Jak znaleźć miejsce pracy, w którym poczujemy się dobrze? Jak rozpoznać czy korporacja dobrze traktuje pracowników? I co sprawdzać, zanim podejmiemy pracę? Opowiada specjalistka od zarządzania, Magdalena Kieferling
Jak znaleźć miejsce pracy, w którym poczujemy się dobrze? Jak rozpoznać czy korporacja dobrze traktuje pracowników? I co sprawdzać, zanim podejmiemy pracę – radzi specjalistka od zarządzania, autorka książki „Efekt piaskownicy”, Magdalena Kieferling.
Agnieszka Prokopowicz: Depresja i inne schorzenia psychiczne rosną w zatrważającym tempie. Jaki wpływ na zdrowie psychiczne pracowników mają ich szefowie?
Magdalena Kieferling: Nie szukałabym winy w szefach, ale w kulturze danej firmy. I tym, czy do danej kultury pasujemy, czy nie. Bardzo często zaczynamy pracę w firmach, które stawiają bardzo wysoko poprzeczkę, nie szanują ludzi, którzy dla nich pracują, nie zwracają uwagi na to, czy ludzie dobrze się w pracy czują. To są rzeczy, które powinniśmy sprawdzać zanim w ogóle podpiszemy umowę o pracę. A mało kto to robi – bo imponuje nam piękne biuro, wysoka pensja, prestiż.
A.P: A potem przeżywamy szok..
M.K.: Potem, najczęściej już w pierwszym miesiącu, tłumaczymy sobie, że musimy złe traktowanie wytrzymać, że nasze bóle głowy i stany depresyjne miną, jak już się wdrożymy do pracy w firmie. Ale nie mijają, a najczęściej się potęgują. Próbujemy na siłę dopasować się do nowych warunków, często czując intuicyjnie, że są one kompletnie nie dla nas.
A.P.: Czy powinniśmy od razu odejść, kiedy czujemy, że jest źle?
M.K.: Dobrze, jeśli szybko zorientujemy się, że miejsce, w którym zaczęliśmy pracę jest nie dla nas. Niestety najczęściej dzieje się to za późno, mija 3 miesięczny okres próbny i zostajemy w toksycznej pracy, z toksycznym szefem i kolegami na dłużej. Boimy się zmienić pracę, bo przecież o tą staraliśmy się długo. I zmiana będzie odebrana przez nasze otoczenie jako porażka. Tymczasem prawdziwą porażką jest brak zmiany. W dzisiejszych czasach, kiedy nie ma już znaczenia czas spędzony w danej firmie, ale projekty i nasz rozwój, nie przejmowałabym się konsekwencjami wizerunkowymi, tego że po kilku miesiącach odchodzimy z pracy – bo zorientowaliśmy się, że cierpi na tym nasze zdrowie. Znam ludzi, którym znalezienie „dobrej firmy dla siebie” zajęło kilkanaście błędnych decyzji i kilkanaście zmian pracy na inną. Podziwiam ich, bo świadczy to nie tylko o ich ogromnej odwadze, ale też o wielkiej samoświadomości.
A.P.: Co mogą wdrożyć działy HR i managerowie, aby poprawić atmosferę pracy w swoich firmach?
M.K.: Przede wszystkim mówić prawdę na rozmowach rekrutacyjnych. Mówić jak jest, jacy ludzie będą z nami pracować, czego będzie się od nas naprawdę oczekiwać. Czy wiąże się to z długim siedzeniem w pracy, czy wiąże się ze stresem, współpracą z trudnymi indywidualistami. Czy będziemy musieli coś robić super szybko, czy raczej bardzo wolno – ale będzie się liczyła jakość. Każdy z nas ma swoje preferencje dotyczące pracy i im szybciej je poznamy, tym szybciej znajdziemy i firmę, i szefa, którzy będą pasować do nas.
A.P.: Rzadko kto to sprawdza...
M.K.: To prawda. Ale jest i inny temat. Działy HR i menadżerowie muszą zacząć słuchać. I przestać mówić. Kiedy potrafimy słuchać i dajemy rozmówcy skończyć myśl, na większość pytań (które zapisujemy sobie w głowie podczas słuchania, zamiast koncentrować się na tym, co słyszymy) dostaniemy odpowiedź, nie zadając ich. W państwach Dalekiego Wschodu siedzenie cicho, kiedy wymaga tego sytuacja, jest znane od tysięcy lat. Koreańska nunchi — wywodząca się od Konfucjusza sztuka słuchania i odczytywania niewypowiedzianych emocji innych ludzi — to podstawa nie tylko dobrej komunikacji, ale też statusu społecznego i pozycji zawodowej. Już od małego dzieci uczone są słuchania i obserwowania zamiast mówienia i koncentrowania się tylko i wyłącznie na sobie. Bo najczęściej to, co jest niewypowiedziane, jest równie ważne jak to, co słyszymy. A osoba, która tylko mówi i koncentruje się na słowach, poznaje połowę historii. I tak naprawdę nie wie, co jej pracownicy naprawdę myślą i czują.
A.P.: Na czym polegają tzw. dobre praktyki pracodawców?
M.K.: Zaufanie jest podstawą udanych relacji. W pracy zaczyna się w momencie, gdy szef zatrudnia kandydata. Australijska firma tworząca oprogramowanie Atlassian oferuje swoim pracownikom płatne urlopy na zabawę, wolontariat i rozwój osobisty. Co więcej, wszystkie nowo przyjęte osoby dostają te świadczenia jeszcze przed pierwszym dniem pracy razem z kuponem na „wakacje przed rozpoczęciem pracy”. Jest to jasny komunikat: „Jesteś zatrudniony, ale najpierw odpocznij i weź urlop”. Firma ufa każdemu pracownikowi, niezależnie od jego stażu. Nic dziwnego, że przez dwa lata z rzędu Atlassian była uznawana za najlepsze miejsce do pracy w Australii. W większości firm, aby otrzymać określone świadczenia, trzeba przepracować od 3 do 12 miesięcy. Czy jest sens, żeby aż tyle czekać? Czy nie warto od razu pokazać swoim pracownikom, że się ich po prostu ceni?
A.P.: Firmy bardzo oszczędzają…
M.K.: Większość firm, które znam, ma na przykład długie procedury dotyczące podróży. Ich celem jest obniżenie kosztów. Wychodzą z założenia, że pracownik chce naciągnąć firmę na taksówkę, lepsze miejsce w samolocie czy większy pokój w hotelu. Bardzo podoba mi się polityka podróży Netflixa, zawierająca się w jednym zdaniu: „Rób, co najlepsze dla Netflixa”. To nie tylko objaw zaufania do pracowników. To traktowanie ich jak dorosłych ludzi. Nikt nie prosi o negocjacje ceny, nikt nie każe podróżować w weekendy, żeby obniżyć koszty. Netflix pozwala pracownikom wybrać, kiedy muszą wydać więcej, a kiedy nie. Zachęca ich natomiast do określenia, co jest najbardziej korzystne dla organizacji. Dzięki temu ludzie nie frustrują się, a firma osiąga lepsze wyniki, co jest dla niej dużo ważniejsze niż oszczędzenie kilku procent na biletach lotniczych i hotelach.
Pandemia koronawirusa może powodować zespół stresu pourazowego?
Pandemia pokazała nam, że otaczająca nas rzeczywistość przestała być przewidywalna. Wcześniej mogliśmy sami decydować o sobie – planować, spotykać się, kiedy i z kim chcemy, a także podróżować w najdalsze zakątki globu. Nowa rzeczywistość w postaci pandemii koronawirusa zburzyła nam porządek świata.
Towarzyszący strach o zdrowie swoje i bliskich, a także sytuację ekonomiczną może powodować ogólnospołeczną traumę. Na razie trudno oszacować jej skutki społeczne i psychologiczne, ale już teraz warto skupić się na tym, co możemy zrobić, aby zmniejszyć skalę kosztów psychicznych. Nie ulega wątpliwości, że proces traumatyczny dopiero się rozpoczął i będzie zmieniał się wraz z pandemią, ale to od nas zależy, czy i jak destrukcyjnie wpłynie na życie. Bardzo ważne jest wypracowanie rozwiązań, które pozwolą nam radzić sobie z trudnymi emocjami.
Czym jest trauma?
Trauma to silny uraz psychiczny wywołany wydarzeniami zewnętrznymi, które zagrażają życiu, zdrowiu lub integralności psychicznej. Traumę możemy podzielić na dwa typy:
prosta, czyli jednorazowe zdarzenie np. napad, gwałt, nagła śmierć bliskiej osoby, wypadek komunikacyjny itp.
złożona, do której zaliczamy zdarzenia o charakterze powtarzającym np. molestowanie seksualne, przemoc psychiczna i fizyczna, dręczenie, doświadczenia wojenne i inne.
Warto wiedzieć, że doświadczenie traumatyczne to także zaniedbania, zawstydzanie, wyśmiewanie czy wykluczenie z grupy. W przypadku pandemii izolacja może być traumatyczna. Szczególnie, jeśli wiąże się np. z chorobą. Warto wiedzieć, że pandemia sama w sobie nie jest traumatyczna, tylko jej następstwa mogą przynieść negatywne skutki dla zdrowia psychicznego.
Skutkami traumy mogą być zaburzenia depresyjne, nerwica, lęk uogólniony, a także zespół stresu pourazowego. Osoba, która doświadczyła ekstremalnych wydarzeń może wycofać się z relacji i mieć trudności z regulacją emocji.
Kryteria PTSD, czyli zespołu stresu pourazowego
Nadmierne pobudzenie – człowiek jest w ciągłej gotowości, aby zareagować, jeśli zdarzenie ponownie będzie miało miejsce. Kolejnym objawem jest przestrach, w sytuacjach, które nie są zagrożeniem. Nadmierne pobudzenie objawia się również w wybuchach złości, drażliwości i problemach z koncentracją. Często pojawiają się trudności z zasypianiem oraz nadmierna czujność.
Ponowne odtwarzanie traumy – pojawiają się nawracające, intensywne wspomnienia, które przeżywamy, jakby sytuacja działa się „tu i teraz”. Mogą towarzyszyć nam obawy, że „to znowu się stanie”. Często pojawiają się nawracające koszmary senne oraz flashbacki, czyli mamy poczucie, że ponownie przeżywamy doświadczenie traumatyczne. Warto mieć uważność na uczucie stresu podczas ponownego kontaktu ze zdarzeniem, które kojarzy nam się z doświadczeniem traumatycznym. Niekiedy niezależnie od naszej woli pojawiają się myśli, wspomnienia oraz obrazy związane z sytuacją traumatyczną.
Unikanie myśli, uczuć i aktywności, które są związane z trudnym doświadczeniem - może pojawić się np. wyparcie zdarzenia traumatycznego. Niekiedy ludzie nadużywają substancji psychoaktywnych i alkoholu. Unikanie jest związane z ograniczeniem kontaktu ze światem, aby obronić się przed ponownym niebezpieczeństwem.
Zmiany w myśleniu i nastroju – mniejsze zainteresowanie ważnymi zajęciami, hobby, a także uczucie obojętności połączone z brakiem perspektyw na przyszłość.
Nasz organizm jest tak zaprogramowany, aby samodzielnie przejść przez proces zdrowienia bez ingerencji np. psychoterapii. 80% osób po traumie dochodzi do zdrowia psychicznego samoistnie. Jeśli po miesiącu utrzymują się wyżej wspomniane objawy jak np. koszmary senne, przestrach w codziennych sytuacjach, unikanie myśli i osób, które kojarzą się z doświadczeniem traumatycznym, możemy mówić o zespole stresu pourazowego.
Jak reagujemy na trudne doświadczenia?
Każdy z nas inaczej przeżywa ekstremalne wydarzenia. Nawet na identyczny stresor możemy zareagować całkiem inaczej. Niektórzy przystosują się do nowej rzeczywistości od razu, jeszcze inni doświadczą chwilowej destabilizacji, a pozostali będą przez długi czas odczuwać negatywne konsekwencje związane z trudnym doświadczeniem. Niekiedy pojawiają się reakcje odroczone, czyli konsekwencje stresujących wydarzeń odczuwamy tygodnie, miesiące, a nawet lata po jego wystąpieniu. Wystarczy tzw. trigger, czyli bodziec wyzwalający w postaci słowa, zapachu, bólu, aby reakcja na stresor rozwinęła się, tak jakby wydarzenie miało miejsce chwilę temu.
Od czego zależy pojawienie się zespołu stresu pourazowego? Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Zaburzenie może się pojawić, jeśli człowiek po trudnym doświadczeniu nie otrzyma wsparcia. Ważne jest, aby porozmawiać z kimś, kto nie będzie oceniał, obwiniał, tylko nas wysłucha. Wsparcie społeczne jest jednym z najważniejszych czynników, pozytywnie wpływających na nasze zdrowie psychiczne.
Nie bez znaczenia są czynniki biologiczne i osobowościowe – np. introwertycy, neurotycy (skłonność do nadmiernego przeżywania negatywnych emocji) oraz osoby, które są niestabilne emocjonalnie są bardziej narażone na wystąpienie stresu pourazowego po pandemii.
Częściej PTSD doświadczają osoby, które już chorowały na depresję, zaburzenia lękowe czy ataki paniki. Z tego względu warto już na początku sięgnąć po wsparcie np. w postaci konsultacji psychologicznych online, ćwiczeń medytacyjnych, aby wzmocnić swoją psychikę w trakcie kwarantanny czy lockdownu.
Dlaczego pandemia może mieć charakter traumatyczny?
Doświadczenie traumatyczne jest nagłe i nieprzewidywalne. Lockdown, zamknięcie w domach i wszelkie obostrzenia pojawiły się niespodziewanie. Świat, który znaliśmy, zatrzymał się, a my straciliśmy możliwość decydowania o sobie. Takiej sytuacji nie było za naszego życia, więc nie mamy wypracowanej strategii radzenia sobie w dobie pandemii. Mniej więcej wiemy, jak się zachować, kiedy nagle stracimy pracę, musimy się zmierzyć z żałobą, ale pandemia jest dla nas czymś zupełnie nowym. Utrata porządku może być dla nas społeczną traumą. Z pewnością wzajemne wsparcie pomoże nam odnaleźć sens w nowych okolicznościach.
W trakcie pandemii część społeczeństwa utraciła wizję świata jako bezpiecznego miejsca. Okazało się, że bez względu na wiek, zawód, pozycję społeczną tak samo odczuwamy lęk o zdrowie i sytuację materialną swoją i rodziny. Zakazy i obostrzenia zachwiały naszym poczuciem sprawstwa, a przymusowa izolacja jeszcze bardziej pogłębia nieprzyjemne emocje. Brak bezpieczeństwa może podsycać panikę np. robienie zapasów jedzenia. Wtedy w naszej głowie pojawią się chaos, niepewność, więc nasz umysł może zakwalifikować pandemię jako doświadczenie traumatyczne.
Z pewnością wśród nas są osoby, które obawiają się, że jeśli zachorują, niekoniecznie na koronawirusa, to nikt im nie pomoże, ponieważ służba medyczna jest przeciążona. W tym przypadku również możemy mówić o traumie, ponieważ sytuacja jest nagła i w żaden sposób nie możemy jej kontrolować.
Po zakończeniu pandemii niektóre zachowania i odczucia z nami pozostaną. Ludzie mogą być bardziej lękliwi, odczuwać obawy przed kontaktem z drugim człowiekiem oraz przesadnie dbać o higienę osobistą. Istnieje szansa, że płyny dezynfekujące i dystans społeczny będą obecne jeszcze długo po zakończeniu pandemii. Pandemia może też uruchomić w nas reakcję na traumatyczne wydarzenie z przeszłości np. bankructwo, porzucenie, nagłą śmierć bliskiej osoby czy prześladowanie. Początkowo możemy nie rozumieć tak silnych reakcji na bodźce lub obrazy dotyczące pandemii.
Kto w czasie pandemii jest najbardziej zagrożony wystąpieniem PTSD?
W trakcie pandemii wystąpieniem PTSD (zespół stresu pourazowego) zagrożone są osoby, które straciły kogoś bliskiego. W okresie epidemii najczęściej nie mieliśmy szansy, aby się pożegnać, więc proces żałoby już na początku został zaburzony. Pogrzeby również odbiegały od standardów, które znamy.
Osoby, które były hospitalizowane w trakcie pandemii, również są zagrożone wystąpieniem PTSD. Na pewno negatywny wpływ na zdrowie psychiczne miała izolacja i walka z chorobą. W tym przypadku towarzyszą nam uczucia bezradności i lęku o własne życie. Im trudniejszy przebieg choroby, tym większe obciążenie psychiczne. Nie zapominajmy również o osobach, które chorują na inne choroby przewlekłe niż COVID-19, a dostęp do opieki medycznej w obecnym czasie jest utrudniony.
Ludzie, którzy stracili dochód lub musieli zamknąć swoje biznesy, lub zawiesić działalność również są narażeni na zespół stresu pourazowego. Brak stabilności ekonomicznej oraz obawa o sytuację materialną w przyszłości sprawiają, że tracimy grunt pod nogami, co dodatkowo nasila objawy PSTD. To czy wystąpi zespół stresu pourazowego zależy od kondycji psychicznej, umiejętności konfrontacji z emocjami oraz dostępnych zasobów, które umożliwiają poradzenie sobie z trudną sytuacją.
Lockdown spowodowany pandemią sprawił, że na dłuższy czas musieliśmy zamknąć się w czterech ścianach. Sam fakt izolacji niekorzystnie wpływa na zdrowie psychiczne i poczucie szczęścia. Trudniej mają osoby, które w domu każdego dnia doświadczają przemocy psychicznej i/lub fizycznej. Wcześniej być może miały możliwość, aby uciec od przemocy np. przebywając cały dzień w szkole, pracy, na zajęciach dodatkowych, a obecnie ten czas muszą spędzić w obecności oprawcy. Kiedy wszyscy są w domu, trudniej o ustronne miejsce, aby zadzwonić do przyjaciela lub na telefon zaufania, aby poprosić o pomoc.
Lekarze, ratownicy medyczni, pielęgniarki to kolejna grupa osób, która jest zagrożona traumą. W tym przypadku pojawia się lęk o własne życie lub zdrowie, ale powyższa grupa zawodowa jest także obserwatorem jak inni zmagają się z chorobą lub umierają.
Pamiętajmy także np. osobach starszych, którym obecna sytuacja może aktywizować nieprzepracowane traumy z przeszłości. Jeśli ktoś był więziony w obozie, izolacja, obostrzenia mogą przypomnieć przeszłe doświadczenia. Zdarza się i tak, że osoby w podeszłym wieku deklarują, że wszystko już przeżyły i już niczego się nie boją, a szczególnie zagrożenia, którego de facto nie widać.
Warto też zaznaczyć, że pandemia nie dla każdego z nas będzie doświadczeniem traumatycznym.
Jak w trakcie pandemii zadbać o zdrowie psychiczne?
Bliskie relacje pozwalają nam lepiej funkcjonować, a wsparcie społeczne to jeden z czynników, który korzystnie wpływa na jakość życia i kondycję psychiczną. Rozmowa z bliską osobą może być zbawienna. Warto nie tylko korzystać ze wsparcia przyjaciół, ale także być pomocnym dla innych. Nie tylko poczujemy się bezpieczniej, ale i wzmocnimy więzi z bliskimi osobami.
Badanie przeprowadzone przez agencję SW Research pokazuje, że Polacy o swoich odczuciach najczęściej rozmawiają z rodziną. Co piąta osoba robi to często, a 44% od czasu do czasu. Z kolei co dziesiąty dorosły w ogóle nie rozmawia z bliskimi o swoich emocjach i obawach. Rzadziej rozmawiamy z przyjaciółmi, a tylko 3 na 10 badanych sięga po pomoc psychologa lub psychiatry.
Większość Polaków deklaruje, że pandemia nie miała negatywnego wpływu na ich relacje społeczne. 18% osób stwierdziło, że relacje z partnerem/partnerką polepszyły się, a u co 10 pary uległy pogorszeniu. Z rodziną u co czwartego badanego dzięki pandemii jest lepiej. Z kolei 21% badanych przyznało, że relacje z przyjaciółmi pogorszyły się, a tylko u 17% się poprawiły.
Ograniczenie wiadomości ze świata może być uwalniające i na pewno sprawi, że poczujemy się lepiej. Obecnie z każdej strony jesteśmy zasypywani informacjami o liczbie zakażonych, zmarłych, nowych obostrzeniach lub zmianie ograniczeń, poczucie paniki tylko nasila lęk. Zdecydowanie lepiej jest raz na jeden lub dwa dni sprawdzić rzetelne informacje i odciąć się od natłoku wiadomości ze świata.
To normalne, że w trudnej sytuacji czujemy lęk, niepewność i smutek, a czasami przerażenie. Okazywanie emocji oraz ich zaakceptowanie z pewnością pozwoli także uwolnić się od nieprzyjemnych uczuć.
Warto zadbać także o swoje ciało, ponieważ długotrwały stres sieje spustoszenie w organizmie. Ruch to jeden ze sposobów, pozwalający poradzić sobie z przykrymi emocjami. Bardzo ważna jest również higiena snu, zbilansowana dieta i odpoczynek na łonie natury. Systematyczne odreagowywanie, wyrażanie emocji sprawia, że nie dochodzi do kumulacji stresu.
Wpływ epidemii na kondycję psychiczną społeczeństwa
Badania przeprowadzone w pierwszej połowie maja 2020 roku przez Uniwersytet Warszawski wskazują, że prawie 50% naszego społeczeństwa obawia się o swoją kondycję psychiczną w związku z pandemią koronawirusa. 75% osób wspomniało, że pandemia jest głównym czynnikiem stresującym w życiu. Badani przyznali, że wraz z rozpoczęciem się kwarantanny pojawiły się objawy depresyjne (38%) i nasilenie objawów lęku uogólnionego (62%). W porównaniu do okresu przed wybuchem pandemii COVID-19 poczucie stresu i obciążenia psychicznego wzrosło znacząco u 25,5% osób i nieznacznie u 34,8% ludzi.
W połowie marca, kiedy rząd ogłosił narodową kwarantannę, zamknął szkoły i zalecił pracę zdalną, dla wielu osób ta sytuacja była ekstremalnie trudna. Należało zapewnić dzieciom opiekę, stworzyć warunki do nauki online, a jednocześnie pracować zdalnie. Tak intensywny i pełen wyzwań rytm dnia sprawił, że 70% osób przyznało, że odczuwa silny stres i presję związaną z codziennymi obowiązkami.
Z kolei badanie przeprowadzone przez agencję SW Research na zlecenie Instytutu LB Medical wskazuje, że Polakom w trakcie pandemii najczęściej towarzyszą emocje lęku, niepokoju, strachu czy nawet przerażenia. Są to obawy o zdrowie i życie bliskich oraz utratę pracy. 13% osób czuje się bezradna w kwestii zachorowania na COVID-19. Co 10 osoba nie odczuwa żadnych emocji związanych z potencjalną chorobą koronawirusa.*
33% badanych twierdzi, że w trakcie pandemii najbardziej uciążliwa jest rutyna, poczucie, że każdy dzień jest taki sam, a także fakt życia pod przymusem. Z kolei 30% skarży się na konieczność rezygnacji z wyjazdów urlopowych oraz brak bezpośredniego kontaktu z bliskimi. Często pojawia się również złe samopoczucie wynikające z ciągłego zamknięcia z domu oraz braku możliwości uczestnictwa w wydarzeniach rozrywkowych. Zastanówmy się, czy społeczna izolacja, niepewność i nowe obostrzenia, ograniczające naszą wolność mogą sprawić, że pandemia będzie dla nas traumatyczna.
Pandemia jest trudnym doświadczeniem dla naszego społeczeństwa, ale większość z nas poradzi sobie z nią bez większych trudności. Tylko u niektórych osób rozwinie się zespół stresu pourazowego lub inne zaburzenia, które można skutecznie leczyć.
*Badanie „Kondycja psychiczna Polaków” przeprowadzone na zlecenie Instytut LB Medical. Badanie zostało zrealizowane w dniach 1-3.12.2020 przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel.
Teorie spiskowe nie powstają w Dolinie Krzemowej ani pod Pułtuskiem - rozmowa z dr Tomaszem Sobierajskim, socjologiem z Uniwersytetu Warszawskiego
Czym są teorie spiskowe? Kto jest na nie najbardziej podatny? Czy teorie spiskowe powstają jako antidotum dla osób, które doświadczyły tragedii? O tym wszystkim porozmawialiśmy z dr Tomaszem Sobierajskim, socjologiem z Uniwersytetu Warszawskiego. Serdecznie zachęcamy do lektury!
Bartosz Lewicki: Panie doktorze, czym są teorie spiskowe?
Tomasz Sobierajski: Zbiorem kilku faktów, strzępków informacji, półprawd, które ubiera się w mądre słowa i swobodnie kolportuje przy pomocy portali społecznościowych.
B.L.: Czy tę sytuację można porównać do rozprzestrzeniania się wirusa?
T.S.: Tak, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że wirus, żeby się roznosić musi mieć na kim pasożytować. Tak samo teorie spiskowe, rozwijają się szczególnie dobrze wtedy, kiedy padają na podatny grunt. Bardzo wzmacnia je obecnie populizm, który staje się ulubioną narracją polityczną dużej części świata.
B.L.: Zanim dojdziemy do tego, kto wierzy w teorie spiskowe, stwórzmy obraz tego, kto je tworzy i czy to może nie jest jakiś spisek, żebyśmy wierzyli w teorie spiskowe? (haha).
T.S.: Czasem, kiedy czytam te różne, wyssane z palca historie to mam ochotę jako socjolog, stworzyć jakąś spiskową teorię, wypuścić w świat i w ramach eksperymentu patrzeć, jak się rozwija. Ale czuję zbyt dużą odpowiedzialność i nigdy tego nie zrobię. Czasem teorie spiskowe tworzą ludzie z nudów, dla żartu, a czasem po to, żeby uzyskać władzę nad innymi ludźmi. Jestem przekonany, że nie ma żadnego generatora, ani miejsca na świecie, gdzie te teorie są hurtowo tworzone – ani w Dolinie Krzemowej ani pod Pułtuskiem. Być może czasem tworzą je agencje obcych wywiadów, żeby spowodować dezinformację albo firmy, które chcą zdeprecjonować konkurencję w ramach tzw. „czarnego PR”.
B.L.: Od zarania cywilizacji mieliśmy kilku bogów, z których każdy odpowiadał za inny żywioł, za inną trudną dla zrozumienia przez ówczesnych ludzi zamieszkujących ziemię sytuację. I teraz też potrzebujemy sobie jakoś ten świat dookoła uporządkować. Myślę o osobach, które przeżyły osobistą tragedię i próbują szukać jej przyczyn w jakimś spisku czy w czynnikach zewnętrznych, a nie w zwyczajne realnych wyjaśnieniach sytuacji. Czy to nie jest tak, że teorie spiskowe mogą być swojego rodzaju antidotum dla niektórych osób, które przeżyły traumę czy stratę i muszą sobie to jakoś uporządkować?
T.S.: Z wiarą w teorie spiskowe jest jak z wiarą w duchy. Niekiedy łatwiej, lepiej jest nam uwierzyć w to, że w nocy lampkę koło naszego łóżka zapala wujek Staszek, który zmarł w zeszłym roku, zamiast wezwać elektryka i przekonać się, że to wina instalacji elektrycznej. Teorie spiskowe, jak onegdaj mity, to sposoby na proste wytłumaczenie bardzo skomplikowanych procesów. Dla przykładu historia o tym, że ktoś stworzył świat w 7 dni, jest dużo prostsza niż wiara w to, że świat, w którym żyjemy i to, jacy jesteśmy jako gatunek, to proces, który trwał kilkaset milionów lat lub jeszcze dłużej.
B.L.: Ale mity i legendy były od zarania ludzkości, np. urban legends tj. czarna wołga i inne. My z Panem doktorem obiecaliśmy sobie, że nie będziemy o nich dużo mówić, żeby ich nie wzmacniać, nie zarażać nimi, ale tak naprawdę one nam towarzyszą cały czas. To nie jest wymysł dzisiejszych czasów, ale to, że mamy social media, świat stał się mały, a problemy coraz większe, przyczyniło się do tego, że z tych legend zrobiła się pseudonauka, w którą ludzie wierzą.
T.S.: Ludzie bardziej wierzą pseudonaukowcom niż naukowcom głównie z dwóch powodów. Po pierwsze, nauka jest często bardzo skomplikowana, trudna, żmudna i mało zajmująca. Po drugie, naukowcy nie są często tak fascynujący w przekazie jak pseudonaukowcy. Używają trudnych słów, nie odpowiadają na pytania zwięźle, komplikują najprostsze sprawy. A pseudonaukowcy wychodzą i mówią: „Życie jest proste jak wydalanie!”. I wszyscy są zachwyceni! Wiara w teorie spiskowe wynika w dużym stopniu z naszego lenistwa intelektualnego. Zamiast wczytywać się i wgłębiać w analizy, mamy piękną, prostą, składającą się w całość wykładnię o świecie.
B.L.: Czy socjologia jest fascynującą nauką?
T.S.: Bardzo! Nie zajmowałbym się nią, gdyby taka nie była.
B.L.: To dlaczego używają Państwo tak trudnych słów, tak trudnych opisów, które odrzucają przeciętnego czytelnika? Przeczytanie pracy naukowej z socjologii czy psychologii w całości często graniczy z cudem. Skąd bierze się tak hermetyczny język, który odrzuca ludzi, chcących się czegoś dowiedzieć o otaczającym świecie?
T.S.: Nie wiem. Mogę mówić tylko za siebie. Jestem uczony pisania w stylu „szkoły amerykańskiej”, gdzie naukowe książki z dziedziny nauk społecznych są bestsellerami wydawniczymi. U nas takie książki określa się mianem popularnonaukowych, a ich autorów deprecjonuje. Tymczasem te dwa światy można ze sobą połączyć. Tym bardziej, że socjologia nie jest fizyką kwantową. Jest sztuką obserwacji, syntezy i analizy tego, co zachodzi w społeczeństwie. Co więcej, uważam, że jako naukowcy jesteśmy zobowiązani do tego, żeby opowiadać w przystępny sposób ludziom o świecie.
B.L.: Zgadzam się. Często naukowcy zapominają o tym, że czym innym jest mówić prosto, a czym innym jest mówić prostacko i jedno nie ma związku z drugim. Rzeczywiście książki czy podręczniki pisane przez naukowców amerykańskich, czy brytyjskich z różnych dziedzin nauki pochłania się tak, jak książki sensacyjne czy thrillery. Te podręczniki czy prace akademickie pisane w Polsce często są trudne do przejścia na poziomie wstępu.
T.S.: Mam nadzieję, że będzie coraz więcej książek naukowych, które będą wciągające jak kryminały.
B.L.: Wróćmy do teorii spiskowych. Powiedział Pan „mądry zrozumie”. W takim razie kto tworzy teorie spiskowe i kto w nie wierzy? Kto jest pożywką dla wirusa?
T.S.: Wiele osób uważa, że w teorie spiskowe wierzą ludzie prości i niewykształceni. To nie jest prawda. Tu kwestia wykształcenia, wiedzy, inteligencji, czy kulturowego zaplecza nie ma często znaczenia. Wielu naukowców, nawet laureatów Nagrody Nobla powiela teorie spiskowe. Badania pokazują, że na teorie spiskowe bardziej podatne są te osoby, które mają niedobór dopaminy w mózgu. Tak się dzieje wtedy, kiedy człowiek jest sfrustrowany, zdesperowany, zmęczony. Staje się nieufny i podejrzliwy. Wtedy wirus teorii spiskowych ma większą szansę na zagnieżdżenie się w głowie delikwenta.
B.L.: Czyli możemy wszystko sprowadzić do kwestii czysto biologicznych, medycznych? Czy tabletka, która by nam wyrównała poziom dopaminy, załatwiłaby kwestię epidemii teorii spiskowych?
T.S.: Znalezienie jednej tabletki dla wszystkich byłoby trudne, ponieważ nasze procesy neuro-przekaźnikowe działają bardzo różnie, ale przynajmniej wiemy, jak postępować w przypadku osób, które wierzą w teorie spiskowe, jak przeciwdziałać ich frustracji.
B.L.: Chyba że uszczęśliwiają ich teorie spiskowe właśnie… ale zaczęliśmy rozmawiać o tym, co możemy z tym zrobić. Jakie jeszcze możemy przedsięwziąć kroki, działania, żebyśmy ograniczali rozrost czy też wpływ teorii spiskowych na społeczeństwo?
T.S.: Jest kilka możliwości. Pierwsza, to zdanie sobie sprawy z tego, że serwisy społecznościowe nie mogą być naszym jedynym źródłem informacji o świecie. Druga, to znalezienie w otoczeniu osób, którym ufamy w danych sprawach. Komuś w kontekście ekonomii, a komuś innemu w kwestiach medycyny. Trzecia, to umiejętność krytycznej oceny tego, co usłyszymy z mediów.
B.L.: Ale czy odpowiedzialność nie powinna bardziej leżeć również po stronie rządzących? Konia z rzędem temu, kto zna wszystkie ustawy, rozporządzenia czy nawet porady różnych ministerstw i urzędów centralnych. To jest napisane tak niezrozumiałym tekstem, a dodatkowo ciężko to znaleźć, że mamy problem z dostępem do prawdy czy do tego, co chcielibyśmy, żeby było prawdą.
T.S.: Nie bardzo wiem, co powiedzieć, ponieważ przestałem ufać politykom już bardzo dawno.
B.L: Tu chodzi mi o urzędników, którzy swoją ciężką pracą pomagają zarządzać krajem, ale jeśli chodzi o komunikację i tłumaczenie pewnych rzeczy, jest to - w porównaniu z innymi krajami - raczkujące i nieudolne. Pytanie, czy to jest specjalnie robione, czy nikomu na tym nie zależy, ponieważ nikt nie jest z tego rozliczany?
T.S.: Chcę wierzyć, że jest mnóstwo ludzi w urzędach i ministerstwach, którzy chcą dobrze, ale być może od momentu, kiedy coś wymyślą, do momentu, kiedy to ujrzy światło dziennie i zaczyna obowiązywać, zdarza się szereg nieprzewidzianych rzeczy i przeinaczeń. To może być kwestia uciętego zdania, przecinka. Powstało mnóstwo pięknej literatury na temat tego, jak człowiek gubi się w gąszczu biurokracji. Co mieliby zrobić urzędnicy?
B.L.: Pisać bardziej zrozumiałe dokumenty, używać bardziej zrozumiałego dla większości społeczeństwa języka, nie bać się komunikować swoich decyzji i powodów, być bardziej otwartym tak jak każde przedsiębiorstwo i każda firma. W nowoczesnym świecie, jeżeli dana firma czy instytucja chce być akceptowana oraz rozumiana przez klientów i interesariuszy musi mówić prostym językiem, innym od tego, którym porozumiewa się wewnątrz. To jest tak samo jak z naukowcami, dokładnie ten sam przypadek tylko w odniesieniu do innej grupy społecznej. Pytanie do socjologa i też prośba o prosty język dla nas - słuchaczy niesocjologicznych. Co teorie spiskowe i wiara w nie mówi o nas jako o zbiorowości, całym społeczeństwie i czy nie jest tak, że w porównaniu z XIX czy XX wiekiem wielkich odkryć, atomu, wynalazków nie cofnęliśmy się trochę w rozwoju?
T.S.: Nie, moim zdaniem nie cofnęliśmy się. Mnie na przykład cieszy to, że ludzie czytają teorie spiskowe, bo to znaczy, że coś w ogóle czytają. Niedobrze, że robią to bezrefleksyjnie. Naszą zmorą cywilizacyjną jest to, że przestaliśmy rozróżniać fakty od opinii. XX wiek był wiekiem faktów. Natomiast w tej chwili żyjemy w świecie opinii. Bardzo trudno znaleźć miejsce w przestrzeni - chociażby medialnej - gdzie możemy z całą pewnością powiedzieć, że to jest fakt, a nie opinia. Ile światów, tyle opinii. Na Facebooku czy Instagramie jesteśmy w stanie uwierzyć każdej osobie, nie sprawdzając, kim ta osoba jest. Jeśli nagrała filmik i mówi o szczepionkach, to znaczy, że musi się na tym znać. Bo gdyby się nie znała, toby nie mówiła, prawda?
B.L.: No właśnie, kwestia celebrytów, którzy są tak popularni, że uwierzyli w to, że ich zdanie jest ważniejsze od zdania ekspertów i my w to wierzymy. Z czego to się bierze?
T.S.: Z poczucia boskości. Kiedy ma się milion obserwujących i codzienną dawkę uwielbienia w komentarzach, to można się pogubić. I niektórzy wchodzą w rolę nadludzi, kapłanów, przewodników duchowych, włączają kamerę w telefonie i klepią farmazony. A po drugiej stronie wyznawcy oglądają to z wypiekami na twarzach i wierzą w każde słowo. Celebryci stali się autorytetami od wszystkiego. Jeśli w jednym tygodniu polecają maszynkę do mięsa, samochód i buty, to dlaczego nie mieliby opowiedzieć o kosmosie czy wirusie.
B.L.: Zbliżając się do końca naszej rozmowy, choć moglibyśmy jeszcze długo rozmawiać, proszę o krótki przepis, poradę, w jaki sposób odróżnić teorię naukową od pseudoteorii naukowej.
T.S.: Trzeba dokładnie sprawdzić, gdzie jest jej źródło. I nie dać się zwieść na przykład tytułowi naukowemu. No i nie czerpać wiedzy tylko z Facebooka.
B.L.: To w takim razie skąd?
T.S.: Jest ogromna, fantastyczna, wielka przestrzeń Internetu. Ale z niego też korzystajmy mądrze. To fajne narzędzie, ale zaprogramowane w odpowiedni sposób. Ma ułatwiać nam życie, podrzucając najlepsze dla nas treści. Jeśli przez tydzień będziemy wpisywać w wyszukiwarkę hasła związane z teoriami spiskowymi, to algorytm dość szybko nauczy się, że to jest to, czego potrzebujemy do życia i będzie nam je „ułatwiał”, podsyłając nam tylko takie treści.
B.L.: A rozmowa z Panem przekonuje mnie, że w Polsce brakuje prawdziwych edukowców, takich jak Pan, z którymi można w prosty sposób porozmawiać o trudnych i złożonych sprawach. Bardzo dziękuję za rozmowę.
T.S.: Bardzo dziękuję!
Szybka pomoc obok domu – Centra Zdrowia Psychicznego
W kryzysie psychicznym liczy się czas. Problemy lubią szybko się pogłębiać i trzeba działać błyskawicznie. Natychmiastowa, różnorodna, bezpłatna, blisko domu, włączająca w terapię bliskich, zmieniająca się w zależności od nowych potrzeb oto cechy pomocy, jaką można dostać w Centrum Zdrowia Psychicznego.
Kłopoty ze spaniem, skoki wagi, problemy z panowaniem nad sobą, psujące się dobre dotąd relacje z ludźmi, kłopoty z pamięcią i koncentracją, brak energii, bóle stawów, pleców, brzucha czy głowy, kompulsywne wykonywanie jakiejś czynności, stany lękowe, ataki paniki, utrata chęci życia, poczcie bezbrzeżnego smutku, podejmowanie ryzykownych działań – mogą to być objawy kryzysu psychicznego wymagające kontaktu ze specjalistą. Natychmiastową pomoc, bez konieczności rejestrowania się wcześniej, zapowiadania swojego przyjścia, bez skierowania, proponują Centra Zdrowia Psychicznego. Mamy w Polsce 33 takie miejsca. Gdzie i jak działają, jakim terenem się opiekują, można sprawdzić na stronie centrów czp.org.pl lub na ich profilu na Facebooku – Pilotaż Centrów Zdrowia Psychicznego. Powstają po to, by pomoc w kryzysie psychicznym nie była skoncentrowana na izolowaniu w szpitalu ale żeby rozwijało się leczenie środowiskowe – blisko domu, w sąsiedzkiej społeczności, nie wyrywające z rytmu życia.
Kiedy zgłosić się do Centrum Zdrowia Psychicznego?
Do Centrum Zdrowia Psychicznego można przyjść mając diagnozę schizofrenii, choroby afektywnej dwubiegunowej, depresji, zaburzeń osobowości ale też przeżywając wypalenie w pracy, odejście bliskiej osoby, cierpiąc na bezsenność czy czując utrudniający życie lęk. Można przyjść po długim, którymś z kolei, pobycie w szpitalu psychiatrycznym ale też po to, by pierwszy raz szukać specjalistycznej pomocy psychiatrycznej czy terapeutycznej. Kryzys psychiczny jest pojemnym pojęciem i statystycznie co czwarty z nas doświadczył, doświadcza lub doświadczy załamania zdrowia psychicznego. Może ono być efektem trudnego wydarzenia, jak utrata pracy, rozwód, dolegliwości związane z wiekiem. Może też wypływać z wnętrza, z podwyższonej, w porównaniu z innymi, wrażliwości na rzeczy, które niesie życie. Jeżeli organizm śle nam niepokojące sygnały, że coś ze zdrowiem psychicznym jest nie tak, lepiej przyjść na konsultację niepotrzebnie niż zbagatelizować coś, co pogłębiając się może nam skomplikować funkcjonowanie, uniemożliwić pracę, zrujnować ważne więzi z ludźmi.
Punkt Zgłoszeniowo – Koordynacyjny w Centrum Zdrowia Psychicznego – co powinniśmy wiedzieć?
Psychiatrzy często mówią, że pierwszą pomocą w kryzysie jest rozmowa i to właśnie od niej zaczyna się wsparcie w Centrum Zdrowia Psychicznego. W sercu każdego z nich, jakim jest Punkt Zgłoszeniowo-Koordynacyjny, dyżuruje specjalista, zwykle psycholog lub psychoterapeuta czekający na potrzebujących wsparcia. Miejsce to czynne jest we wszystkie dni powszednie, na ogół w godz. 8-18 a w Koszalinie do godz. 20. Do Punktu Zgłoszeniowo Koordynacyjnego można przyjść samemu lub z kimś bliskim, żeby dodawał otuchy ale też, jeśli na to pozwolimy, opowiedział o naszym problemie ze swojego punktu widzenia. Można przyjść w swojej sprawie ale też dotyczącej kogoś z rodziny lub grona przyjaciół - szukać inspiracji w kwestii postępowania z bliską osobą doświadczającą kryzysu, żeby zapytać, jak ją namówić do leczenia, dokąd ją pokierować, jak z nią rozmawiać, jak się nią zająć.
Jak wygląda rozmowa w Punkcie Zgłoszeniowo – Koordynacyjnym?
Rozmowa w Punkcie Zgłoszeniowo Koordynacyjnym przypomina pierwszą wizytę u psychiatry, psychologa lub psychoterapeuty. Poza poruszeniem kwestii, co nas akurat teraz sprowadziło po pomoc, można spodziewać się pytań o styl życia, jakość snu, odżywianie, pamięć, koncentrację, nastrój. Jeśli osoba zgłaszająca się po wsparcie, leczyła się psychiatrycznie, dobrze by było, żeby przedstawiła dokumentację medyczną, listę przyjmowanych leków.
Na co możemy liczyć w Centrum Zdrowia Psychicznego?
Na podstawie rozmowy w Punkcie Zgłoszeniowo Koordynacyjnym zostaje opracowany wstępny plan leczenia. Mogą to być regularne wizyty u psychiatry, psychoterapia indywidualna lub grupowa, pobyt na oddziale dziennym, takim na który przychodzi się w każdy dzień powszedni na kilka godzin zajęć terapeutycznych i relaksacyjnych, by po nich wrócić do domu. Na oddziale dziennym pacjenci mają kontakt z psychologami, psychiatrami, terapeutami i pielęgniarkami psychiatrycznymi. Dostają opiekę terapeutyczną ale i farmakologiczne wsparcie – wydawane im są zalecane przez psychiatrę leki. Centrum Zdrowia Psychicznego proponuje pacjentom także domową pomoc – w ramach Zespołu Leczenia Środowiskowego działają w nim zespoły mobilne odwiedzające podopiecznych w ich mieszkaniach, gdzie pracują z nimi i ich rodzinami. W przypadkach nagłych, zagrażających życiu i zdrowiu pacjenta, jak ostra psychoza, ciężka depresja czy uporczywe myśli samobójcze, można skorzystać z całodobowego wsparcia. Każde centrum ma łóżka kryzysowe na oddziale psychiatrycznym szpitala, przy którym się mieści lub z którym współpracuje. Ponieważ po wyjściu z całodobowego oddziału pacjent ma zapewnione dalsze leczenie w Centrum Zdrowia Psychicznego, pobyty w szpitalu mogą być jak najkrótsze. Pomoc podąża za dynamiką kryzysu. Jeśli stan pacjenta wyraźnie się pogarsza a dotąd korzystał tylko z wizyt u psychiatry, można go skierować na oddział dzienny albo na psychoterapię.
Centra proponują pomoc osobom dorosłym, które ukończyły 18 lat i które mieszkają na terenie ich odpowiedzialności, w ich sąsiedztwie. Ten drugi warunek związany jest z ideą środowiskowego leczenia – blisko domu, w lokalnej społeczności. Przy przyjmowaniu pacjentów liczy się miejsce zamieszkania a nie zameldowania. Jeśli więc na przykład pomocy będzie potrzebował student zameldowany w Szczecinie a mieszkający na warszawskiej Woli, jak najbardziej będzie mógł skorzystać z form wsparcia proponowanych przez wolskie centrum.
Pomoc jest bezpłatna także dla osób, które nie posiadają ubezpieczenia. Zgodnie z ustawą o osobach doświadczających kryzysu psychicznego, mają też one prawo do refundowanych leków.
Poza personelem medycznym w centrach można spotkać asystentów zdrowienia czyli osoby, które same przeszły przez głęboki kryzys psychiczny, opanowały go, skończyły szkolenie przygotowujące do roli asystenta zdrowienia, by służyć pacjentom i ich bliskim. Asystenci zdrowienia pracują na oddziałach dziennych, całodobowych, w zespołach jeżdżących do domów. Dzielą się z pacjentami swoim doświadczeniem zdrowienia, pomagają im zbudować ich ścieżkę do zdrowia. Są przykładem na to, że z kryzysem można sobie poradzić. Chodzą z pacjentami na spacery, prowadzą dla nich grupy wsparcia.
Misja Centrów Zdrowia Psychicznego
Centra współpracują z Domami Pomocy Społecznej tak, żeby roztoczyć opiekę nad ich podopiecznymi, którzy mogą potrzebować psychiatrycznego wsparcia ale też po to, by kierować tam swoich pacjentów mogących mieć problemy w zapewnieniu sobie godziwego życia. W idei Centrów chodzi o to, żeby budowało sieć jak najlepszej pomocy dla osób, które doświadczają kryzysu a mieszkają na terenie ich działania. Stąd między innymi pomysł na zacieśnianie współpracy z lekarzami pierwszego kontaktu pracujących w przychodniach położonych w okolicy centrów.
Choć wszystkie Centra Zdrowia Psychicznego łączy idea budowania przyjaznej pomocy, zdarza im się nieco różnić sposobem, w jaki to realizują. Dzięki temu mogą podpatrywać u siebie nawzajem pozytywne wzorce, żeby wprowadzać je u siebie. W mokotowskim Centrum Zdrowia Psychicznego działają tematyczne grupy wsparcia – pracy z ciałem, sportowa, artystyczna. Wolskie Centrum ma klub Fajrant, w którym pacjenci mogą spędzać wolny czas na rozmowach, wspólnym przygotowaniu jedzenia, zajęciach proponowanych przez terapeutów. Koszalińskie Centrum Zdrowia Psychicznego planuje zatrudnić dietetyka. Wola i Mokotów mają mieszkania chronione. Przy niektórych centrach działają grupy wsparcia dla bliskich.
Centra Zdrowia Psychicznego działają w Polsce na razie w ramach pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Testującego tę nową formę pomocy. Pilotaż ma się zakończyć wraz z końcem 2022 roku. Wtedy obok tych, które brały udział w pilotażu, zaczną powstawać stopniowo kolejne centra, korzystające z ich doświadczeń. Do końca roku 2027 ma być w Polsce 300 Centów Zdrowia Psychicznego. Tak, żeby każdy dorosły mieszkaniec Polski miał dostęp do ich pomocy.
Więcej informacji:
www: czp.org.pl
Facebook: Pilotaż Centrów Zdrowia Psychicznego
Kontakt telefoniczny z Centrum Zdrowia Psychicznego: 22 21 82 226 lub 22 21 82 274
Tekst: Katarzyna Szczerbowska, rzeczniczka Biura do spraw Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego

Kiedy warto iść do psychiatry i o czym z nim rozmawiać? - rozmowa z prof. Jakubem Kaźmierskim, psychiatrą z Uniwersytetu Medycznego z Łodzi
Poszukać pomocy specjalisty warto zanim nasz lęk wymknie się spod kontroli. Zwlekanie z wizytą u lekarza może spowodować, że lęk będzie trudno okiełznać. Kiedy warto iść do psychiatry i o czym z nim rozmawiać? – z prof. Jakubem Kaźmierskim, psychiatrą z Uniwersytetu Medycznego z Łodzi i Centrum Psychiatrii i Psychoterapii Med_Art, rozmawia Krystyna Romanowska.
Krystyna Romanowska: Jak rozpoznać, że lęk, który nas ogarnia, wymaga konsultacji lekarza?
Jakub Kaźmierski: Spróbujmy najpierw odróżnić lęk od strachu, bo często korzystamy zamiennie z tych określeń, a znaczą one coś zupełnie innego. Strach jest racjonalny, odruchowy. Lęk – może pojawić się w sytuacjach, w których wcale nie musimy się niczego obawiać. Strach czujemy w reakcji na bezpośrednie zagrożenie, widząc np. zbliżającego się napastnika, kiedy podejmujemy decyzję: walka czy ucieczka. Lęk odczuwamy „na wyrost”, przed sytuacjami, które mogą się wydarzyć, a które czasami w ogóle nie zaistnieją. Lęk bywa bardziej wyobrażeniowy niż osadzony w realiach. Towarzyszy każdemu z nas i jest to naturalne, bo gdyby tak się nie działo, nie bylibyśmy w stanie modyfikować naszych zachowań, przewidywać konsekwencji naszych działań i unikać takich, które mogą być dla nas szkodliwe. Są jednak momenty, chwile, w których pojawia się lęk i powinien jednak zostać zdiagnozowany. Kiedy tak się dzieje? Jeżeli lęk pojawia się w kontekście wydarzeń, które są neutralne i przyjemne – spotkanie z przyjaciółmi, wyjście na zakupy do hipermarketu, podróż samochodem. Jeżeli jest nadmiarowy, np. czujemy lęk przed nowym projektem, który wcale nie jest specjalnie wymagający i nie różni się od tego, co wcześniej robiliśmy – a jednak występują problemy ze snem, niepokój. Z medycznego punktu widzenia, jako lekarze, zadajemy sobie pytanie, czy objawy pacjenta i to, co mówi krystalizują nam się w obraz zaburzenia nerwowego. Jeżeli tak się dzieje – to znaczy, że sytuacja wymknęła się normalnemu przeżywaniu lękowemu – i zaczyna to być problem zdrowotny.
K.R.: Któremu towarzyszą napady paniki?
J.K.: Tak. Napady paniki mogą się pojawiać w sytuacjach neutralnych: w kinie, w teatrze, podczas oglądania telewizji z rodziną, nawet w czasie snu. Nic ich nie zapowiada. Ale najciekawsze jest to, że wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że właśnie takiego ataku doświadczyli, że jest on skutkiem niedostrzegalnego przedłużającego się lęku. Ataki paniki są odczuwane jako objawy somatyczne: ból, ucisk w klatce piersiowe, brak tchu. Często ludzie dzwonią na pogotowie, bo myślą, że mają zawał serca, boją się, że umrą na udar. Jest to tak realne doznanie, że pacjentowi trudno jest zaakceptować psychogenny charakter tego doświadczenia. Nie wierzy, że dotyczy to głowy, a nie całego ciała. Jeżeli mamy do czynienia z dwoma – trzema napadami paniki i pacjent zaczyna o nich intensywnie myśleć, bać się ich – potrzebna jest konsultacja lekarza. Samo myślenie o napadach paniki powoduje wzrost napięcia i niepokoju, bezsenność, nadmiarową koncentrację na ciele (ludzie wsłuchują się w bicie serca, ono zaczyna bić coraz szybciej, mierzą też zbyt często ciśnienie) – zaczynamy mieć do czynienia z błędnym kołem lęku. On może prowokować kolejne napady paniki. I, rzeczywiście, coraz trudniej będzie się z tego wydostać. Wtedy wizyta u specjalisty jest niezbędna.
K.R.: Czy można żyć na tyle świadomie, żeby zapobiegać napadom lęku? Stosować swoją własną profilaktykę anty-lękową? I czy jest tak, że jeżeli już się pojawią napady paniki to nie ma odwrotu i będą się one nasilać?
J.K.: To nie jest tak, że jeden czy dwa napady paniki, implikują następne. I zawsze już tak będzie. Wcale nie musi się tak zadziać. Pamiętajmy, że napady paniki w tych nieoczywistych sytuacjach mogą być spowodowane faktem, że w życiu człowieka zdarzył się zbyt mocny stres, ale było to kilka miesięcy wcześniej. Osoba, która go doświadczyła, przyjęła wobec niego aktywną postawę, stawiła mu czoło, wzięła odpowiedzialność za to, co się dalej wydarzyło. To zwykle jest duże emocjonalne wyzwanie – a napięcie i sztucznie stłumiony lęk odzywa się właśnie w formie napadów paniki. Są to zewnętrzne przyczyny lęku. Ale równie dobrze napady paniki mogą być pochodną tego, co się dzieje w naszym życiu wewnętrznym: tkwienia w toksycznym związku, impasie, konflikcie wewnętrznym. Bywa, że ludzie zdają sobie z tego sprawę, ale nie mają do końca wglądu w tę sytuację – jednak psychika daje o sobie znać mówiąc: „mam dosyć”. Osoby będące w złych, krzywdzących związkach zdają sobie sprawę, że powinny odejść, ale jednocześnie nie wyobrażają sobie życia bez partnera/ki. Nie są ze sobą wewnętrznie pogodzeni, ale jednocześnie nie robią nic, aby zakończyć trudną sytuację. Tacy ludzie także doświadczają napadów paniki. Trudno jest jednoznacznie im zapobiec, ponieważ są one wypadkową predyspozycji psychicznych danej osoby oraz tego, co się dzieje wokół niej. Ale możemy coś dobrego zrobić, np. stosować dojrzałe mechanizmy obronne radzenia sobie z sytuacjami stresowymi: poczucie humoru, dystans, tłumienie, polegające na czasowym większym skupieniu się na innych sprawach, zmniejszeniu naszych reakcji emocjonalnych związanych z problemem i stopniowym wypracowaniu konstruktywnego rozwiązania. Wyjściem z sytuacji będzie też skończenie szkodliwych relacji. Dobrze jest także podczas pierwszego ataku paniki – wiem, że łatwo się to mówi – po prostu nie brnąć w poetykę lęku, nie nakręcać się. Jasne, trzeba zrobić podstawowe badania: EKG, badania laboratoryjne, konsultację lekarską. Jeżeli wyniki są prawidłowe – dobrze jest się od tego incydentu odciąć, mówiąc sobie: „Nic mi nie dolega, zdarzył mi się napad lęku, bo wielu ludzi spotykają takie rzeczy”. Starajmy się funkcjonować tak jak do tej pory. Oczywiście, zawsze warto zastanowić się czy nie jest to sygnał do zmiany w życiu, bo może jest w nim coś, co mi szkodzi. Wtedy warto udać się po pomoc do specjalisty, żeby pracować właśnie nad tym problemem, a nie nad samymi napadami paniki.
K.R.: Czy zdaniem Pana, najlepszym sposobem radzenie sobie ze stresem, który często jest powodem lęku, jest jakiekolwiek działanie w kierunku tego, aby ten stres zniknął. Czyli: jeżeli w mojej pracy jest mobbing to nie przyzwyczajam się do tej sytuacji znajdując sobie zajmujące hobby, tylko – w miarę możliwości – szukam sobie nowej pracy. Jakie są zależności między stresem a lękiem?
J.K.: Stres jest presją zewnętrzną: negatywną bądź pozytywną, wiąże się z koniecznością dostosowania się i zmiany dotychczasowego zachowania. Im więcej takich sytuacji w krótkim czasie, tym nasz organizm może nie zdążyć z dostosowywaniem się do tych zmian. Tempo życia to nic innego jak sprostanie nowym zadaniom, wyzwaniom, okolicznościom. Lęk może i jest powodowany przez stres. Mechanizm fizjologiczny w tym przypadku jest taki, że duża liczba wyzwań zmusza nasze ciało do przestrojenia się do ciągłej fazy walki: przyśpieszone tętno, podwyższone ciśnienie, wysoki poziom kortyzolu i adrenaliny. Do tego zbyt mało czasu na odpoczynek – to może skutkować lękiem psychologicznym związanym z sytuacją przedłużającego się napięcia i braku odprężenia. Ludzie wtedy myślą: „Ja tego nie wytrzymam”…
K.R.: Co dokładnie kryje się pod sformułowaniem: „Ja tego nie wytrzymam”?
J.K.: „Nie wytrzymam” czyli „nie poradzę sobie, zawiodę szefa, współpracowników, będzie wstyd, bo zawsze sobie radziłem/am”. Albo „rozchoruję się” – osoba doświadczająca stresu będzie się musiała leczyć na serce. Ale, o ile łatwiej nam iść na zwolnienie, jeżeli mamy kłopoty np. z żołądkiem, o tyle trudniej jest się przyznać, że przewlekły stres jest powodem, aby się leczyć. Mówimy sobie: „Takie jest życie” i nie za bardzo chcemy zwolnić. Oczywiście, jeżeli coś nas stresuje, dobrze jest pracować nad zmianą, żeby mieć poczucie sprawczości. I zobaczyć, jak się z tym działaniem czujemy. Pacjenci przychodzą po „leki na lęk” będąc u progu wytrzymałości nerwowej czy – odwrotnie – na początku drogi. Zdecydowanie większa jest ta pierwsza grupa. Bardzo rzadko mówiłem pacjentowi, że w mojej ocenie, nie potrzebuje wspomagania farmakologicznego.
K.R.: To dobrze czy źle?
J.K.: Ciekawe pytanie. Moim zdaniem, lepiej przyjść wcześniej. Nawet wtedy, jeżeli nie jesteśmy pewni czy to nam potrzebne. Niech to zweryfikuje to lekarz. Zawsze jest to lepsze niż np. męczenie się przez rok czy kilka lat w dyskomforcie, bezsenności, drażliwości, napadach agresji. Po prostu nie warto cierpieć, skoro można sobie pomóc. Wcześniejsza wizyta może skutkować tym, że nie trzeba będzie włączać leczenia farmakologicznego – tylko po prostu skorzystać z terapii u psychologa. Pamiętajmy, że – jeżeli niekomfortowa lękowa sytuacja trwa długo – „odkręcenie” całej spirali może być bardzo trudne. Organizm na poziomie fizjologicznym może się już tak mocno zbuntować i wymknąć spod kontroli procesów regulacyjnych, że farmakologia będzie niezbędna, aby doznał ulgi. Pomoc z zewnątrz i wyregulowanie organizmu pozwoli na to, żeby pacjent zaczął spokojnie, a nie chaotycznie myśleć, popatrzył z dystansem na sprawy i zacząć pracę terapeutyczną. W dużym stresie, lęku i bezsenności, terapia nie ma sensu, trudno jest wtedy efektywnie pracować. Procesy poznawcze są wtedy zaburzone i trudno jest liczyć na postępy. Leki przeciwlękowe wpływają na trzy układy: serotoninowy, noradrenergiczny i dopaminowy. Są takie, które wpływają tylko na jeden układ, inne – na dwa jednocześnie albo nawet na trzy. Zasada działania polega na zwiększeniu serotoniny, noradrenaliny, ale także regeneracji synaps w mózgu. Odświeżają nam układ nerwowy, robią jego swoisty update. To powoduje, że pacjent zaczyna lepiej się czuć i jaśniej myśleć. Oczywiście, nie działa to w taki sposób, że po jednym dniu ludzie czują się jak nowonarodzeni czy świetnie wyspani. Ale po dwóch – trzech tygodniach można już odczuć pierwsze symptomy poprawy. Podkreślam, że te leki nie uzależniają i nie musimy zwiększać ich dawki. Nie należy się tych leków bać, są coraz bardziej nowoczesne i po prostu skuteczne jeżeli chodzi o działanie przeciwlękowe.
K.R.: Zawsze rekomenduje Pan psychoterapię jako działanie wspomagające przy leczeniu przeciwlękowym?
J.K.: Proponuję pacjentom, by zaplanowali sobie psychoterapię wówczas, kiedy się lepiej poczują po przyjęciu leku. Z jednego prostego powodu: w pewnym momencie leczenie farmakologiczne się skończy – oczywiście dzieje się to stopniowo – zmniejszamy dawkę obserwując jak się pacjent czuje. A psychoterapia jest po to, aby nie dopuścić ponownie do sytuacji, które wpędzą pacjenta w złe samopoczucie. Psychoterapia daje narzędzia do tego, aby osoba poczuła siłę: wzięła sprawy w swoje ręce: nauczyła się nie powielać schematów poznawczych czy zachowań, które doprowadziły do lękowych sytuacji.
K.R.: Żyjemy w bezprecedensowym czasie pełnym niepewności. Nawet nie niebezpieczeństwa, na które moglibyśmy odpowiedzieć strachem. Raczej sytuacji, w której nie wiemy, co się stanie – to musi i generuje więcej lęków niż dotychczas.
J.K.: Tak, i widać to w gabinecie – lęk stał się codzienną emocją. Obserwuję w mojej poradni bardzo duże zapotrzebowanie na wsparcie. Niestety, muszę przyznać, że sytuacja jest patowa. Z jednej strony mamy dużą niepewność i lęk przed przyszłością (stabilność pracy i finanse, zdrowie), a z drugiej – mamy bardzo niewiele możliwości rozładowania lęku.
K.R.: Dlatego wszyscy morsują. Gdzieś ten lęk trzeba utopić. Najlepiej w zimnej wodzie.
J.K.: Niewykluczone (śmiech). To świetny sposób na przełamanie bezsilności, oczywiście, jeżeli robimy to z głową. Skupienie się na tu i teraz. Ktoś inny biega, ja bym pewnie wsiadł na konia. Ludzie szukają możliwości oderwania myśli od tego, co się dzieje i od zastanawiania się nad przyszłością. Nie mogą usiąść na kawie i porozmawiać – a dialog, zwykłe „przegadanie” ważnych dla nas spraw ma wartość terapeutyczną i jest wentylem bezpieczeństwa. Jesteśmy pozbawieni możliwości relaksu w rodzaju kina, teatru, koncertów. Siłownie także są zamknięte. Taka długotrwała sytuacja braku możliwości rozładowania lęku skutkuje tym, że wsparcie farmakologiczne – tarcza ochronna – jest nam coraz częściej potrzebna, żeby przetrwać ten trudny czas.
K.R.: Jakie są najskuteczniejsze działania antylękowe?
J.K.: Na pewno powiem truizmy, ale one okazują się głęboką prawdą. Wszyscy o nich wiedzą, ale mało kto je stosuje. Pamiętajmy: każdy z nas ma swoją granicę wytrzymałości, do której nie powinien się zbliżać albo powinien to robić bardzo rzadko – ale na pewno nie przekraczać. Dobrze jest tę granicę wyczuwać. Na przestrzeni miesięcy i lat warto zaobserwować, jak to działa. Np. ile zadań w pracy jestem w stanie zrealizować w ciągu jednego dnia bez poczucia niepokoju czy rozedrgania? Ile trudnych, wymagających rozmów jestem w stanie przeprowadzić w tygodniu? Ta umiejętność pozwala na danie sobie czasu i przestrzeni na regenerację, a nie nieustanne zapędzanie siebie w kozi róg. Jasne, czasami sami sobie stwarzamy presję („szybko i nie widać końca”), ale nie może się to zdarzać co dwa tygodnie. Potrzebna jest nam higiena codzienności: systematyczny ruch wpleciony w nasze życie- tym częstszy, im więcej mamy stresu. Jeżeli nie będziemy sobie racjonalnie planować pracy – to szybko się wypalimy. Lepiej pracować długo z wydajnością 70 proc. niż na 120 proc. i po pół roku iść na zwolnienie. Niebezpieczeństwem jest sięganie po używki jako formy relaksu czy radzenia sobie z problemami.
K.R.: Jakie pytania warto sobie zadać przed pójściem do psychiatry?
J.K.: Dobrze jeśli osoba wybierająca się na wizytę spróbuje porównać siebie dzisiaj ze sobą w momencie, w którym się czuł dobrze. Ważna jest dla nas zmiana. I jest dla nas bardzo ważna. Chodzi o uchwycenie czy ten problem, z którym przychodzi pacjent nabrzmiał, jak bardzo jest nasilony i jak mocno przeszkadza w życiu w porównaniu do tego, co było wcześniej. Dobrze, żeby obserwować u siebie perspektywę zmiany w ciągu procesu leczenia. Chciałbym, żeby pacjenci nie bali się nas, specjalistów. Ja wiem, że mówienie o swoich intymnych sprawach i słabościach jest trudne. Ale dla nas nie ma w tym nic niezwykłego, zaskakującego, traktujemy to naturalnie. Słuchając pacjentów skupiamy się bardziej na konkretach, które pozwolą nam pacjentowi pomóc. Analizujemy jego wypowiedź na temat samopoczucia pod kątem depresji czy rodzaju zaburzenia lękowego. A może zupełnie czegoś innego, związanego z czynnikami sytuacyjnymi, osobowościowymi? Zazwyczaj na pierwszej wizycie nie pytamy o bardzo trudne traumatyczne rzeczy, o ile pacjent sam nie uzna, że chce o nich opowiedzieć. Wolimy, żeby poczuł się bezpiecznie i na kolejnej wizycie podzielił się z nami tym, co było najboleśniejsze w jego życiu i być może przyczyniły się do sytuacji, w jakiej teraz się znalazł.
Źródła wiedzy o zdrowiu psychicznym są rozproszone. Badanie przeprowadzone przez Instytut LB Medical oraz SW Research
Według badania przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Instytutu LB Medical 44 proc. Polaków wyszukujących informacji z zakresu zdrowia psychicznego w Internecie uważa, że jest ich dużo, ale są rozproszone w wielu miejscach. Dlatego postanowiliśmy ruszyć z portalem NASZAwtymGŁOWA, na którym w jednym miejscu będziemy gromadzić ciekawe treści z zakresu zdrowia psychicznego we współpracy z naszymi ekspertami - psychologami, psychoterapeutami oraz psychiatrami.
Źródła wiedzy o zdrowiu psychicznym są rozproszone
Dla prawie jednej trzeciej badanych, którzy wyszukują informacje w zakresie zdrowia psychicznego, źródło wiedzy stanowią portale poświęcone zdrowiu i medycynie (31 proc.), a nieco mniejszy odsetek respondentów wpisuje dane zagadnienia w wyszukiwarkę (30 proc.). W dalszej kolejności badani wskazują na czerpanie wiedzy z artykułów naukowych (23 proc.) oraz z rozmów z lekarzem, psychoterapeutą czy innym specjalistą (21 proc). Większość badanych ocenia, że ilość informacji dotyczących zdrowia psychicznego jest duża. 44% osób wyszukujących informacji w zakresie zdrowia psychicznego uważa, że jest ich dużo, ale są rozproszone w wielu miejscach.*
* Badanie „Źródła wiedzy na temat zdrowia psychicznego” przeprowadzone na zlecenie Instytutu LB Medical. Badanie zostało zrealizowane w dniach 22-26.12.2020 przez agencję SW Research metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel.
Instytut LB Medical odpowiada na potrzeby Polaków! W ramach autorskiej kampanii edukacyjno-społecznej #NASZAwtymGŁOWA wystartował portal, będący pigułką wiedzy w obszarze zdrowia psychicznego
44% Polaków wyszukujących informacji w zakresie zdrowia psychicznego uważa, że jest ich dużo, ale są rozproszone w wielu miejscach.* Dlatego Instytut LB Medical, który jest inicjatorem kampanii #NASZAwtymGŁOWA, wychodzi naprzeciw potrzebom rodaków i uruchamia portal naszawtymglowa.pl będący kompendium wiedzy na temat zdrowia psychicznego dla osób, które interesują się profilaktyką, poszukują wsparcia oraz odpowiedzi na nurtujące pytania z zakresu zdrowia psychicznego. Ciekawe tematy znajdą także osoby, które pasjonują się psychologią.
Portal naszawtymglowa.pl działa w ramach kampanii edukacyjno-społecznej #NASZAwtymGŁOWA, której celem jest budowanie świadomości i edukowanie społeczeństwa w zakresie zdrowia psychicznego. Publikowane treści tworzone są przez redakcję portalu przy współpracy z ekspertami – psychologami, psychoterapeutami czy psychiatrami i innymi specjalistami – którzy widzą skalę problemu zdrowia psychicznego, chętnie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem, aby zmienić ten negatywny trend. Przy tworzeniu materiałów nawiązujemy także współpracę z zaangażowanymi w sprawy zdrowia psychicznego dziennikarzami, dzięki którym możemy szeroko nagłaśniać problem, a co za tym idzie – dawać wsparcie oraz przełamywać tabu.
„Na przełomie roku wraz z naszym partnerem – agencją badawczą SW Research – przeprowadziliśmy badanie dotyczące źródeł wiedzy na temat zdrowia psychicznego, z którego jasno wynika, że prawie połowa Polaków (47 proc.) wyszukuje informacji z zakresu zdrowia psychicznego w Internecie. Podobny odsetek badanych (48 proc.) deklaruje, że robi to z obawy o własne zdrowie psychiczne, natomiast co czwarty z respondentów wyszukuje tego typu treści, ponieważ interesuje się tą tematyką. Był to dla nas jasny sygnał, że istnieje wyraźna potrzeba stworzenia miejsca, które będzie rzetelną pigułką wiedzy o zróżnicowanej treści dopasowanej dla różnego typu odbiorców. Ważne dla nas jest, aby ciekawe treści znalazła tam osoba szukająca pomocy, zrozumienia, a także ktoś, kto interesuje się psychologią bądź czytelnik, który dopiero zaczyna zgłębiać tematy związane ze zdrowiem psychicznym”mówi Dorota Bieniek-Kaska, pomysłodawczyni kampanii #NASZAwtymGŁOWA, Prezes Instytutu LB Medical
Wywiady, podcasty, artykuły – różne formy dla szerokiego grona odbiorców
Forma publikowanych materiałów jest różnorodna. Czytelnicy znajdą tam zarówno artykuły, wyniki badań dotyczące zdrowia psychicznego, a także wywiady oraz podcasty realizowane we współpracy z ekspertami – psychologami, psychoterapeutami, psychiatrami i badaczami opinii publicznej. Materiały przygotowywane są przez doświadczonych dziennikarzy zajmujących się tematyką zdrowia. Pomysłodawcy podkreślają, że zależy im na docieraniu do jak najszerszego grona odbiorów. Dlatego na portalu – w poszczególnych zakładkach można znaleźć m.in. tematy z zakresu samooceny i poczucia własnej wartości, wywiad z psychologiem sportu, podcasty dotyczące higieny psychicznej oraz najnowsze wyniki badań dotyczące zdrowia psychicznego Polaków w dobie pandemii koronawirusa.
Polacy obciążeni jak nigdy dotąd. Eksperci alarmują!
„Według badania przeprowadzonego przez SW Research prawie 26 proc. Polaków zadeklarowało, że poziom stresu lub obciążenia psychicznego – w porównaniu do okresu przed wybuchem pandemii COVID-19 – uległ znacznemu podwyższeniu. To samo mogę potwierdzić jako psychoterapeuta. Pomimo tego, że mam ograniczone godziny pracy, staram się poszerzać grafik i konsultować więcej osób. W ostatnim czasie najczęściej przychodzą do mnie pacjenci z objawami stanów lękowo-depresyjnych, zmagający się z drażliwością oraz niepokojem o byt. Ze względu na rosnącą liczbę osób cierpiących z powodu zaburzeń psychicznych całym sercem popieram inicjatywy, takie jak portal naszawtymglowa.pl. Z pewnością każdy, kto jest zaniepokojony stanem swojego zdrowia, powinien zwrócić się do specjalisty. Warto edukować ludzi, podkreślać problem, burzyć tabu, a także dawać do zrozumienia, że nie muszą czuć się samotni, pozostawieni sami sobie. Taką rolę spełnia portal naszawtymglowa.pl – pokazuje, że schorzenia psychiczne nie są niczym wstydliwym i mogą dotknąć każdego z nas, w różnym stopniu. Jeśli sytuacja tego wymaga, warto też wiedzieć, kiedy udać się po wsparcie do specjalistów” mówi Jagna Ambroziak, psychoterapeuta z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii, ekspertka kampanii #NASZAwtymGŁOWA.
Źródła wiedzy o zdrowiu psychicznym są rozproszone
Dla prawie jednej trzeciej badanych, którzy wyszukują informacje w zakresie zdrowia psychicznego, źródło wiedzy stanowią portale poświęcone zdrowiu i medycynie (31 proc.), a nieco mniejszy odsetek respondentów wpisuje dane zagadnienia w wyszukiwarkę (30 proc.). W dalszej kolejności badani wskazują na czerpanie wiedzy z artykułów naukowych (23 proc.) oraz z rozmów z lekarzem, psychoterapeutą czy innym specjalistą (21 proc). Większość badanych ocenia, że ilość informacji dotyczących zdrowia psychicznego jest duża. 44% osób wyszukujących informacji w zakresie zdrowia psychicznego uważa, że jest ich dużo, ale są rozproszone w wielu miejscach.*
Wyniki badań dają nadzieję na to, że Polacy chcą dbać o swoje zdrowie psychiczne oraz bliskich i szukają wsparcia. Jak widać, Internet stanowi bardzo częste źródło wiedzy. Ważne jest, aby publikować treści oparte na rzetelnej, zweryfikowanej wiedzy oraz porad, które pozwolą na podjęcie działań w celu poradzenia sobie z problemami. To nie tylko obowiązek jednostek, ale całego społeczeństwa. Dobrze, jeśli te informacje są zgromadzone w jednym miejscu, a oprócz artykułów naukowych, zrozumiałych porad, znajdują się tam aktywne numery telefonów i adresy, pod którymi internauta może uzyskać poradę czy pierwszą pomoc psychologiczną. Odpowiedzią na te potrzeby jest portal naszawtymglowa.pl – mówi dr n. med. Magdalena Namysłowska z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii, psychiatra i psychoterapeuta, ekspertka kampanii #NASZAwtymGŁOWA.
* Badanie „Źródła wiedzy na temat zdrowia psychicznego” przeprowadzone na zlecenie Instytutu LB Medical. Badanie zostało zrealizowane w dniach 22-26.12.2020 przez agencję SW Research metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel.
Czym jest psychoterapia? - rozmowa z Jagną Ambroziak z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii
O tym, czy psychoterapia jest dla każdego opowiada Jagna Ambroziak, psycholog i psychoterapeuta z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii
Bartosz Lewicki: Kim jest psychoterapeuta?
Jagna Ambroziak: To ktoś taki, kto pomaga rozmową. Wiem, że to dość lakoniczne i wokół tego, kim jest psychoterapeuta i czym jest psychoterapia, krąży wiele legend. Mamy bardzo dużo różnych wyrobionych przekonań na ten temat w oparciu o filmy. Ale tak naprawdę psychoterapia jest po prostu pomaganiem poprzez rozmowę i pewnie łatwiej jest najpierw powiedzieć, jakim rodzajem rozmowy psychoterapia nie jest.
B.L.: No właśnie. Rozmawiamy z różnymi ludźmi, rozmawiamy z rodzicami, przyjaciółmi, żonami, mężami… i chyba nie każda rozmowa jest rozmową psychoterapeutyczną?
J.A.: Zdecydowanie nie. Nie od tego jest rodzina. Psychoterapia nie jest taką rozmową, podczas której udziela się rad, pociesza, prawi komplementy, poklepuje i mówi, że „wszystko będzie dobrze”. Zdecydowanie nie jest czymś takim, jak płatna przyjaźń dla samotnych. Nie jest też czymś takim, jak leczenie u dentysty albo u chirurga, gdzie jest tak, jakbyśmy się oddawali w sposób „proszę mi naprawić coś zepsutego”. Psychoterapia czy psychoterapeuta nie jest w stanie nam wszystkiego naprawić lub wyciągnąć nas z depresji. Może nam pomóc wyjść z depresji, ale tylko wtedy, kiedy my też będziemy zaangażowani w ten proces.
B.L.: Czyli czego mamy się spodziewać? Na pewno brak świadomości tego, po co, jak i na co się szykują, jest swego rodzaju barierą.
J.A.: Tak. Tym bardziej, że my wciąż w społeczeństwie polskim nie mamy tradycji dbania o swoją kondycję psychiczną. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że jest nam ciężko. Że jest dużo napięcia i stresu, a mało poczucia bezpieczeństwa. W związku z tym, dość często ignorujemy pierwsze sygnały, które są właściwie bardzo ważnymi wskazówkami tego, że należałoby się udać po pomoc.
BL: Jakie to są sygnały?
J.A.: Takich sygnałów jest wiele. To, że mamy wahania nastroju czy gorzej śpimy, mamy więcej stresu, to nie jest jeszcze sygnał do tego, by iść na psychoterapię. Natomiast, przez to, że wiele osób uznaje psychoterapię za ostateczność, trafiamy do niej często zbyt późno. Warto zgłosić się na nią, kiedy cierpimy, a wsparcie osób najbliższych okazuje się być niewystarczające.
B.L.: Ale kiedy boli nas ząb – wiemy, że nas boli i cierpimy. Kiedy boli nas kolano, wiemy, że boli nas kolano. Natomiast, czym jest cierpienie psychiczne? Bo mamy sytuacje, kiedy się gorzej czujemy, kiedy się zdenerwujemy, jest nam smutno i chyba ciężko nam zdiagnozować samych siebie.
J.A.: Mówi pan o bardzo ważnej rzeczy. To jest niesamowite, bo często, kiedy osoba trafia już do psychoterapeuty, to nie do końca nawet wie, z czym. I okazuje się, że bezsenność, poczucie drażliwości czy awanturowanie się, wcale nie świadczy o tym, że ma problem w kontrolowaniu złości. Okazuje się, że czasem są to symptomy nierozpoznanej depresji lub kryzysowych sytuacji, kiedy coś się w naszym życiu zmienia i mamy wrażenie, że jest nam bardzo trudno się do tego zaadaptować. Olbrzymim stresorem może być strata albo zmiana miejsca pracy, zamieszkania lub stanu cywilnego, w tym niekoniecznie rozwód. Może to być w zasadzie wszystko, co powoduje, że nasze życie wygląda inaczej niż wcześniej. Powinniśmy szukać pomocy, jeżeli zauważamy, że jesteśmy bardziej zmęczeni, mamy mniej energii, a to, co nas cieszyło – przestaje, kiedy zaczynamy się izolować, ograniczamy kontakty z ludźmi, sięgamy częściej po lampkę wina lub niechętnie wychodzimy. Poziom radości i satysfakcji jest bardzo ważną wskazówką. Inną jest poczucie sensu. Wiemy, jakie nasze życie ma sens. Mamy ochotę rano wstawać, po pracy wracać do domu. Jeśli zaczyna nam tego brakować, jest to sygnał, że warto zwrócić się po pomoc. Reagujmy na wszelkie sytuacje, w których wahania nastroju zaczynają być dotkliwe. Kiedy zauważamy, że obniżony nastrój zdarza się coraz częściej, wszelkie momenty związane ze stratą oraz takie, w których po prostu pragniemy coś zmienić.
B.L.: Rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady.
J.A.: Czasem można po prostu wziąć urlop albo krótkie zwolnienie i sprawdzić. Bo to, czego się często nie diagnozuje lub diagnozuje za późno, to jest zespół chronicznego zmęczenia, który nieleczony zmienia się w syndrom wypalenia zawodowego, a to się naprawdę ciężko leczy.
Weronika Trawczyńska: Wiele osób zastanawia się, gdzie powinno pójść najpierw – do psychoterapeuty czy psychiatry? W jaki sposób podjąć tę decyzję?
J.A.: Bardzo zachęcam do wybierania psychiatrów, którzy są również psychoterapeutami. Bardzo często spotykamy teraz taką podwójną specjalizację. Natomiast, żeby ułatwić wybór osobie, która potrzebuje go podjąć: gdy mamy poczucie, że nasz nastrój jest bardzo obniżony, że życie po prostu boli, zaczynamy mieć myśli samobójcze – to jest jasny sygnał, że powinniśmy zgłosić się do psychiatry. Różne są przyczyny depresji czy stanów lękowych i nie jest wykluczone, że oprócz psychoterapii, którą i tak zarekomenduje pewnie psychiatra, to podejmie również decyzję o włączeniu farmakoterapii.
B.L.: No właśnie, bo czasem się wydaje, że po co mam tracić czas, chodzić, rozmawiać nie wiadomo z kim, nie wiadomo o czym, skoro wezmę 3 magiczne pigułki i poczuję się lepiej?
J.A.: Chcę podkreślić, że nie jestem lekarzem psychiatrą – jestem z wykształcenia psychologiem i psychoterapeutą, więc w żadnej mierze nie chciałabym przekroczyć swoich kompetencji. To, co powiem, jest oparte na długoletniej, ścisłej współpracy z psychiatrami i moich doświadczeniach z gabinetu, gdzie słyszę od pacjentów opowieści o ich poprzednich psychologach, że farmakoterapia jest „be” albo od lekarzy, że wystarczy sama farmakoterapia. Są takie rodzaje cierpienia, bólu psychicznego, na które farmakoterapia nam nie pomoże. Są choroby, w których leki mogą nas na chwilę wyciszyć, mogą oddalić rozwiązanie problemu w czasie, ale de facto, problem jest zupełnie innej natury, dlatego leki tego problemu nie rozwiążą. Natomiast są też takie problemy, które mają podłoże stricte biologiczne. Dają nam określony wystrój emocjonalny – obniżony lub nadmiernie podwyższony, fazy od górki do dołka, gdzie leki są bezwzględnie konieczne, ponieważ stabilizują pracę naszego układu nerwowego. Są trochę jak okulary: jeśli mamy słaby wzrok, potrzebujemy je założyć i wtedy nie wydarza się nic takiego, że nagle widzimy coś dziwnego i widzimy inaczej. Nagle widzimy mniej więcej to, co się naprawdę dzieje. Podobnie jest z lekami. One pomagają nam funkcjonować bardziej adekwatnie w oparciu o realny kontakt z rzeczywistością. Dlatego też przytomny psychiatra będzie bardzo dobrze wiedział, kiedy podać farmakoterapię. Psychiatrzy wcale nie są tacy chętni, żeby wszystkich, mówiąc nieładnie, „szpikować” lekami, naprawdę nie. W związku z tym podają leki, kiedy są po prostu potrzebne. Kiedy idzie się po pomoc, dobrze jest jednak chodzić do takich instytucji, gdzie psychiatrzy i psychoterapeuci współpracują i mogą się między sobą komunikować na temat zdrowia pacjenta.
B.L.: A nie jest tak, że wtedy, kiedy zaczynamy farmakoterapię, to zmienia się również ta psychoterapia?
J.A.: To jest bardzo indywidualne, ale dam taki przykład; mam wielu pacjentów, którzy przychodzą do mnie jako psychoterapeuty, bo jak diabeł wody świeconej boją się psychiatry. Takie osoby mają szereg bardzo fałszywych przekonań dotyczących tego, czym są leki i w jaki sposób działają. Najczęściej kojarzą się z jakimś odurzonym pacjentem, który lunatykuje – nic bardziej mylnego. Pacjent, u którego zdiagnozowano zespół lękowo-depresyjny nie jest w stanie wyjść z domu, zrobić cokolwiek, ponieważ jest tak przerażony tym, co się dzieje w jego głowie. Takie pacjent jest zalany lękiem. W związku z tym współpraca z psychiatrą i podanie w sposób doraźny leków przeciwlękowych stabilizuje stan pacjenta i wtedy możemy spokojnie pracować nad wszystkimi problemami, którym pacjent nie był w stanie stawić czoła ze względu na ogarniający strach i lęk.
B.L.: Jak wygląda pierwsza wizyta u psychoterapeuty?
J.A.: Paradoksalnie pierwsza wizyta u dobrego psychiatry nie różni się od pierwszej wizyty u dobrego psychiatry. Od razu Państwa uprzedzę, że nie warto kontynuować leczenia u psychiatry, który na pierwszej wizycie poświęca nam 15 minut. Kolejne wizyty mogą być krótsze, jednak pierwsza wizyta, zarówno u psychoterapeuty, jak i psychiatry trwa około 50 minut. Zupełnie naturalnym jest, że osoba, która przychodzi na swoją pierwszą wizytę jest zwykle zestresowana czy spięta. Na pierwszej wizycie pojawia się bardzo dużo różnych emocji, ale psychoterapeuta jest od tego, żeby nam pomóc poczuć się bezpiecznie. Podczas tej pierwszej wizyty psychoterapeuta będzie próbował Państwa po prostu poznać. Dowie się, z czym się zgłaszacie, dlaczego zgłaszacie się w tym momencie, jak długo ten problem trwa. Będzie próbował poznać szerszy kontekst dotyczący tego problemu. W zależności od tego, czy to jest sytuacja stricte kryzysowa czy sytuacja, która trwa już jakiś czas psychoterapeuta zapyta o waszą przeszłość, opowieść życiową czy o poprzednie doświadczenia terapeutyczne. Mogą również paść pytania o ewentualne choroby psychiczne w rodzinie oraz o to, czy w przeszłości chorowaliśmy na depresję, czy stany lękowe. W związku z tym, właśnie pierwsze dwa, a nawet trzy spotkania polegają na takim uważnym dopytaniu się przez psychoterapeutę, co się tak naprawdę dzieje i z czym pacjent przyszedł.
Często słyszę, że ludzie w potrzebie nie zgłaszają się na psychoterapię z lęku przed byciem ocenionym czy zaszufladkowanym. Tutaj kłaniają się wszystkie tabu związane ze stygmatyzacją, a to jest ostatnia rzecz, która mogłaby się wydarzyć w gabinecie terapeutycznym czy psychiatry. Celem psychoterapeuty jest w sposób empatyczny zrozumieć, a potem pomóc pacjentowi oswoić się z problemem, a następnie wspólnie przepracować problem. Psychoterapeuta to osoba, która nie ocenia, tylko towarzyszy oraz otacza opieką w empatyczny sposób.
B.L.: Czy my jako pacjent też mamy możliwość zadania pytań? Czego najczęściej dotyczą takie pytania?
J.A.: Jak najbardziej. Ja nawet zachęcam do zadawania pytań, bo ja to traktuję jako branie spraw w swoje ręce. Mają państwo prawo zadać pytanie o szkolenie psychoterapeuty, jego edukację oraz o to, czy uczęszcza na superwizje.
W.T.: Po czym poznać dobrego psychoterapeutę?
J.A.: To jest bardzo trudne pytanie. Właściwie nie wiem, jak na nie odpowiedzieć. Z psychoterapią jest tak, jak z kontaktem z drugim człowiekiem – nie wszyscy się dobrze czują w swoim towarzystwie. To są bardzo subiektywne doznania. Czasem są to różnice temperamentu czy poczucie, że pacjent i psychoterapeuta pochodzą z dwóch różnych planet. Warto również sprawdzić ośrodek, pod skrzydłami którego pracuje nasz psychoterapeuta. Czy przestrzega on standardów? Nie ma wciąż ustawy o zawodzie psychologa, dlatego rekomenduję kontakt z instytucjami, które przestrzegają standardów. Ostatnio robiłam nabór do ośrodka, którego jestem założycielką. Szukałam nowych psychoterapeutów i rozmawiałam z pewną kandydatką. Okazało się, że założyła swój własny gabinet jedynie po skończonych studiach psychologicznych, właściwie nie mając żadnych uprawnień - bez żadnego doświadczenia, bez ani jednego odbytego stażu w szpitalu. Takich historii jest mnóstwo. To, co rekomenduję to cierpliwość – na pewno w pewnym momencie natrafimy na psychoterapeutę, z którym znajdziemy wspólny język.
W.T.: A czy psychoterapeuta może odmówić prowadzenia terapii danej osobie?
J.A.: To jest zawsze bardzo trudne, ale tak - może odmówić.
B.L.: Jakie to są przypadki?
J.A.: Rozmaite. Sytuacje natury etycznej - kiedyś na psychoterapię zgłosił się do mnie pan i w trakcie spotkania zorientowałam się, że leczę jego żonę. To jest bardzo trudne, bo nie mogę ujawniać kogo leczę, ponieważ jest to tajemnica. Nie wiedziałam, czy jest świadomy tego, że leczę jego żonę, czy może zgłosił się do mnie tylko po to, aby ją szpiegować. Dlatego musiałam skierować pana do innego psychoterapeuty. Nie leczymy najbliższej rodziny naszych przyjaciół czy też swojej rodziny. Możemy również zrezygnować z pacjenta, który zgłasza się do nas z ciężkimi zaburzeniami osobowości, a my – jako psychoterapeuci – mamy już pod swoją opieką wielu „podobnych” pacjentów. My też mamy określoną „nośność”. W takiej sytuacji zawsze przekierowujemy pacjenta do innego specjalisty, nigdy nie zostawiamy go samego.
B.L.: I ostatnie krótkie pytanie: iść na terapię czy nie iść?
J.A.: Iść! Ja sama uwielbiam chodzić na terapię. To niesamowite uczucie mieć swojego psychoterapeutę, z którym można przepracować swoje problemy. Dzięki temu mamy poczucie, że możemy pozostawić na świecie wszystko to, co w nas najlepsze, a także czerpać z niego pełnymi garściami. Jak najbardziej iść!
B.L.: I to chyba najlepsze podsumowanie naszej rozmowy. Dziękuję bardzo.
Start ogólnopolskiej kampanii społeczno-edukacyjnej #NASZAwtymGŁOWA Instytutu LB Medical
Ze zdrowiem psychicznym Polaków z roku na rok jest coraz gorzej. Przybywa chorych, brakuje specjalistów. Mało mówi się na ten temat w dyskursie społecznym. Zaburzenia psychiczne, depresje, lęki to tematy, które niestety nadal stanowią społeczne tabu. Według danych WHO, tylko na depresję cierpi na świecie około 350 milionów ludzi, co czyni ją drugą najczęściej występującą chorobą na świecie. W Polsce potrzebna jest szeroka dyskusja społeczna z ekspertami i wypracowanie skutecznych rozwiązań systemu opieki medycznej w tej dziedzinie. Bardzo potrzebne są też, odpowiednie programy edukacyjne skierowane do społeczeństwa, aby zdrowie psychiczne nie było wstydliwym i pomijanym tematem. Odpowiedzą jest kampania społeczno-edukacyjna #NASZAwtymGŁOWA, której inicjatorem jest Instytut LB Medical.
Badamy kondycję psychiczną Polaków
Z badania „Kondycja psychiczna Polaków”, przeprowadzonego przez Instytut LB Medical wspólnie z agencją badawczą SW Research, wynika, że 50% Polaków doświadczyła w ostatnich dwóch latach trwałego obniżenia nastrojów. 65% naszych rodaków narzekała w tym czasie na zmęczenie i wyczerpanie, a 1/3 skarżyła się na brak energii i siły witalnej. Dziś ponad 70%. badanych odczuwa negatywne skutki COVID-19, która dodatkowo obciążyła psychikę Polaków. Wśród respondentów pojawiają się takie emocje jak: lęk, niepokój, strach a nawet przerażenie w odniesieniu do sytuacji związanej z koronawirusem.*
"Na podstawie danych, które analizujemy od początku marca, obserwujemy narastające lęki i frustracje społeczne. W zależności od etapu rozwoju pandemii koronawirusa, fale nastrojów miały różny charakter. Jednak w ostatnich tygodniach mamy widoczne wzrosty obaw związanych niemal z każdą dziedziną naszego życia – zarówno, jeżeli chodzi o poczucie zagrożenia zdrowia, widmo niewydolności służby zdrowia, aż po strach przed zapaścią gospodarczą. Odczucie lęku dodatkowo spotęgowały inne wydarzenia - np.: ruchy społeczne i ogólne poruszenie polityczne, które wywołują niespotykany dotychczas wewnętrzny dysonans – np. czy angażować się społecznie mimo restrykcji, czy też pozostać w domu i pozostać biernym? Wszystko to składa się na obecny obraz Polaków jako zdezorientowanych, przestraszonych i… sfrustrowanych" przekonuje Piotr Zimolzak, socjolog, wiceprezes zarządu agencji badawczej SW Research.
Polacy nie są skłonni pójść do psychologa czy psychiatry
W I połowie 2020 roku liczba zwolnień lekarskich w Polsce z powodu epizodu depresyjnego i zaburzeń depresyjnych nawracających wzrosła o 72% w porównaniu z analogicznym okresem w roku 2019. Przełożyło się to na aż 20 mln dni absencji w pracy!** Liczby chorych stale rosną, a depresja i inne schorzenia zdrowia psychicznego dotyczą już każdej grupy zawodowej, bez względu na status społeczny. Świadomość społeczna na temat zdrowia psychicznego jest bardzo niska, co może prowadzić do wykluczenia społecznego, gdyż osoby zmagające się z zaburzeniami często nie są tego świadome lub wstydzą się skorzystać z pomocy. Tylko 4 na 10 badanych byłoby skłonne pójść do psychologa lub do psychiatry. Właśnie dlatego Instytut LB Medical przygotował kampanię społeczno-edukacyjną #NASZAwtymGŁOWA, której celem jest uświadamianie Polaków w kwestii zdrowia psychicznego, zachęcanie do zadbania o siebie poprzez pogłębianie wiedzy praktycznej, świadome wprowadzanie działań profilaktycznych oraz do wizyt u specjalistów. Kampania ma obalać szkodliwe tabu i wywołać społeczną dyskusję wokół zdrowia psychicznego, dawać konkretne wskazówki, kiedy powinno się zwracam z pomocą do specjalistów, pokazywać, że nie jest to wstyd. Problemy zdrowia psychicznego mogą dotknąć każdego. Kampania ma uświadamiać, że zdrowie psychiczne ma ogromny wpływa na wszystkie aspekty naszego życia i ma bardzo wiele twarzy. Zadbanie o nie jest priorytetem dla nas wszystkich.
Pandemia COVID-19 i zastosowana strategia walki czyli masowy lock - down roznieciły nową pandemię - pandemię depresji, lęku i stresu…
„Choć walka z fizyczną chorobą jest priorytetem podczas pandemii, nie można ignorować zdrowia psychicznego społeczeństwa i strategii leczniczych w tym obszarze… Aby zwalczyć kryzys dotyczący zdrowia psychicznego potrzebujemy nowatorskich, skutecznych i dostępnych strategii terapeutycznych. Dokładne zbadanie psychologicznych szkód obecnej sytuacji może nam pomóc zmodyfikować procedury i strategie, które powinny być w takich sytuacjach implementowane przez rządy - tłumaczy Jagna Ambroziak, psycholog kliniczny i terapeutka z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii.
"Niewątpliwie dla większości Polaków obecna sytuacja jest jedną z najcięższych od kilkudziesięciu lat. Myślę, że można spokojnie powiedzieć, że COVID-19 dotyka nas wszystkich w sposób przypominający doświadczenia wojenne. Jest wirus, który masowo zagraża wszystkim ludziom na świecie. U wielu z nas powstają objawy przypominające zaburzenia posttraumatyczne. Pojawiają się lęki, uczucie zagrożenia, obniżenie nastroju czy stała niepewność o przyszłość. Nasza wolność, w dobrej wierze i ochronie przed zakażeniem się, jest stale ograniczana. W związku z ochroną ludzi starszych, często nie dochodzi do ważnych i podstawowych spotkań rodzinnych. To co kiedyś przynosiło radość, uruchamiało spontaniczność i kreatywność jest mocno zawężone. Ludzie silnie przeżywają samotność. Niektórzy z nas naprawdę wymagają bardzo pilnej pomocy osób doświadczonych w jej niesieniu, wsparciu psychologicznym a także, jeśli to potrzebne, udzielaniu pomocy farmakologicznej. Swobodna, niepodlegająca żadnej ocenie rozmowa, o tym co nas psychicznie boli, co niesie zagrożenie może zasadniczo pomóc w radzeniu sobie w tak trudnym okresie" dodaje dr Magdalena Namysłowska, psychiatra i terapeutka z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii.
Kampania #NASZAwtymGŁOWA skierowana wszystkich, nie tylko do tych, którzy już chorują. To przestrzeń także dla osób, które dotąd nie miały problemów ze zdrowiem psychicznym, ale chciałyby o nie zadbać. Warto zwracać uwagę na pierwsze symptomy i zanim pojawią się poważniejsze dolegliwości uporać się z nimi. W ramach kampanii będziemy przeciwdziałać chorobie pokazywać jak dbać o zdrowie psychiczne, edukować, aby pomóc zrozumieć jak zaczynają się schorzenia związane ze zdrowiem psychicznym i gdzie szukać pomocy.
"Mamy porażające liczby, narastający problem, dodatkowe utrudnienia w leczeniu, nowe zachorowania związane z pandemią, potrzebę nowych strategii terapeutycznych, mamy wiele do zrobienia. Zróbmy to razem. To odpowiedzialność całego środowiska: jednostki, rodziny, przyjaciół, ale także pracodawców, instytucji państwowych. #NASZAwtymGŁOWA, aby zmienić podejście do zdrowia psychicznego poprzez edukację i społeczny dialog. Zaburzenia Zdrowia psychicznego są podłożem wielu chorób i #NASZAwtymGŁOWA, aby minimalizować konsekwencje poprzez profilaktykę oraz wprowadzanie odpowiednich rozwiązań" tłumaczy Dorota Bieniek-Kaska, Inicjatorka Kampanii i Prezes Instytutu LB Medical.
*Badanie "Kondycja psychiczna Polaków" zrealizowane na zlecenie Instytutu LB Medical przez SW Research, realizacja w dn. 1-3.12.2020, n = 1046, respondenci powyżej 16 r.ż., metoda badawcza CAWI. **Dane ZUS za okres styczeń - czerwiec 2020r.
To, jak przetrwamy psychicznie pandemię, zależy od naszej rodziny - rozmowa z prof. Ireną Namysłowską, psychiatrą i psychoterapeutą z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii
Człowiek ma prawo do szczęścia, nie może ono jednak przysłonić wszystkiego. Zbyt szybko uznajemy: „Nie układa mi się w związku, to może w innym będzie mi lepiej”. To, jak przetrwamy pandemię, w dużej mierze zależy od tego, jaką mamy sytuację rodzinną: niektóre rodziny dobrze znoszą wreszcie odzyskaną bliskość, ale są też takie, dla których przymusowa bliskość jest nie do zniesienia. Najbardziej poszkodowane są nastolatki, bo straciły kontakty rówieśnicze, które są dla nich podstawą rozwoju – mówi prof. Irena Namysłowska, psychiatra, psychoterapeuta.
Katarzyna Pinkosz: „Od rodziny nie można uciec” – taki jest tytuł Pani najnowszej książki. Tak bardzo jesteśmy ukształtowani przez rodzinę?
Irena Namysłowska: Nawet jeśli próbujemy uciec przed rodziną na koniec świata, to zabieramy ją ze sobą. Doświadczenia z przeszłości, różne wzorce transgeneracyjne, przekazywane z pokolenia na pokolenie, w nieświadomy sposób rzutują na nasze zachowania. Staramy się uciec od rodziny, gdyż czujemy, że nie potrafimy się odseparować, stać indywidualnym bytem. Jednak rodzina i tak pozostaje w nas.
K.P.: Młody człowiek, gdy zakłada własną rodzinę, uważa, że inaczej zbuduje swój świat.
I.N.: Ma prawo chcieć, żeby jego rodzina była inna. Może się to jednak udać tylko częściowo, zupełne odcięcie się od rodziny to mit. To, jacy jesteśmy, zależy nie tylko od naszych rodziców, ale też od poprzednich pokoleń. Jeśli mamy pewien wzorzec zachowań, przenoszony z pokolenia na pokolenie, to nie jest on uświadomiony. Nie do końca wiemy, dlaczego zachowujemy się w określony sposób. Można ten model zmienić w procesie psychoterapii, poprzez zrozumienie przekazów transgeneracyjnych, rytuałów rodzinnych. Nie można go jednak zmienić samemu, całkiem bez refleksji.
K.P.: Powielamy więc zachowania naszych rodziców?
I.N.: Także dziadków i poprzednich pokoleń. Jeśli np. w rodzinie istniał wzorzec, że kobiety muszą być silne – a w naszej historii wzorzec silnych kobiet często jest obecny, gdyż musiały one dbać o rodzinę podczas nieobecności mężczyzn z powodu wojen, powstań – to będzie on powielany w kolejnych pokoleniach. Kobieta może nawet nie chcieć być silna, a jednak wchodzi w tę rolę. Doświadczenia poprzedniego pokolenia, a nawet trzech pokoleń wstecz, są szczególnie ważne w terapii rodzinnej, a zwłaszcza w terapii par. Czasami skuteczną formą pomocy nie jest analiza, o co dziś się kłócą, tylko przyjrzenie się temu, jak różne były ich rodziny. Wchodzimy w związek z bardzo różnymi doświadczeniami, które czasem trudno pogodzić. Przykład: jedna osoba jest bardzo związana z własną rodziną, druga chciałaby się od swojej zupełnie odseparować. Często jest to przyczyną problemów, gdy np. żona bez przerwy dzwoni do swojej mamy, każdą decyzję podejmuje raczej z nią niż z mężem. Jest to źródłem konfliktów, czasami nawet rozpadu małżeństwa. Warto przyjrzeć się temu, co wnosimy jako dziedzictwo rodzin do naszego związku.
K.P.: Na jakim etapie taka refleksja powinna być dokonywana: przed zawarciem związku, czy wtedy, gdy zaczynają się problemy?
I.N.: Byłoby dobrze, gdyby dokonać jej przed zawarciem związku, jednak nie zawsze to jest realne. Ważny jest dialog, zastanowienie się, czym się różnimy, a przede wszystkim zgoda na różnice, a nie próba dostosowania jednej osoby do drugiej. Ważna jest też zgoda na wynegocjowanie przestrzeni wspólnej (rodzinnej) oraz przestrzeni indywidualnej.
K.P.: Nie wszystko w rodzinie musi być wspólne? Jest miejsce na indywidualizm?
I.N.: Zawsze powinno istnieć: „ja” rodzinnie i „ja” indywidualne. Trudno jednak zachować proporcje. Są rodziny, w których od pokoleń najważniejszą rzeczą jest wspólnota rodzinna. W innych rodzinach wszyscy jej członkowie od pokoleń niezwykle zabiegają o własną indywidualność.
K.P.: W ostatnich latach bardzo zmienił się model rodziny. I częściej dochodzi do jej rozpadu.
I.N.: Świadczy o tym nie tylko liczba rozwodów, ale też zwiększająca się liczba par trafiających do terapii. Terapia jednak daje szansę na trwanie związku. Ludzie dziś częściej niż kiedyś godzą się na pomoc kogoś z zewnątrz: dawniej nie było to tak oczywiste, sama psychoterapia kojarzyła się z porażką. Dziś to się zmieniło, wiele osób chce przyjść po pomoc. Z drugiej strony obecnie coraz częściej dajemy sobie prawo do szczęścia, żeby żyć tak, jak chcemy. To może zagrażać związkom. Widać, jak szybko gonimy Zachód w liczbie rozwodów: gdy coś się nie udaje, uważamy, że trzeba się rozstać.
K.P.: To chyba dobrze, że dajemy sobie prawo do szczęścia.
I.N.: Szczęście jest ważne, nie może jednak przysłaniać odpowiedzialności za rodzinę, dzieci. Zbyt szybko uznajemy: „Nie układa mi się w związku, to może w innym będzie mi lepiej”. To zagraża dzieciom, które najbardziej cierpią z powodu rozwodów.
K.P.: Jednak jeśli matka/ojciec nie są szczęśliwi, to nie mogą wychować szczęśliwych dzieci.
I.N.: To prawda, człowiek ma prawo do szczęścia, nie może ono jednak przysłonić wszystkiego. Bycie szczęśliwym nie jest jedynym kryterium sensu życia. Dużo rzadziej przyzwalamy dziś na cierpienie, rozmowę, czekanie, że coś się zmieni. Często nie potrafimy ze sobą rozmawiać. To wszystko powoduje, że czasami zbyt szybko podejmujemy decyzję o rozstaniu, nie dając sobie szansy. Zwłaszcza młodzi ludzie mają duże parcie na realizację siebie, uważają, że w życiu muszą zrobić to, co chcą. Mają wręcz obsesję samorealizacji.
K.P.: W ostatnich latach coraz częściej tradycyjna rodzina zmienia się w rodzinę patchworkową. Jaki ma to wpływ na psychikę dzieci?
I.N.: Zaburza to ich poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Rzadko zdarza się, żeby obie strony zaakceptowały dzieci, rodzinę partnera. Choć tak bywa: znam sytuacje, kiedy podczas Wigilii spotykają się dzieci z poprzedniego związku, byli i obecni partnerzy, dziadkowie. Na pewno jednak jest to trudne. Pamiętajmy jednak, że są też dysfunkcyjne rodziny, w których rodzice niby są razem, ale naprawdę niewiele ich łączy. Są rodziny, w których jest przemoc, alkohol, a dziecko nie ma poczucia bezpieczeństwa, traci zaufanie do drugiego człowieka, jest głęboko zranione. Wszystko to ma wpływ na to, że liczba zaburzeń emocjonalnych u dzieci rośnie.
K.P.: Kiedy warto iść na terapię rodzinną?
I.N.: Kiedy nie potrafimy już sobie poradzić, narastają konflikty, cierpimy, widzimy, że negatywne sytuacje powtarzają się. Potrzebujemy kogoś, przy kim będzie nam łatwiej rozmawiać. Czasem te emocje są tak silne, że nawet, gdy chcemy rozmawiać z partnerem, to po chwili pojawia się awantura, czasem o bardzo błahe sprawy.
K.P.: Można z tych trudnych stanów wyjść, utrzymać związek?
I.N.: Tak, terapia jest uczeniem rozmowy, dialogu, prawa do wypowiedzenia swoich poglądów, akceptacji drugiej osoby. Nie zawsze jednak terapia kończy się sukcesem, wiele zależy od tego, w którym momencie rodzina trafi do terapii. Nie jest łatwo się zmieniać.
K.P.: Od roku jesteśmy w stanie epidemii. Mamy sytuację, której wcześniej nikt nie był w stanie nawet sobie wyobrazić. Wiele osób pracuje w domu, dzieci uczą się w domu, spędzamy ze sobą więcej czasu. Jaki ma to wpływ na funkcjonowanie rodziny?
I.N.: Pandemia jest ciężkim doświadczeniem. To, jak ją przetrwamy, w dużej mierze zależy od tego, jaką mamy sytuację rodzinną. Niektóre rodziny dobrze znoszą wreszcie odzyskaną bliskość: takie, które miały jej potrzebę, a ta bliskość gdzieś zanikła przez pracę, oczekiwania wobec dzieci, żeby jeździły z jednych zajęć dodatkowych na drugie. Gdy zaistniała możliwość spędzania czasu razem, okazało się to dla nich dobre i twórcze. Znam rodziny, które w czasie przymusowej izolacji nauczyły się grać w brydża, w pokera, wspólnie gotują. Ale są też rodziny, które nie były przyzwyczajone do bliskości, jest ona dla nich nie do zniesienia. Przymusowa bliskość nasila negatywne emocje, a wtedy kryzys trudno znieść.
Pandemia to doświadczenie, do którego nie byliśmy przygotowani. Człowiek może wkrótce polecieć na Marsa, a nie potrafi poradzić sobie z kryzysem, który dziś dotknął cały świat. Zawsze były różnice między bogatymi a biednymi krajami, a teraz właściwie wszyscy jesteśmy więźniami epidemii. Wiele osób ma zespół stresu pourazowego. W stanach kryzysu najbardziej pomaga nadanie sensu temu, co się dzieje. Nawet chorobie i cierpieniu można nadać sens, jednak tej pandemii trudno go nadać. Stąd pojawiają się tak dziwne teorie, że albo w ogóle nie ma pandemii, albo że jest to zemsta natury, którą za bardzo eksploatujemy. To dramatyczne poszukiwanie sensu tego, co wokół nas się dzieje.
K.P.: Gdy popatrzeć na obecną sytuację, w jakiej się znaleźliśmy: kto cierpi najbardziej?
I.N.: Dzieci i nastolatki. Są najbardziej poszkodowane, bo straciły kontakty rówieśnicze, które np. dla nastolatków są podstawą rozwoju. Grupa rówieśnicza pomaga w odseparowaniu się od rodziców, co jest podstawowym zadaniem okresu dorastania. Oczywiście, młodzież dziś porozumiewa się ze sobą przez komunikatory internetowe, jednak one jeszcze bardziej nasiliły znaczenie wirtualnych kontaktów zamiast tych realnych.
W wychodzeniu z kryzysu ważne jest to, jak dziś mówimy o obecnej sytuacji. Będzie to wpływać na przyszłość naszych dzieci. Narracja powinna być bardziej wyważona, mniej dramatyczna i bezradnościowa, bo wtedy dzieci zapamiętają, że jest coś, co czyni człowieka bezsilnym, z czym nic nie można zrobić. Nie każdy z taką wiedzą da sobie radę.






* Badanie „Źródła wiedzy na temat zdrowia psychicznego” przeprowadzone na zlecenie Instytutu LB Medical. Badanie zostało zrealizowane w dniach 22-26.12.2020 przez agencję SW Research metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel.
* Badanie „Źródła wiedzy na temat zdrowia psychicznego” przeprowadzone na zlecenie Instytutu LB Medical. Badanie zostało zrealizowane w dniach 22-26.12.2020 przez agencję SW Research metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel.

