojej pracy, dzięki której piszę artykuły, rozmawiam z ludźmi i dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniem. Polecam nieodpłatny test w internecie pod nazwą High-five, który pomaga odkryć swoje talenty. W tym teście moim pierwszym talentem jest filomata, czyli osoba gromadząca wiedzę. W połączeniu tych dwóch talentów stwierdziłam, żeby zakomunikować światu, że można, że czasami takie dziwne konstrukty dają nam radość, dobrą pracę i poczucie spełnienia. W Szukam Szefa informujemy jak się przygotować do tej zmiany. Nie róbmy tego ad hoc, nie rzucajmy pracy nierozsądnie tylko gromadźmy zasoby, zabezpieczmy się na to żeby tą pracę można było zmienić. Nie ukrywajmy – nie podoba mi się w pracy, złożę wypowiedzenie a za miesiąc już nie dostanę pensji – nie tak to powinno działać. Jest mnóstwo kroków, które trzeba przygotować. Szacując statystycznie, ostatnie badania GUSu mówią, że w Polsce kobiety znajdują pracę w 2,2 miesiąca, zaś mężczyźni w 2,7 miesiąca, więc kobiety szybciej znajdują pracę od mężczyzn. W Szukam Szefa mamy twarde dane pokazujące jak, kto i gdzie może znaleźć pracę.
BL: Czy nie jest tak, że ta nasza wymarzona praca, w której powinniśmy się najlepiej spełniać to jest praca, w której nie mamy szefa i sami w nim jesteśmy dla siebie?
MK: Różnie to bywa. To nie jest tak do końca. Część osób lubi mieć szefa, bo lubi mieć delegowane zadania i bardzo dobrze się w tym czuje. Część osób, w tym ja, wolą tę drugą wersję, bo są bardziej decyzyjne, biorą odpowiedzialność za to co robią. Natomiast trzeba pamiętać, że gdy jesteśmy szefami tylko dla siebie to ta odpowiedzialność jest zdecydowanie większa, a jeżeli zatrudniamy jeszcze inne osoby, ta większa odpowiedzialność rośnie jeszcze bardziej. Jesteśmy nie tylko odpowiedzialni za siebie ale i za zatrudnioną załogę, więc nie każdy chce wziąć tę odpowiedzialność. To jest kluczowy element żeby sobie uświadomić – czy jestem w stanie udźwignąć odpowiedzialność za zarządzanie sobą, co się wiąże z determinacją, podkręceniem swojej produktywności, samodyscypliną. Jeśli jesteśmy szefami sami dla siebie to musimy mieć dużą samodyscyplinę żeby realizować zadania. Jeżeli jesteśmy pracownikami dla naszych wymarzonych szefów to wiemy, że szef nam zorganizuje czas pracy, że będziemy wiedzieć co mamy robić każdego dnia i my to po prostu zrobimy.
BL: I będzie nam to przynosić przyjemność. Proszę powiedzieć, wiemy już, że chcielibyśmy być poskramiaczami lwów, ale chcielibyśmy mieć szefa, bo czujemy się bardziej poskramiaczem lwów a nie menedżerem lwów. Jakie są kolejne kroki?
MK: To zależy, na jakim etapie kariery jesteśmy. Proszę pamiętać, że nie można „wrzucić do jednego worka” osób, które dopiero szukają i mają prawo popracować w różnych miejscach. Inaczej będą robić to osoby w przełomie swojego życia, tak zwane 40+, które już mają za sobą doświadczenie, awanse, czasami też wielokrotne zmiany pracy. Tutaj istotny jest plan, dlatego, że osoby 40+ są doświadczone, znają języki, mają znajomości, zbudowany dobry networking. Szukają pracy, która niekoniecznie jest związana z wysoką gratyfikacją finansową, gdyż one zdążyły już swoje potrzeby mieszkaniowe zabezpieczyć. Szukają takiej pracy, która dawałaby im stabilizację, ale jednocześnie przynosiła dużo radości i dawała więcej wolnego czasu na realizację swoich hobby. Osoby młodsze bardzo często szukają pracy zdalnej, która będzie dawała możliwości kupna nieruchomości. Mimo różnic każdy powinien przygotować sobie plan kariery, przynajmniej krótkookresowy. W Szukam Szefa podpowiadamy, jak ten plan przygotować, jak zbudować poduszkę finansową i jakich narzędzi użyć, aby się zabezpieczyć. Mamy takie rozwiązania i ta wiedza jest zupełnie nieodpłatna.
BL: Czy elementem pomagającym w podejmowaniu decyzji o zmianie zawodu, czy chcemy być swoim szefem, czy chcemy mieć szefa/mentora. Czy w takiej sytuacji pomaga terapia, żebyśmy zarówno doszli do porządku z własnymi uczuciami, emocjami? Często szukanie pracy wynika ze złego samopoczucia w organizacji, albo dlatego, że sami po prostu nie wiemy czego chcemy w życiu, nie czujemy się szczęśliwie niezależnie od tego gdzie byśmy trafili, bo coś jest nie tak.
MK: Trafił Pan doskonale w punkt. Do mnie w kryzysie zawodowym trafiają właśnie takie osoby, przepracowane, wypalone zawodowo, osoby dotknięte mobbingiem, lub osoby, które nie wiedzą co chcą dalej robić, nie są zdecydowane, nudzą się szybko. Tutaj dobry jest kontakt z terapeutą kryzysowym albo dobrym doradcą kryzysowym. Kontakt terapeutyczny jest bardzo pomocny - terapia czy wsparcie lub poradnictwo psychologiczne. Kryzysem nie zajmuje się terapia, a właśnie poradnictwo psychologiczne. Może nawet pomoże tutaj coaching lub pozytywna psychologia kryzysu. Wprawna osoba pomoże nam spojrzeć na siebie z szerszej perspektywy, zbadać własne wartości i działania w zgodzie z tymi wartościami, jak podejmować decyzje. Bardzo wszystkich zachęcam, jeśli doświadczają wypalenia zawodowego, czy niemożności odnalezienia się, na skorzystanie z poradnictwa psychologicznego.
BL: Mówiła Pani o bezpieczeństwie i poduszce finansowej, różnych planach – jak do tego podejść, jak sobie zorganizować i na co zwracać uwagę?
MK: Poduszka finansowa pomaga nam podejmować decyzje. Czym jest? Niczym innym jak zabezpieczeniem gotówkowym na ileś miesięcy bez obniżenia jakości życia. Jak budować taką poduszkę? To zależy, jakie mamy możliwości. Zawsze zachęcam, żeby budować poduszkę finansową w ten sposób: jeśli czegoś nie muszę kupować, to te pieniądze odkładam. Można swoje wszystkie premie i nagrody kumulować w jednym miejscu. Zamiast wybierać drogie wakacje all inclusive można pojechać pod namiot ze znajomymi i wypocząć za pół ceny a drugą część zaoszczędzić. Jeżeli mamy okazję prac dorywczych to odkładajmy sobie to co zarobimy. Budowanie poduszki finansowej nie trwa jeden miesiąc, to jest kilka miesięcy i wymaga konsekwencji i determinacji. Ludzie mają różne pomysły, jedna z czytelniczek podesłała bardzo fajny pomysł – od każdych zakupów 10zł odkłada do skarbonki – ma w banku taką możliwość, przy płatności kartą automatycznie to 10zł zostaje przesłane do skarbonki. Drobne kwoty, reszty z zakupów wrzuca do słoika i po trzech, czterech miesiącach okazuje się że jest tam całkiem niezła suma. To zależy jakie kto ma możliwości. Dobrą zasadą jest oszczędzać miesięcznie 10%-15% pensji. Inaczej wygląda 10% z pensji 4000zł, a inaczej z 1400zł. Nie zmienia to faktu, że każdy jest w stanie na swoją miarę zbudować takie zabezpieczenie. Wydaje mi się, że nie ma nic bardziej twórczego niż brak gotówki, wtedy ludzie mają naprawdę szalone pomysły i umieją zarobić gotówkę i przyciągnąć pieniądze do siebie. Kwestia jest taka: czy wydadzą je na dobra materialne, czy odłożą je sobie, by potem podejmując decyzję o zmianie zawodu z myślą o dwóch miesiącach przerwy pracy, bo wiem, że mniej więcej dwa miesiące wynosi czas poszukiwania. Łatwo policzyć, jeśli średnio około 2 miesiące szuka się pracy trzeba przygotować zabezpieczenie na taki czas.
BL: Jak ważne jest budowanie sieci społecznej, kontaktów? Nie przyjaciół a znajomych, osób z którymi pracowało, które nas znają, którymi daliśmy się poznać.
MK: Bardzo ważne, i ja to polecam nie tylko, jeśli chodzi o kontekst zawodowy, ale także o kontekst emocjonalny. Kontekst emocjonalny – ponieważ wiemy, że zawsze możemy z kimś porozmawiać, do kogoś się zwrócić w różnych sprawach, nie tylko w ostrych kryzysach czy zakrętach zawodowych. Jeżeli mamy szeroką sieć znajomych sprawia, że nasza decyzja o zmianie pracy, może dotrzeć do wielu osób.
BL: Łatwiej jest nam polecić osobę do pracy, którą znamy i o której mamy dobre zdanie.
MK: Tak, wiemy, że ma unikalne kompetencje, w czymś się specjalizują. Prosty przykład: znajomy szuka kogoś, kto robi pyszne torty, znam koleżankę koleżanki, która ma talent do tortów i mogę zapytać, czy upiecze ten tort. Bardzo często za pomocą takich drobnych rzeczy otwierają się fajne możliwości. To jest bardzo ważne - budowanie relacji społecznych.
BL: Czy w ramach projektu Szukam Szefa mają Państwo też podprojekt Żegnam Szefa? Nie ukrywam, że wielokrotnie zmieniałem swoje miejsca pracy. Sytuacje są różne i drogi mogą się ponownie przeciąć. Czy uwzględniają Państwo w jaki sposób odchodzić z pracy, która z różnych przyczyn przestała nam pasować?
MK: Nie myślałam o tym do tej pory, ale dziękuję za nowy koncept. Poświęcimy temu tematowi kilka postów, bo to jest słuszna rzecz: jak się rozstawać z pracodawcą?
BL: Są takie firmy, zwłaszcza doradcze, które przyjmują studentów w ostatnich latach nauki. Kształcą ich i rozwijają, ale jest to całkowicie normalne, że te osoby za jakiś czas odchodzą do innych prac. Tworzone są specjalne programy dla alumnów (absolwentów), by utrzymywać kontakt. Zmiana pracy nie jest traktowana jako „zdrada” tylko normalny i naturalny etap w rozwoju.
MK: Świadomy pracodawca, jeżeli przyjmie studenta, który się rozwinie i tworzy fajne projekty może być tylko dumny. Duże doradcze korporacje mają takie programy, które są bardzo popularne i dość głośno jest o nich w sieci. Uważam, że jeśli wypuszczam spod swoich skrzydeł osobę, która sobie świetnie radzi albo buduje doskonały zespół to można być z tego dumnym. Pozwalać ludziom na własny rozwój i by wychodzili z instytucji i mówili, że to jest mój matecznik, w którym dostałem taką szansę to jest piękna sprawa.
BL: Podsumowując naszą rozmowę, w kilku krótkich słowach: jak znaleźć dobrego szefa?
MK: Trzeba zacząć szukać, być otwartym na to i przede wszystkim nie bać się nowych doświadczeń i wejścia w nowe obszary zawodowe. Możemy znaleźć się w miejscu bardzo przyjemnym, ale także możemy odkryć to, że sami jesteśmy dobrym szefem, albo że jesteśmy dobrym pracownikiem a ktoś dla nas jest fajnym szefem.
BL: Rozmowa kwalifikacyjna często jest traktowana jako narzędzie jednostronne – jesteśmy przepytywani przez przyszłego szefa czy dział HR, ale my również możemy zadawać pytania i dowiedzieć się czegoś więcej o firmie. O co powinniśmy zapytać?
MK: Możemy na przykład zapytać o nadgodziny, czy wymaga się od pracownika zabierania niektórych zadań do domu, czy preferowana jest praca zadaniowa czy ilościowa (normowany czas pracy). Możemy zapytać jak firma postrzega rodzinę pracownika. Ze strony pracownika to nie jest nic nadzwyczajnego, dlatego, że jak mamy rodzinę chcemy z nią spędzać czas. Możemy zapytać czy jest możliwość awansu, rozwoju w firmie, czy są prowadzone tzw. oceny pracownicze? Zapytajmy też o współpracowników: ile osób liczy zespół, z jakimi osobami będziemy współpracować? O te rzeczy można pytać na rozmowie kwalifikacyjnej i nie należy się tego bać, ale starajmy się, by nasze pytania były otwarte, ale też kulturalne i zadawajmy je z szacunkiem dla pracodawcy. Ciekawostką jest, że coraz więcej osób dostaje na rozmowach kwalifikacyjnych takie pytania, które są zaskakujące np. jaki kolor pan/i lubi najbardziej? Zaczynają pojawiać się pytania, które mają za zadanie zbadać postawę otwartą. Pomyślcie, jakbyście dostali takie pytanie z zaskoczenia to jak byście na nie odpowiedzieli. Takie pytania badają naszą kreację, pomysłowość, prawdomówność i postawę otwartą, coraz więcej takich pytań spotykamy na rozmowach kwalifikacyjnych.
BL: Jeżeli ja nie wiem, jaki lubię kolor a rozpoznaję trzy to co odpowiedzieć?
MK: Można to powiedzieć: „przepraszam bardzo, nie przywiązywałem do tego nigdy wagi, bo rozpoznaję trzy kolory / nie wiem jaki jest mój ulubiony”. Tak naprawdę, tego pracodawcy nie interesuje jaki faktycznie Pan ma ulubiony kolor, tylko to, czy przyzna Pan szczerze, że nie wie. To nam pokazuje pracownika, który jeśli czegoś nie będzie wiedział, to to po prostu powie, nie będzie udawał, że coś jest nie tak lub silił się na wymysły, tylko szczerze przyzna, że nie wie jak to zrobić i prosi o pomoc. Takie pytania mają za zadanie zbadać otwartą postawę, bo coraz więcej pracodawców chce osoby, które mogą być wyuczalne konkretnie pod ich firmy. Turkusowe organizacje są w tym momencie przez niektórych lekceważąco traktowane, a przez innych bardzo poważnie. Prof. Blikle hołduje turkusowym organizacjom, natomiast ja jestem zwolennikiem tego, by pracownicy czuli odpowiedzialność za swoją firmę, bo wtedy pracują zdecydowanie efektywniej. Nie controlling, a odpowiedzialność. Trendy w turkusowych organizacjach to uwypuklają i stąd też w wielu firmach takie nieoczywiste pytania padają.
BL: Szanowni Państwo, nie bójmy się rozmyślania o tym, czy warto zmienić pracę, ale róbmy to z głową, wyliczmy wszystkie argumenty „za” i „przeciw”. Przede wszystkim, jeśli mamy wątpliwości to porozmawiajmy z fachowcem. Na pewno specjalistami w tej dziedzinie są Pani Marta Kirszling i jej projekt Szukam Szefa, na który serdecznie też Państwa zapraszamy. Dziękuję bardzo za rozmowę.
MK: Dziękuję.










