O specyfice pracy zdalnej i jej wpływie na zdrowie psychiczne pracowników - rozmowa z Marcinem Olkowiczem, Przewodniczącym Rady Edukacyjnej SAR
Bartosz Lewicki: W projekcie #NASZAwtymGŁOWA przede wszystkim zależy nam, żeby rozmawiać z osobami ciekawymi, interesującymi i inspirującymi. Z pewnością do takiej grupy zalicza się Marcin Olkowicz. Trudno mi Ciebie przedstawić, znając Twoją historię i wielość projektów i tematów, w które się angażujesz. Jakbyś w trzech słowach opisał to, czym się zajmujesz?
Marcin Olkowicz: W takim największym uproszczeniu, to zajmuję się ludźmi i ich problemami. Szerzej mówiąc, to, co jest moją pasją i co jest w moim DNA, to bycie edukatorem. To słowo nie do końca adekwatnie oddaje to, czym się zajmuję, ale rzeczywiście opiekuję się procesami rozwojowymi ludzi, towarzyszę im w ich podróży, zmianach i marzeniach, które są o tym, żeby coś zmienić w swoim życiu. Na przykład, żeby odnaleźć się w ścieżkach zawodowych, zbudować je, stworzyć. To jest moja rola.
B.L.: Jakbym miał opisać Marcina w trzech słowach, to powiedziałbym: Marcin, człowiek, który zawsze inspiruje.
M.O.: Bardzo dziękuję. Szczerze mówiąc, tak też o sobie myślę. I dopóki inspiruję, to czuję, że żyję. Jak przestanę inspirować, to możecie umawiać się na mój pogrzeb.
B.L.: Damy Ci znać, żebyś dostał od nas feedback, bo feedback też jest ważny.
Dzisiaj chcielibyśmy porozmawiać o kwestiach związanych z głową, ale bardziej na poziomie poznawczym i edukacyjnym. A także o kwestiach związanych z pracą, bo nie da się ukryć, że głowa, myślenie i emocje, przydają się w pracy. Zacznijmy od szerszego pytania. COVID, który towarzyszy nam już od blisko roku, bardzo namieszał w firmach, organizacjach i zespołach. Po pierwsze, jakie to są zmiany? Po drugie, w którym kierunku to idzie?
M.O.: To bardzo ciekawe pytanie. Jest wiele warstw pozwalających odpowiedzieć na nie. Jedna warstwa, to jest ta, którą słyszę od pracodawców i ich reprezentantów lub ludzi, którzy zajmują się tzw. HR-em, czyli czymś, co kiedyś nazywało się zarządzaniem zasobami ludzkimi albo kadrami. To są ludzie, którzy z dużą troską pochylają się nad zmianami, które widzimy, bo nie tylko dostają sygnał od pracowników, ale też widzą, co dzieje się w samej organizacji, mając wgląd do wszystkich procesów i pracowników. Druga warstwa, to pracownicy. Po prostu ludzie, którzy również do mnie zwracają się z informacjami zwrotnymi, mówiąc, że jest im trudno lub nie odnajdują się w sytuacji, w której są obecnie i proszą o wsparcie. Trzecia warstwa, niezwykle ważna i bardziej ma charakter moich rozmów prywatnych, niż zawodowych i jest pomiędzy tymi światami, to rodziny pracowników. To jak rodziny się odnajdują w sytuacji, w której mężowie i żony pracują zdalnie, dzieci uczą się w domu.
Tych warstw jest bardzo wiele. Zacznę od tej HR-owej. Jest wiele danych i badań na ten temat, które są prowadzone cały czas, właściwie od początku pandemii. Zdaniem wielu HR-owców jest coraz gorzej. W tym sensie, że tracą możność sięgania do narzędzi motywacji, z której do tej pory korzystali.
B.L.: To jest bardzo ważny wątek. Wiele benefitów, które stały się standardem, chociażby kart na ćwiczenia fizyczne, czy ogólnie spotkania i integracje w tej chwili nie mają sensu, wręcz są zakazane. To jeden z istotniejszych elementów budowania więzi między pracownikami, między pracownikami a firmą.
M.O.: Zdecydowanie tak. Przedstawiciele HR mówią o tym, że wyczerpali tzw. kafeterię. Tak, jak zauważyłeś, nie ma szans, żeby sięgnąć do narzędzi, które do tej pory były skuteczne. Poszukujemy nowych i innych.
B.L.: W którym kierunku idą te poszukiwania?
M.O.: W kierunku bardzo zgodnym z tym, który nadaliśmy w kampanii #NASZAwtymGŁOWA. Ostatnie badanie kompetencyjne, które było robione w sektorze komunikacji marketingowej, pokazało, że kompetencje poszukiwane przez pracowników i pracodawców, to są te, którymi do tej pory się nie zajmowaliśmy i odnoszą się do równowagi między życiem osobistym a zawodowym. Dla przykładu, jest ogromne zapotrzebowanie na szkolenia, treningi, warsztaty związane z technikami redukcji stresu. Czyli z tym, co wiąże się z naszym życiem psychicznym, dobrostanem, z tym jak się czujemy w pracy. Do niedawna zajęcia jogi, czy zajęcia mindfullness, były uznawane za rodzaj fanaberii i czynnika motywującego dla bogatszych. Dzisiaj stają się codziennością i potrzebą chwili. Tu i teraz. Pytanie, czy można zająć się technikami redukcji stresu w warunkach pracy on-line? Okazuje się, że można. Do tej pory nigdy, w tej skali, takich próśb nie było. To jest jeden aspekt. Drugim, dotyczącym poszukiwania możliwości motywowania pracowników, jest odkrycie, że fundamentem do motywacji są różnorodne potrzeby pracowników. Okazało się, że managerowie mają teraz silną potrzebę, żeby odnaleźć w sobie odrobinę elastyczności, pozwalającej im na inny rodzaj zarządzania potrzebami swoich pracowników. Dla przykładu, jest bardzo obrazowy model, którym można się posłużyć. Mamy potrzeby grupowane na trzy rodzaje. Potrzeba kompetencji, mówiąca o tym, że ja, jako człowiek w pracy zawodowej, potrzebuję uznania za to, co wiem, co umiem, co jest moją domeną, co jest moją ekspertyzą, na czym się znam. Druga potrzeba jest potrzebą autonomii, mówiącą o tym, że ja, jako człowiek i pracownik, chcę, potrzebuję i ważne jest dla mnie, by uznawano moją zdolność do tego, żeby samodzielnie wykonywać czynność.
B.L.: Zwłaszcza, że mam te kompetencje, o których mówiłeś w punkcie pierwszym.
M.O.: Oczywiście. I trzecia, niezwykle ważna w dobie Covid-u, bardzo zaniedbana przez wielu managerów i kierowników zespołu, to potrzeba relacyjności. Ta potrzeba utrzymywania więzi z innymi, bycia z nimi w relacji, jest kluczowa dla tego złego, co dzieje się dzisiaj w pandemii. Jesteśmy w oderwaniu od relacji, które zbudowaliśmy na korytarzu, w kuchni, na papierosie, w różnych drobnych, pozornie nieistotnych sytuacjach społecznych, którymi nas biuro obdarzało. Dzisiaj tego nie mamy. Nagle okazuje się, że zespoły, które zostały wyprowadzone z biur, przestają być zespołami, bo nie ma chociażby potrzeby relacyjności.
B.L.: Podstawą wielu procesów biznesowych jest praca zespołowa. Jeżeli mówisz, że dochodzi do dezintegracji tych zespołów, to źle może wróżyć firmie, dla której ten zespół jest podstawą do osiągania pewnych celów.
M.O.: Mam bardzo głębokie, humanistyczne przekonanie, dotyczące tego, że praca zawodowa, to nie jest Excel, tabelka i zysk. To nie jest li tylko procedura. Tylko to jest cały zestaw, często nieuchwytnych relacji, więzi, zdarzeń, sytuacji, które powodują, że w pracy dobrze się czujemy.
B.L.: Patrzę na wyniki badania zrealizowanego przez naszego partnera SW Research Agencję Badań Rynku i Opinii, która zapytała się teraz, w dobie pandemii, pracowników o różne rzeczy. Okazuje się, że u 31 procent pracowników, praca zawodowa lub atmosfera w pracy, wpływa negatywnie na kondycję psychiczną.
M.O.: Można na to spojrzeć dwojako. Jeżeli wpływa negatywnie, to znaczy, że jest dla nich ważna i ma wpływ, który ma wybarwienie emocjonalne. Najprościej mówiąc- coś dla nich znaczy.
B.L.: Poświęcając osiem lub więcej godzin pracy, musimy w jakiś sposób emocjonalnie się z nią związać. To jest jak każdy związek.
M.O.: Cieszę się, że przywołujesz te dane. Pokazują one dokładnie to, co wcześniej chciałem powiedzieć. Praca zawodowa ma dodatkową, bardzo silnie emocjonalną otoczkę, która powoduje, że dobrze się czujemy, odczuwamy sens wykonywanej pracy, czujemy, że jest ona użyteczna dla innych i pożyteczna dla nas. Wcale nieoczywistym motywatorem jest to, że zarabiamy pieniądze. One oczywiście są nam potrzebne, żeby realizować podstawowe potrzeby, ale do tego, żeby dobrze czuć się w pracy, potrzebujemy całego dodatkowego zestawu różnych rzeczy, o których tu mówimy.
B.L.: Kolejny wynik badania. Zadaliśmy pytanie: W jaki sposób rozumiesz pojęcie sprzyjającego środowiska pracy? 60 procent rozumie to jako przestrzeganie przez pracodawcę zasad dotyczących czasu pracy. 27 procent traktuje to jako możliwość dostępu do specjalisty psychologa, czyli jako zadbanie o sferę emocjonalną. Tak jak mówiłeś na początku, widać, że ma to poparcie w konkretnych danych.
M.O.: To jest niezwykle ciekawy i bardzo wielowarstwowy punkt w naszej rozmowie. Z jednej strony potrzeba związana z czasem i określeniem czasu pracy jest ludzką potrzebą i nazywa się potrzebą struktury. Człowiek potrzebuje struktury. Struktura oznacza, że dorośli ludzie umawiają się na coś i obie strony mają się z tego wywiązać. Umową między mną a moim pracodawcą jest to, że będę miał czas na pracę i jednocześnie będę miał czas na realizację swoich potrzeb osobistych niezwiązanych z pracą. Pandemia spowodowała bardzo trudną rzecz – rozciągnęła tę strukturę czasu. Naruszyła jej granice. Doprowadziła do sytuacji, w której struktura czasu poświęcanego moim dzieciom, przestała być obowiązująca, bo moje dzieci cały czas są ze mną, a do tej pory były w szkole. Ja miałem czas, żeby się nimi zajmować, kiedy one wracały ze szkoły, a nagle są i mamy wszyscy współdzielić ten jeden zasób, którym jest nasz czas, między pracę, dom, dzieci, rodzinę, partnerów itd. I siebie. To jest ogromnie trudne. Zaburzenie struktury czasu jest charakterystyczne dla wszystkich istot żywych, a u człowieka przejawia się tym, jeśli ktoś kiedykolwiek leciał samolotem na inny kontynent, to prawdopodobnie doświadczył czegoś, co się nazywa jetlag. Jetlag nie jest niczym innym, tylko naruszeniem zegara, struktury czasu, którą mamy biologicznie wbudowaną. Tę strukturę czasu da się łatwo przenieść do pracy zawodowej i do tego kontekstu. Nie ma tu niczego innego. Jeżeli wstawałem regularnie o siódmej, żeby pracować od dziewiątej do umownej siedemnastej, a nagle muszę swój czas zawodowy rozciągnąć w paśmie dwunastu, czternastu godzin, to jest to całkowita dezorganizacja mojej struktury. Bardzo obarczająca psychicznie. Jeśli tak jest, to szukam specjalisty, pomocy.
B.L.: Pytanie do Ciebie jako do człowieka doświadczonego w różnych pracach: Czy da się przez te osiem, dwanaście, czternaście godzin pracując z domu, utrzymać stały, wysoki poziom skupienia, inteligencji, motywacji?
M.O.: Wszystkie badania neurofizjologiczne dowodzą, że nie. Dowodzą, że nie jesteśmy w stanie, mimo ogromnych możliwości naszego mózgu, doprowadzić do takiej sytuacji. Potrzebujemy pomagać mózgowi w jego pracy. To jest mięsień, który pracuje, dlatego, że dostarczamy mu energię. Nawet, jeśli nie myślimy o tym, że to mięsień, bo go nie czujemy. On potrzebuje energii. Żeby ją dostarczać, organizm potrzebuje pracować według określonego rytmu, żeby tę energię wytworzyć. Ten rytm oznacza na przykład potrzebę krótkich relaksacji, krótkiego oderwania od ciągu zdarzeń i od ciągu myśli. Wszystko jest po to, żeby obrazowo mówiąc: pójść do piwnicy, załadować kolejną porcję naszego paliwa do pieca – to wszystko zajmuje czas. Zatem nie da się tego utrzymać na stałym, wysokim poziomie. Można próbować robić różne rzeczy, do których do tej pory nie byliśmy przyzwyczajeni. Na przykład sięgnąć do technik zarządzania sobą w czasie, jak pomodoro, która mówi o tym: pracuj intensywnie nad jednym zagadnieniem dwadzieścia minut, skończ, oderwij się na pięć minut i dopiero wtedy wróć do pracy na kolejne dwadzieścia minut. Nie każdemu oczywiście to odpowiada, bo każdy ma inną strukturę czasu, o której mówiłem wcześniej. Natomiast znalezienie swojego pomodoro, swojego warzywa wspierającego energię, którą dajemy mózgowi, jest bardzo potrzebne. Ja na przykład nigdy nie korzystałem z zegarków, czy opasek aktywnie monitorujących moje życie i moją aktywność fizyczną, a od czasów pandemii stosuję taki zegarek, po to, by narzucać sobie reżim liczby kroków, którą muszę w ciągu dnia wykonać.
B.L.: Muszę Ci się przyznać, że ja też mam taki zegarek, posiadający genialną funkcję, polegającą na tym, że co czterdzieści pięć minut przypomina mi: czas się ruszyć. Wtedy wstanę, przeciągnę się, przejdę się po mieszkaniu, coś zrobię.
Jak już jesteśmy przy higienie zdrowia psychicznego, to poza pomodoro i poza niepoświęcaniem swojego całego czasu, jak jeszcze możemy w czasach tej pandemii utrzymywać w pracy zdalnej zarówno zdrowie psychiczne jak i work-life balance, który wydaje mi się, że został teraz bardzo zakłócony?
M.O.: Mam wrażenie, że po raz pierwszy z taką mocą i taką wyrazistością, wracają rozmowy o tym, żeby pracować świadomie z usuwaniem dystraktorów, powiadomień z mediów społecznościowych, z wyłączaniem informacji o przychodzących mailach w momencie, kiedy się nimi nie zajmujemy. Ta potrzeba struktury, która w nas jest rozciągnęła się na bardzo narzędziowe elementy. Wspominałeś o regularnie przypominanych przerwach przez aplikacje czy urządzenia, które mamy na nadgarstku. Te przerwy mogą dotyczyć wspomnianej przez Ciebie zrobienia herbaty, ale też przejścia dwu, trzy krotnie dookoła pokoju. Wystarczy tyle, by dać mózgowi szansę na regenerację i kolejny zastrzyk energii. To, co jest jeszcze niezbędne, to ustalenie sobie pewnych rytuałów, które dla każdego z nas są inne. Ja na przykład obserwuję wśród przyjaciół i bliskich mi bardzo osób, że wiele z nich potrzebuje wstając rano, ubrać się tak, jak ubiera się do pracy. I to obśmiane i pojawiające się jako mem w Internecie ubieranie się w spodnie dresowe i marynarkę widoczną w kamerze, wcale nie jest tylko zabawnym pomysłem, ale jest pewnym rytuałem, którego potrzebujemy. Struktura to rytuał. W pracy zawodowej musieliśmy się do niej przygotować. Spróbujmy to zrobić tu. Wychodząc z pracy zawodowej, kończąc ją w sposób symboliczny, być może zmieńmy ubiór na taki, który towarzyszył nam w naszych codziennościach domowych.
B.L.: Bardzo się cieszę, że ubrałeś to w pewne słowa i nadałeś temu strukturę i sens. Ja na przykład przygotowałem sam, własnoręcznie, w ramach pracy domowej- parawan, który stawiam za sobą, kiedy pracuję w domu. Jest on tłem, na którym pracuję. Dzięki temu nie widać bałaganu, który mam w pokoju, moja rodzina może wchodzić i wychodzić. Ten parawan również oddziela mnie dźwiękowo. Rano mam taki rytuał, że rozstawiam ten parawan łącznie z oświetleniem. I to jest moment, kiedy zaczynam pracę, a symbolicznym końcem dnia pracy jest wyłączenie tych wszystkich lampek, złożenie parawanu i odstawienie w kąt. Wtedy mam taką psychiczną komendę: koniec pracy.
M.O.: Bardzo mi się ten pomysł podoba. Biorę go od Ciebie z Twoim prawem autorskim. Będziesz podpisany jako autor tej koncepcji. Przychodzi mi do głowy jeszcze jedna rzecz. Warto swojemu otoczeniu, zarówno w domu, jak i w pracy, powiedzieć o takiej decyzji związanej z tym, że będziemy próbowali odtworzyć tę strukturę związaną z pracą. Żebyśmy nie byli atakowani i zapraszani do rozmowy i odbierania telefonów poza pewnymi ustalonymi godzinami. To jest jedna rzecz. Drugą rzeczą, i jest to obserwacja nie tyle moja, co pracowników, którzy często mówią, że czują przesyt, nadmiar i przeciążenie liczbą kanałów komunikacyjnych, z których korzystają, to proszą o to, żeby ich szefowie rozumieli, że jeżeli decydują się na to, by w godzinach pracy kontaktować się z nimi przez aplikację np. Teams, to, żeby w tym samym czasie do nich nie dzwonili, bo nie będą w stanie zarządzić jednocześnie pięcioma rozmowami.
B.L.: To jest temat, który chciałem poruszyć. Wynikający z moich obserwacji, ale też nie tylko. Kiedy zaczęła się pandemia i byliśmy wszyscy trochę przerażeni i nie wiedzieliśmy jak sobie ułożyć życie zawodowe, to aplikacje typu zoom, teams, okazały się zbawieniem, bo mogliśmy usiąść i porozmawiać. Uważam, że przeszliśmy pewien punkt, gdzie te aplikacje stały się wynaturzeniem i karykaturą samych siebie, bo spotkania na temsach bardzo często są zwoływane z tak błahych powodów, gdzie dałoby się je rozwiązać jednym mailem lub telefonem. Często jest za dużo zaproszonych osób, gdzie każdy musi coś powiedzieć. Po niektórych widać, że są zajęci czymkolwiek innym, więc ten teams jest dla nich złem koniecznym. Stały się pewnym narzędziem opresji, stosowanym ogólnie przez system wobec nas. Moglibyśmy w tym czasie ‘’temsowym’’ zrobić więcej rzeczy i wiele spraw dałoby się rozwiązać dużo krótszymi metodami. Będąc w biurze wystarczyłoby wychylić głowę do drugiego pokoju, podejść na kawie i coś załatwić. Czy nie mamy takiego ‘’przeteamsowania’’, ‘’przezoomowania’’ ?
M.O.: Wzdycham rozpoczynając tę wypowiedź, z tego powodu, że w pełni się zgadzam i podpisuję się pod tym, co powiedziałeś. I właściwie wzdycham też do własnych refleksji, które wywołuje Twoje pytanie. Ze zdwojoną siłą i niezwykłym zwielokrotnieniem widać nasze słabości związane z umiejętnością prowadzenie efektywnych spotkań. Efektywne spotkania w tzw. realu, czyli codzienności biurowej, często wywoływały w nas różne niechętne myśli, dotyczące tego, że były za długie, nie na temat, po co byliśmy na nie zapraszani, po co tyle ludzi. Dzisiaj jest to widoczne jak w jakiejś perspektywie mikroskopu, który powiększa każdy niedostatek i każdą wadę tego rodzaju rozwiązania, o którym mówisz. To, co jest moim zdaniem niezwykle potrzebną kompetencją, to po pierwsze umiejętność prowadzenia efektywnych spotkań, a po wtóre rola moderatora takich spotkań. Dzisiaj ludzie sami nie potrafią zmoderować tego spotkania tak, by mieć poczucie, że ono angażuje wszystkich obecnych i że jest produktywne. To, co bardzo zaczyna mi przeszkadzać, to pewna zmiana rytuałów u ludzi. Rozumiem, że pojawia się z tego powodu, o którym powiedziałeś. Mianowicie multitasking polega na tym, że jestem na spotkaniu i jeśli mam włączoną kamerę, to inni widzą, że odbieram maile, skanuję Internet, oglądam jakieś rzeczy. To bardzo utrudnia kontakt. W normalnym świecie, gdyby tak się działo, to pewnie byśmy jakoś zareagowali, powiedzieli: Bartek, ale rozmawiamy. Daj mi jeszcze chwilę swojej uwagi, proszę. Tutaj to się nie dzieje, co bardzo utrudnia i odbiera nam to satysfakcję z takiego spotkania.
B.L.: Ale też efektywność. Myślę, że ten multitasking powoduje, że to spotkanie się dłuży albo, że musi powstać kolejne spotkanie, ponieważ nie do każdego dotarło lub nie każdy się w nie zaangażował.
W takim telegraficznym skrócie, chciałbym usłyszeć takie Twoje trzy, maksymalnie pięć skonkretyzowanych porad dla pracownika. Nieważne jakiego szczebla. W jaki sposób pracować w domu, robić to efektywnie i nie zwariować?
M.O.: Te trzy, pięć porad ukryję pod parasolem: Dbajmy o siebie. Przywróćmy stan, w którym pamiętamy o tym, że nasze organizmy maja swoje potrzeby, o których nie zdawaliśmy sobie sprawy. Zacznijmy słuchać siebie. Zacznijmy rozumieć, że potrzebujemy pracować nie w ciągu pięciu godzin bez przerwy, tylko robić sobie regularne przerwy – to po pierwsze. Po wtóre dbajmy o to, żeby jednak pomimo warunków, w których pracujemy, praca była pracą, a dom był domem. Żebyśmy wszystkie nasze parawany, nie tylko materialne, ale i symboliczne, o których mówiłeś wcześniej, stawiali. Dbajmy o to, żeby inaczej komunikować nasze potrzeby współpracownikom i szefom, bo ani jedni ani drudzy nie siedzą niestety w naszych głowach i nie rozumieją, co jest nam w tej sytuacji potrzebne. Mogli to rozumieć wtedy, kiedy byliśmy w biurze i widzieli naszą minę, reakcję. Dzisiaj jej nie widzą. Powiedzmy im to, jakkolwiek dużo nas to kosztuje. Wiem, że w tej chwili rozlegną się głosy: Co on gada, mój szef nigdy by na to nie pozwolił. Ale przynajmniej spróbujmy. Kolejną rzeczą jest to, żebyśmy zrozumieli, że nasz mózg nie ma nieograniczonej mocy obliczeniowej i przerobowej i jest mięśniem takim, jak każdy inny. Trzeba go karmić, ale też ćwiczyć i dać mu szansę na regenerację. No i wreszcie znajdźmy w sobie trochę więcej elastyczności na inność, na to, że inni mają inaczej niż my, a my mamy inaczej niż inni. Jakkolwiek to dziwnie brzmi. To znaczy zrozummy, że są tacy, którzy potrzebują inaczej pracować niż nam się zdaje i że nasze dotychczasowe metody współpracy z nimi w zmianie warunków, w zmianie standardu pracy na zdalną, mogą nie mieć zastosowania.
B.L.: Wszystkich tych porad udzielał Państwu Marcin Olkowicz – człowiek, który z mojego doświadczenia ma takie rady, których warto słuchać, bo się sprawdzają.
Kondycja psychiczna Polaków. Badania przeprowadzone przez Instytut LB Medical i SW Research
Czujemy się gorzej
Z badania, jakie zrealizował Instytut LB Medical, wraz z SW Research w październiku 2020, wynika jasno, że połowa z respondentów doświadczyła w ostatnich 2 latach obniżenia nastroju trwającego dłużej niż kilka dni, a aż 65% z respondentów doświadczyło w ostatnich 2 latach wyczerpania i zmęczenia.
Brakuje nam energii
Na pytanie, czy w ciągu ostatnich 2 lat badani czuli się aktywni i pełni energii, aż 27% respondentów, czyli prawie 1/3 osób, stwierdziło, że w ciągu ostatnich 2 lat nie mieli poczucia witalności i pełni energii. Brak energii, trwający dłużej, może być jednym z pierwszych objawów wypalenia zawodowego lub depresji.
Co wpływa na kondycję Polaków?
Według naszych badań wynika, że na kondycję psychiczną Polaków oddziałują: sytuacja finansowa respondenta lub jego gospodarstwa domowego (w wysokim stopniu lub ma decydujący wpływ dla 66% respondentów); sytuacja w domu, relacje z domownikami (dla 63%); sprawy i problemy najbliższych (dla 62%); zdrowie respondenta (dla 61%) oraz sytuacja w pracy (dla 60%). Na dalszych pozycjach znalazły się: relacje z przyjaciółmi, znajomymi (dla 54%); sytuacja epidemiczna związana z COVID-19 (dla 50%), sytuacja na rynku pracy (dla 46%) oraz wygląd respondenta (dla 43%). Martwimy się, boimy, stresujemy. W tym roku na codzienne troski nałożyła się sytuacja pandemii i ma wpływ na nastrój połowy Polaków.
Co więcej, aż 40% badanych nie wzięła zwolnienia lekarskiego w związku ze zdiagnozowaną depresją, tłumacząc się wstydem. Osoby te, chcąc ukryć schorzenie, brały urlop. Ciekawe, że respondenci, pytani do kogo zwróciliby się w pierwszej kolejności, widząc u siebie objawy związane ze zdrowiem psychicznym wybierali na równi lekarzy specjalistów (27%) oraz małżonków (27%). Smutne, że aż 13% nie zwróciłoby się do nikogo.
Badanie "Kondycja psychiczna Polaków" zrealizowane na zlecenie Instytutu LB Medical przez SW Research, realizacja w dn. 1-3.12.2020, n = 1046, respondenci powyżej 16 r.ż., metoda badawcza CAWI.
4 grudnia Światowym Dniem Wolontariuszy.
Ci, którzy pracują dla innych za darmo są bohaterami naszych czasów. Na początku grudnia obchodzą swoje święto, choć powinniśmy pamiętać o ich pracy każdego dnia. 4 grudnia uważamy za święto wolontariuszy z inicjatywy ONZ z 1986 roku.
Pierwsze organizacje charytatywne zaczęły pojawiać się pod koniec XVIII wieku. Oczywiście ludzie zawsze sobie pomagali – czasem od tego wsparcia zależało to, czy przetrwają. Jednak dopiero z czasem wolontariat nabrał bardziej złożonego wymiaru. Dziś miliony ludzi dobrej woli czynnie uczestniczą w działaniach humanitarnych, pokojowych i charytatywnych, prowadzonych m.in. przez Czerwony Krzyż, Korpus Pokoju czy UNICEF. W Polsce nieoceniony wpływ na rozwój świadomości pro-społecznej wywarła Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, a także fundacje upowszechnione przez znanych aktorów- ambasadorów ich działalności. Taką osobą jest Ewa Błaszczyk, a także Anna Dymna. Obecnie ok. 10% Polaków jest lub bywa wolontariuszami.
Samoocena i poczucie wartości
Samoocena, czyli inaczej poczucie własnej wartości, to całościowa ocena własnego Ja, na którą składają się m.in. szacunek do siebie, samoakceptacja oraz przekonanie o własnej skuteczności. Poczucie własnej wartości zmienia się na przestrzeni życia, dlatego można, a przede wszystkim warto nad nim pracować. Wysoka samoocena oraz idące za nią pozytywne spojrzenie na siebie pomagają odnieść sukces, a przede wszystkim mogą być kluczem do szczęścia w sferze nie tylko zawodowej, ale też prywatnej.
Dzieciństwo - fundamentalny czas kształtowania samooceny
Dzieciństwo to ważny czas kształtowania samooceny, a ważną rolę w tym procesie odgrywają rodzice. Wtedy kształtują się późniejsze schematy naszych zachowań, reakcji i lęków. Dziecko, które dorasta w poczuciu bezwarunkowej miłości i akceptacji, ma większe szanse na to, aby w przyszłości być pewnym siebie dorosłym. Ważnymi czynnikami budującymi poczucie własnej wartości są autonomia oraz definiowanie tego, co wolno, a czego nie wolno. Dzięki temu dziecko ma szanse odpowiednio eksplorować otaczającą rzeczywistość, a także świadomie podejmować decyzje. W taki sposób buduje się w nim poczucie dumy i własnej skuteczności, które są fundamentem wysokiej samooceny w dorosłości.
Wysoka a niska samoocena
Osoby o prawidłowej samoocenie charakteryzują się wytrwałością w realizacji zadań oraz nie zniechęcają się z powodu niepowodzeń. Odpowiada za to bardzo prosty mechanizm. Takie jednostki są bardziej wrażliwe na pozytywne niż negatywne informacje na swój temat, ponieważ przeważa u nich motyw umacniana Ja. Według badań przeprowadzonych w 53 krajach (Schmitt i Allik, 2005) wysoka samoocena koreluje negatywnie z neurotycznością, dzięki czemu osoby o wysokim poczuciu własnej wartości rzadziej przeżywają emocje takie jak lęk, strach czy złość, dlatego chętniej stawiają sobie ambitne, trudne do realizacji cele, przy czym wierzą w możliwość ich urzeczywistnienia. Z drugiej strony brak strachu przed niepowodzeniem, lub pozytywne nastawienie nie są jedynymi predykatorami, które pomagają w realizacji ambitnych zadań. Pomimo najszczerszych chęci można przecenić swoje możliwości i zmierzyć się z widmem porażki – jednak dla osób z wysoką samooceną porażka jest cenną lekcją na przyszłość, a nie elementem, który w negatywny sposób wpływa na ich poczucie własnej wartości. Natomiast osoby o niskiej samoocenie są mniej pewne siebie oraz niechętnie podejmują jakiekolwiek czynności, które niosą ze sobą ryzyko niepowodzenia. Preferują one bezpieczne, a przede wszystkim znane im środowisko działania, które nie wiąże się z jakimikolwiek zmianami. Osoby o niskiej samoocenie szczególną uwagę przykładają do negatywnych komunikatów na swój temat, uważając je za jedyne słuszne i prawdziwe. Kiedy odnoszą sukces, tłumaczą jego powodzenie czynnikami zewnętrznymi, nie biorąc pod uwagę swoich zasobów – talentów, umiejętności oraz cech osobowości, które pomogły im w realizacji danego celu. Można więc wysnuć wniosek, że osoby o niskim poczuciu własnej wartości często odczuwają lęk i stres, które uniemożliwiają stawianie czoła ambitnym, ryzykownym zadaniom oraz prowadzą do rezygnacji z aktywności, które mogłyby być źródłem sukcesu i jednocześnie motorem samorozwoju.
Jak pracować nad stabilnym poczuciem własnej wartości?
Osoby o niskiej samoocenie generalizują swoje niepowodzenia. Gdy stają w obliczu zagrażającej im sytuacji, np. nie zdają ważnego egzaminu, zaczynają podważać nie tylko poziom swojej wiedzy, ale również inteligencję czy odporność na stres. Osoba, którą cechuje wysokie poczucie własnej wartości, wyciągnie wnioski z danej sytuacji oraz pomyśli nad tym, co mogłaby zrobić w przyszłości, aby ponownie nie popełnić tego samego błędu – w tym przypadku poświęci więcej czasu na naukę. Taki sposób radzenia sobie z problemami pomaga ruszyć z miejsca oraz otrząsnąć się po niepowodzeniu. Motywuje, aby bierność przekuć w działania niosące poprawę. Ważnym krokiem, który pomaga podnieść poziom samooceny, jest poszerzenie wiedzy na własny temat, czyli wyodrębnienie swoich mocnych, ale również słabych stron. Dzięki temu wiemy, którym zadaniom możemy sprostać, a które nie są w zasięgu naszych możliwości ze względu na ograniczone zasoby osobiste. W odbudowaniu wiary w siebie pomaga psychoterapia, podczas której pracuje się nad wczesnymi wzorcami i przekonaniami na temat swojej osoby oraz życiowych sytuacji. Jest ona szansą na przepracowanie starych, niszczących schematów i wypracowanie nowej, adekwatnej i korzystnej dla naszego życia samooceny.
Proste rady na życie codzienne
W wirze codziennych obowiązków zapominamy zadbać o najważniejsze kwestie związane z naszym wypoczynkiem i regeneracją. Brakuje nam czasu na przygotowanie zdrowych posiłków, nie mówiąc już o tym, że nie mamy siły ani ochoty na to by znaleźć chwilę na aktywność fizyczną po ciężkim dniu pracy. A jednak te wszystkie kwestie są tak bardzo istotne dla naszego zdrowia… Dlatego czas to zmienić!
W zdrowym ciele zdrowy duch
Ćwiczenia fizyczne obniżają poziom adrenaliny i kortyzolu we krwi, tym samym zwiększając stężenie serotoniny i dopaminy, czyli tzw. hormonów szczęścia. Ćwiczenia aerobowe – szczególnie polecane w walce ze stresem - poprawiają nastrój, dodają energii, a także sprawią, że stajemy się silniejsi i pewniejsi siebie w obliczu sytuacji stresowych, dzięki czemu łatwiej jest nimi zarządzać. Równie pomocną formą aktywności fizycznej są ćwiczenia rozciągające, np. joga. Wykonywane sekwencyjnie asany (pozycje jogi) wymagają od praktykującego całkowitego skupienia się na swoim ciele i oddechu, jak również świadomego stawiania granic - filozofią jogi jest działanie w zgodzie z własnymi możliwościami psychoruchowymi, co rozwija umiejętność akceptacji oraz odpuszczania.
Zadbaj o dietę
Ogranicz spożycie przetworzonej żywności o wysokiej zawartości cukru, soli i tłuszczu. Sięgaj po produkty zawierające wszystkie witaminy z grupy B, które wzmocnią system nerwowy. Zamiast słodkiego napoju wybierz kakao, będące źródłem magnezu, który pomoże usprawnić pracę mózgu. Staraj się zjadać zalecaną, dzienną dawkę świeżych warzyw
i owoców, które – dzięki zawartości flawonoidów – chronią przed działaniem wolnych rodników. Spróbuj ograniczyć konsumpcję alkoholu oraz napojów o wysokiej zawartości kofeiny.
Rób to, co sprawia Ci przyjemność
Dla jednych źródłem przyjemności może być czytanie książek, dla innych długie wycieczki rowerowe, a dla jeszcze innych gotowanie. Pielęgnowanie swoich pasji pomaga zniwelować stres, przełamać codzienną rutynę oraz doświadczyć tzw. uczucia przepływu, czyli stanu głębokiego zaabsorbowania zadaniem, poczucia skuteczności i wewnętrznej radości, bezwysiłkowej koncentracji i frajdy (Wojciszke, 2009). Robiąc to, co lubimy najbardziej, skupiamy się na chwili obecnej, dając naszemu umysłowi przestrzeń do regeneracji.
Pisz ekspresywnie
Skuteczność terapeutycznego (ekspresywnego) pisania potwierdziły setki badań naukowych. Przenosząc myśli i emocje na papier, jesteśmy w stanie je lepiej zrozumieć, spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, znaleźć sens przeżytych doświadczeń i nowe możliwości rozwiązania problemu. Co więcej, ekspresywne pisanie pozwala zachować lepsze zdrowie oraz zwiększa tolerancję na ból, również fizyczny.
Bądź tu i teraz
Szukając sposobu na efektywną walkę ze stresorami warto zapoznać się z techniką uważności (mindfulness). Uspokaja ona nadmiernie reaktywne ciało migdałowate oraz pozwala zakorzenić się w chwili obecnej, przy spokojnym analizowaniu swoich myśli i uczuć rodzących się w odpowiedzi na zaistniałą sytuację. Uważność pomaga nabrać dystansu do danego zdarzenia i podejść do niego bez osądzania, z pełną akceptacją. Świadoma koncentracja na chwili obecnej, tzw. „tu i teraz” pozwala zrozumieć, że odczuwany stres jest jedynie dynamicznym stanem przepływającym przez ciało, a nie częścią zintegrowaną
z naszym organizmem.
Wykorzystaj swoje zasoby
Indywidualne cechy osobowości, życiowe doświadczenie, umiejętności oraz wsparcie społeczne to zasoby, które można wykorzystać w obliczu stresujących sytuacji. Własne portfolio rozwiązań pomoże poradzić sobie ze stresem oraz wszelkimi sytuacjami, które interpretujemy jako zagrażające. Jeżeli stajesz twarzą w twarz z trudną sytuacją przypomnij sobie, w jaki sposób poradziłeś sobie w przeszłości z podobnym bądź innym stresującym zdarzeniem. Jakie cechy osobowości pomogły Ci uporać się z danym problemem? Warto się nad tym zastanowić, najlepiej wypisać na kartce.
Zdecyduj, nad czym masz kontrolę
Ustalając aspekty problemu, na które nie mamy wpływu, możemy świadomie oraz skutecznie zarządzać tymi, nad którymi posiadamy realną kontrolę. Chcąc obniżyć poziom stresu przed ważnym egzaminem, możemy solidnie się do niego przygotować – jesteśmy wtedy pewni, że posiadamy wiedzę, która pomoże w jego zaliczeniu. Sytuacja, podczas której pytania egzaminacyjne są zupełnie inne od wcześniej przedstawionych wymagań, jest poza naszą kontrolą. Dlatego tak ważne jest zwracanie uwagi na proces i drogę, przez które musieliśmy przejść, a nie na wynik końcowy, na który – pomimo najszczerszych chęci i starań – nie zawsze mamy wpływ.
Dieta na dobry nastrój
Prawidłowo zbilansowana to klucz zarówno do zdrowia fizycznego, jak i psychicznego. Składniki odżywcze zawarte w pożywieniu są niezbędne do zaspokojenia potrzeb żywieniowych, a tym samym do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Pamiętaj, że dieta wspiera organizm i pomaga w utrzymaniu zdrowia, jednak nie leczy ciężkich zaburzeń zdrowia psychicznego.
Ogranicz spożycie przetworzonej żywności o wysokiej zawartości cukru, soli i tłuszczu
Zamiast tego sięgaj po produkty pełne witamin oraz minerałów, które wzmocnią Twój system nerwowy oraz pozytywnie wpłyną na nastrój. Szczególnie polecane są wszystkie witaminy z grupy B oraz witamina D. Witaminy z grupy B znajdziemy m.in. w drobiu, fasoli, orzechach i pestkach, jajkach i nabiale. Źródłem witamy D są oleje roślinne, wątróbka, produkty mleczne oraz sery.
Jedz zdrowe węglowodany
Produkty o wysokim natężeniu węglowodanów złożonych wpływają na chemię mózgu, uwalniając lub wytwarzając serotoninę. Szczególnie polecane są węglowodany złożone, które znajdziemy w bananach, pomidorach, orzechach włoskich, daktylach, puddingu ryżowym czy w kaszy gryczanej.
Postaw na orzechy brazylijskie
Są one nazywane orzechami dobrego nastroju, ze względu na wysoką zawartość selenu, wpływającego pozytywnie na nastrój.
Pij 2 litry wody dziennie
Woda dostarczana w odpowiedniej ilości wspomaga pracę wątroby, która jest odpowiedzialna za odtruwanie organizmu. Podobne działanie - ze względu na dużą zawartość minerałów - wykazują herbaty z pokrzywy i mniszka lekarskiego.
Zamiast słodkiego napoju wybierz kakao, będące źródłem magnezu, który pomoże usprawnić pracę mózgu
Magnez zapobiega spadkom nastroju i depresji. Pierwiastek znajdziesz też w orzechach, czarnej czekoladzie, kaszy gryczanej, fasoli i komosie ryżowej, a także w zielonych warzywach.
Spróbuj ograniczyć konsumpcję alkoholu oraz napojów o wysokiej zawartości kofeiny
Nadmierne spożycie alkoholu powoduje problemy z koncentracją, spowalnia proces przyswajania nowych informacji oraz utrudnia podejmowanie decyzji oraz rozwiązywanie problemów. Oczywiście jeden kieliszek wina nie stanowi zagrożenia, jednak cała wypita butelka - już tak.
Postaw na tryptofan
Tryptofan to aminokwas pobierany z pożywienia. Ma on wpływ na poziom serotoniny - zwanej hormonem szczęścia. Bogatymi źródłami tryptofanu są: soja, parmezan, banany, suszona spirulina, pestki dyni, ryby, wołowina, mięso indyka czy węglowodany złożone.
Zadbaj o sen
Jedną z podstawowych potrzeb biologicznych człowieka jest sen. Jeżeli jesteśmy niewyspani, mamy mniej energii do stawiania czoła codziennym wyzwaniom, a najprościej rzecz ujmując – brakuje nam do tego siły. Zbyt krótki sen upośledza procesy poznawcze, co uniemożliwia tworzenie kreatywnych rozwiązań. W taki sposób powstaje błędne koło – jesteśmy niewyspani – mamy mniej energii do działania i podejmowania decyzji – pojawia się stres. Warto więc zadbać o odpowiednią długość snu, dopasowaną do indywidualnych potrzeb każdego z nas.
Sen Polaków
Z badań przeprowadzonych przez CBOS w 2016 roku wynika, że niemal połowa Polaków (49%) minimum raz w tygodniu sypia krócej niż 8 godzin w ciągu doby, a dla 8 proc. respondentów standardem jest spanie mniej niż 6 godzin.* WHO natomiast uznała bezsenność za chorobę cywilizacyjną. Są to niepokojące informacje. Odpowiednia ilość snu dopasowana do indywidualnych potrzeb jest kluczowym elementem zdrowia fizycznego i psychicznego.
Dlaczego mało śpimy?
Według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia dorosły człowiek potrzebuje minimum 8 godzin snu, aby się odpowiednio wyspać. Taka ilość jest kluczowa dla prawidłowego funkcjonowania organizmu zarówno na poziomie psychicznym, jak i fizycznym. Niestety, dzisiejsze społeczeństwo marginalizuje potrzebę snu w myśl zdania: wyśpię się po śmierci. Często rezygnujemy z zasłużonego wypoczynku, ponieważ wolimy spotkać się ze znajomymi, obejrzeć kolejny odcinek ulubionego serialu czy wykorzystać kilka dodatkowych godzin na naukę do ważnego egzaminu. Zaspokojenie potrzeby snu nie ułatwia zdigitalizowany świat, w którym przyszło nam żyć. Wysoce rozwinięta technologia to niewątpliwie ogromne ułatwienie, a wielu z nas nie wyobraża sobie bez niej codziennej pracy czy nauki. Warto jednak korzystać z urządzeń elektronicznych mądrze i z odpowiednim umiarem. Przeciętny użytkownik smartfona korzysta z niego 3 godziny w ciągu dnia. Oczywiście nie pozostaje to obojętne naszemu organizmowi. Urządzenia elektroniczne emitują światło niebieskie, które zaburza wydzielanie melatoniny – hormonu odpowiedzialnego za prawidłowy sen. To z kolei wprowadza nasz umysł w stan ciągłej aktywności. Efektem są problemy z zasypianiem wieczorem oraz poczucie zmęczenia w ciągu dnia. Wielu z nas sądzi, że na zmęczenie najlepsza jest kawa - według badań 61 proc. Polaków pije ją każdego dnia, z czego 15 proc. przyznaje się do wypijania kilku filiżanek kawy dziennie. Niestety, jest to jedynie rozwiązanie krótkofalowe, przynoszące chwilowy zastrzyk energii. Co więcej, kofeina zaburza wydzielanie melatoniny, dlatego, jeśli chcemy cieszyć się długim, odprężającym snem, ostatnią filiżankę kawy powinniśmy pić o godzinie 17. Kolejnym czynnikiem, który zaburza prawidłowy sen to bez wątpienia stres. Wyniki ankiety „Stres w Stanach Zjednoczonych” Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego (2015) wykazały, że niemal połowa dorosłych Amerykanów (46 proc.) skarży się na bezsenne noce właśnie z powodu odczuwanego stresu. W taki sposób powstaje błędne koło – deprywacja snu wpływa na obniżenie funkcji poznawczych, a to z kolei może być źródłem stanów napięcia psychicznego.
Jak niedobór snu wpływa na zdrowie psychiczne?
Z pewnością każdy, kto choć raz nie zmrużył oka w ciągu nocy, wie, jak nieprzespana noc negatywnie oddziałuje na funkcjonowanie w ciągu dnia. Jeśli jesteśmy niewyspani, pojawiają się problemy z koncentracją, pamięcią, sprawnym podejmowaniem decyzji, a zdolność uczenia się ulega znacznemu pogorszeniu. Dlatego powtarzanie nocą materiału przed ważnym egzaminem może przynieść więcej strat niż pożytku. Skrócenie czasu snu wpływa niekorzystnie na czujność i efektywność poznawczą oraz wydłuża czas reakcji, co może być np. przyczyną wypadków drogowych – według Amerykańskiej Akademii Medycyny Snu jeden na pięć wypadków samochodowych wynika z przemęczenia kierowcy. Warto również zwrócić uwagę na związek pomiędzy brakiem snu a ogólnym samopoczuciem. U osób, które śpią 6 godzin, istnieje większe prawdopodobieństwo zachorowania na depresję, częściej pojawiają się myśli samobójcze, a poziom stresu jest znacznie wyższy niż w przypadku tych, którzy śpią 8-9 godzin w ciągu doby.
*Centrum Badania Opinii Społecznej, Zdrowie i prozdrowotne zachowania Polaków, Komunikat z badań nr 138/2016, Warszawa, 2016
Lekarze biją na alarm
W marcu 2020 roku, kiedy zaczęła się w Polsce pandemia, Sekcja Naukowa Psychoterapii Polskie Towarzystwo Psychiatryczne wydała oświadczenie, w którym napisano, że lęk rozprzestrzenia się jak wirus, a stan pandemii nosi wszelkie znamiona sytuacji kryzysowej.
"Ogłoszenie przez WHO stanu pandemii skutkuje nagłym, ogromnym wzrostem lęku. Jego przejawy są widoczne zarówno w codziennym życiu, jak i w wewnętrznym przeżywaniu. Jest to nieunikniony, uboczny skutek tego, z czym się obecnie zmagamy. Można się spodziewać, że poziom lęku, będzie się zmieniał w zależności od rozwoju sytuacji epidemiologicznej. Powstrzymanie epidemii, wygaszenie jej przynajmniej w jednym miejscu, informacje o osobach wyleczonych, znalezienie leku bądź szczepionki – powinny redukować lęk. Znaczący wzrost zachorowań i zgonów, zwłaszcza wśród osób znanych czy bliskich – będzie skutkować wzrostem lęku lub utrzymaniem się na bardzo wysokim poziomie. Praca ze skutkami lęku leży w zakresie naszych zawodowych kompetencji i powinności. Można też oczekiwać, że wprowadzone epidemiologiczne ograniczenia względnie szybko spowodują wzrost frustracji, a w konsekwencji zarówno reakcje depresyjne, jak i agresywne. W połączeniu z lękiem stawia to przed naszym środowiskiem istotne wyzwania. Praca z agresją i depresją leży w zakresie naszych zawodowych kompetencji i powinności", napisano w oświadczeniu. To był w marcu. Dziś wiemy, że przypuszczenia były słuszne.
Stres jest bowiem chorobą naszych czasów. Musieliśmy zmierzyć się m.in. z izolacją oraz licznymi obostrzeniami sanitarnymi. Zmieniły się nasze relacje, praca, sposób spędzania czasu wolnego i plany życiowe. Z badań przeprowadzonych przez Instytut LB Medical z agencją badawczą SW Research w listopadzie 2020 wynika jasno, że prawie połowa Polaków przynajmniej raz w tygodniu odczuwała w tym roku obciążenie psychiczne (46%), a trzech na czterech badanych czuła je przynajmniej raz w miesiącu. Ponad połowa badanych twierdziła, że stres lub obciążenie psychiczne wzrosło podczas pandemii koronawirusa, co czwarty z nich czuje, że wzrosło znacząco.
Polacy nie mają ani wiedzy na temat zaburzeń zdrowia psychicznego, ani wystarczającego dostępu do lekarzy.
Profilaktyka wypalenia zawodowego
O profilaktyce można mówić na poziomie indywidualnym i instytucjonalnym (o którą dbają pracodawcy). Co można zrobić samemu?
- zweryfikować zgodności celów i wymagań w pracy ze swoimi własnymi potrzebami
- określić swoje przekonania, potrzeby i granice, w razie potrzeby zredukowanie liczby obowiązków
- nauczyć się asertywnego podejścia do współpracowników i przełożonych
- organizować pracę w taki sposób, by przeciwdziałać wykonywaniu kilku zadań w tym samym czasie
- dostosować zawodową aktywności do własnego potencjału energetycznego i jego dynamiki
– nauczyć się delegować odpowiedzialność
- zwiększyć dystans, gdy kontakty z ludźmi są zbyt wyczerpujące emocjonalnie lub psychicznie
- określić obszary najsilniej związanych ze stresem (praca, rodzina)
- podjąć działania redukujące stres – relaks, sport, sen, właściwa dieta, redukcja używek
- skorzystać z pomocy rodziny lub przyjaciół w radzeniu sobie ze stresem
(Magdalena Bieniewicz-Wolak, psychoterapeutka)
Wykluczenie zawodowe
Wykluczenie zawodowe jest jednym z wymiarów wykluczenia społecznego. W tym wypadku odnosi się do rynku pracy. Jest to sytuacja, w której jednostka nie może uczestniczyć lub nie jest uznawana za pełnego i równego uczestnika rynku pracy. W przypadku schorzeń psychicznych – często prowadzą do częściowego, lub stałego wykluczenia z rynku pracy.
Według badań Instytutu LB Medical, prowadzonych wraz z agencją badawczą SW Research jesienią 2020 roku, na wykluczenie zawodowe najbardziej narażone są osoby powyżej 45 roku życia. Tak twierdzi połowa badanych. Kolejną narażoną na wykluczenie grupą są osoby niepełnosprawne, dopiero potem kobiety i osoby homoseksualne.


Badanie "Kondycja psychiczna Polaków" zrealizowane na zlecenie Instytutu LB Medical przez SW Research, realizacja w dn. 1-3.12.2020, n = 1046, respondenci powyżej 16 r.ż., metoda badawcza CAWI.






